Nieznośny zapach i ślutna decyzja: Dlaczego Marzena odwołała ślub, gdy odkryła brudną prawdę o narze…

newskey24.com 1 dzień temu

Nieprzyjemny niesmak

Koniec, nie będzie żadnego ślubu! wybuchnęła Malwina.

Zaczekaj, co się stało? zaniemówił Michał. Przecież wszystko było w porządku!

W porządku? zaśmiała się gorzko Malwina. No jasne w porządku. Powiem ci szczerze zamilkła na chwilę, zastanawiając się, jak to ująć. Ale w końcu powiedziała wprost: Twoje skarpetki śmierdzą! Nie mam zamiaru wdychać to przez całe życie!

Naprawdę mu to powiedziałaś? zaniemogła mama Malwiny, gdy dowiedziała się, iż córka chce wycofać wniosek z urzędu. Niesamowite!

Dlaczego niesamowite? wzruszyła ramionami Malwina przecież to prawda. Nie mów, iż tego nie zauważyłaś.

Oczywiście, iż zauważyłam zmieszała się mama. Ale to wstydliwe, no wiesz. Myślałam, iż go kochasz. Michał to porządny chłopak. Skarpetki to nie problem, da się poprawić.

A niby jak? Nauczyć go myć nogi? Zmieniać skarpetki? Używać dezodorantu? Mamo! Słyszysz siebie?! Ja miałam wyjść za mężczyznę, nie za dużego chłopca, którego trzeba wychowywać!

To po co byłaś z nim tak długo? Czemu ten wniosek o ślub?

Wszystko przez ciebie, mamo! „Michał jest spokojny, dobry, podoba mi się taki zięć!” twoje słowa? I jeszcze to: „Masz już dwadzieścia siedem lat, czas na ślub, wnuki by się przydały”. Co, milczysz? Prawda?

Ale Malwinko, myślałam, iż jesteś pewna. Wyglądało, iż jest między wami na serio odparła mama. I wiesz co? Cieszę się, iż się nie pomyliłam: dobrze wszystko przemyślałaś i podjęłaś decyzję. Tylko, kochanie, tekst o śmierdzących skarpetkach to grubo. Zupełnie do ciebie niepodobne.

Zrobiłam to celowo, mamo. Żeby jasno dać znać po jego linii. Nie ma odwrotu

***

Na początku Michał wydawał się Malwinie trochę nieporadny, choćby zabawny. Wiecznie te same jeansy, ta sama koszulka. Nie popisywał się wiedzą o malarstwie jak Picasso, ale potrafił godzinami opowiadać o starych polskich filmach z młodości rodziców. Wtedy w jego oczach żył prawdziwy ogień.

Było z nim tak lekko i spokojnie, dokładnie tego Malwina potrzebowała po burzliwych związkach i wiecznym szukaniu tego jedynego.

Po dwóch miesiącach biegania po kinach i kawiarniach Michał, speszony, zaproponował:

A może wpadniesz do mnie? Ulepiłem pierogi! Sam!

To zabrzmiało tak przytulnie, domowo, iż Malwinie serce stanęło na chwilę. A to sam ulepiłem rozłożyło ją na łopatki.

Oczywiście, zgodziła się

***

Mieszkanie Michała nie przypadło Malwinie do gustu.

Brudu nie było, ale panował tam chaos, brak stylu i taka jakaś samotność. Szare ściany bez tapet, stary, zniszczony tapczan z jednym wałkiem zamiast poduszki. Na podłodze stosy: pudła, książki, gazety z PRL-u. W samym środku para trampek. Do tego duszne powietrze przesiąknięte kurzem i czymś niemiłym.

Pokój przypominał raczej poczekalnię w starym hotelu, z której nikt nie może się wynieść.

No i co myślisz o mojej twierdzy? Michał rozłożył ręce, dumny jak paw, zupełnie nie widząc tu nic dziwnego.

Malwina wykrzesała z siebie uśmiech. Lubiła Michała, więc nie chciała zaczynać kłótni.

Na kuchni nie było lepiej: stół pokryty warstewką kurzu, zlew z brudnymi talerzami, kubki z czarnym osadem. Na gazie zniszczony garnek. Wzrok Malwiny przykuł czajnik.

Ciekawe, jaki miał kiedyś kolor? pomyślała.

Nastrój prysł.

Malwina słuchała Michała jednym uchem, gdy próbował ją rozśmieszyć. A gdy podał jej talerz z pierogami, stanowczo odmówiła rzuciła, iż ma dietę.

Jedzenie czegokolwiek z tej kuchni nie wchodziło w grę.

W domu przeanalizowała całą wizytę.

To wszystko wydawało się na pierwszy rzut oka drobiazgowe i mało istotne. No dobra, mieszka sam, nie ogarnia porządku. I co z tego?

Ale im dłużej myślała, widziała coś znacznie większego: Jak można tak żyć? Nie chodzi o lenistwo dla niego to po prostu normalność!

