Na początek osobista dygresja. adekwatnie skończyłam pisanie tego tekstu o kobiecych kręgach, czyli naszej wzajemnej solidarności, kiedy spektakularnie jej doświadczyłam. w uproszczeniu było tak: z koleżankami z redakcji brałyśmy udział w pewnym szkoleniu, na którym prowadzący (mężczyzna) pozwalał sobie wobec mnie na niemiłe uwagi. Niby w żartach, ale mnie nie było do śmiechu. Kiedy na dobre się rozkręcił, przerwałam udział w zajęciach. Bardzo to przeżyłam, ale nie chciałam robić rabanu. A jak zareagowały koleżanki? Powiedziały: „Nie możemy tego tak zostawić”. I nie zostawiły!