I został ten nieprzyjemny niesmak

***

Potem Michał odwiedził Malwinę, oświadczył się jak należy. Podarował choćby pierścionek. Złożyli podanie do urzędu, rodzice ruszyli z przygotowaniami do wesela.

Bycie narzeczoną brzmi cudownie. Ale gdy Malwina zostawała sama i myślała o Michale, o tym jak stara się ją uszczęśliwić, lepi te swoje pierogi, opowiada kawały, to zawsze przed oczami miała czajnik o niewiadomym kolorze!

I dochodziła do wniosku: to nie jest zwykły czajnik. To dowód! Pokazuje podejście Michała do życia. Do domu. Do siebie. I pewnie do niej.

Wyobraziła sobie wspólne poranki i zrobiło jej się zimno.

Obudzi się, wejdzie do kuchni: niedopita herbata, okruszki po kanapce. Gdy powie: Kochanie, posprzątaj proszę, spojrzy na nią zdziwiony jak wtedy, gdy patrzył na swoje mieszkanie. Nie pojmie, o co chodzi. Nie będzie się kłócił, nie krzyknie po prostu nie zrozumie. I dzień w dzień będzie musiała tłumaczyć, sprzątać i przypominać. A jej uczucie będzie powoli umierało od setek małych, niewidzialnych dla niego ukłuć.

A mama taka szczęśliwa, iż wychodzi za mąż.

***

Małżeństwo

Cała ta lekkość i ciepło, jakie Malwina czuła przy Michale, zaczęły topnieć, zastępowane ciężką, lepką niepewnością.

Malwinko pytał niemal codziennie Michał, niepewnie zaglądając jej w oczy wszystko między nami dobrze? Kochamy się przecież?

Oczywiście, odpowiadała, czując, jak coś jej się łamie w środku.

W końcu nie wytrzymała i zwierzyła się przyjaciółce, powiedziała o wszystkich swoich wątpliwościach.

No i co z tego? zdziwiła się Kasia. Kurz, czajnik Mój mąż zostawi czasem bombę w kuchni i choćby nie zauważy! Faceci są ślepi na takie rzeczy!

Właśnie! Oni nie widzą wyszeptała Malwina. I Michał nigdy nie zobaczy. A ja będę widzieć. Całe życie! I to mnie będzie zabijać, powoli, ale skutecznie.

***

Nie oskarżała go. Był szczery, nie udawał. Po prostu żył w innym świecie gdzie brudny talerz w zlewie to normalka. A dla niej to już sygnał braku zrozumienia, obojętności.

Zrozumiała, iż nie chodzi o porządek. Po prostu patrzyli na świat w zupełnie inny sposób. Rysa, która powstała w jej głowie, z czasem zamieni się w przepaść między nimi.

Lepiej skończyć to teraz, niż za kilka lat obudzić się po drugiej stronie tej przepaści, gdy będzie za późno.

Czekała na odpowiedni moment

***

Malwinę i Michała zaproszono na domówkę.

Przyszli, zdjęli buty w przedpokoju

Poszli do pokoju

Za nimi ciągnął się paskudny zapach.

Malwina nie od razu wiedziała, skąd pochodzi.

Ale gdy już się zorientowała i zobaczyła, iż wszyscy wokół też to zauważyli, wstyd jej był tak ogromny, iż miała ochotę zniknąć pod ziemią. Bez słowa wybiegła do przedpokoju, ubrała się i wyszła.

Michał ruszył za nią. Złapał za rękę. Odwróciła się i niemal z pogardą rzuciła mu w twarz:

Koniec! Nie będzie żadnego ślubu!

***

I faktycznie, ślubu nie było.

Malwina uważa, iż dobrze zrobiła i nie żałuje niczego.

A Michał

Do dziś nie rozumie, o co adekwatnie chodziło. No bo przecież skarpetki śmierdzą, i co z tego? Mógłby przecież w ogóle je zdjąćMalwina wróciła do pustego mieszkania, usiadła na kanapie i przez chwilę pozwoliła sobie na łzy. Ale łzy nie były rozpaczą były oczyszczeniem. Poczuła, iż zrzuciła ciężar, którego nie chciała nieść przez resztę życia. Przez okno wpadał ciepły promień słońca, a ona nagle poczuła głód. Poszła do kuchni, zagotowała wodę w swoim nowym czajniku lśniącym, czystym, w kolorze, który sama wybrała.

Pierwszy łyk herbaty smakował zupełnie inaczej. Smak wolności, smak decyzji podjętej z odwagą. Uśmiechnęła się do siebie i do świata.

Może ktoś kiedyś pokocha jej porządek tak samo, jak ona go kocha. Może spotka kogoś, kto sam zmieni skarpetki bez przypominania. A może nie może chodzi o coś więcej niż kompromisy, o odnalezienie siebie poza cudzymi oczekiwaniami.

W każdym razie dziś Malwina wiedziała, iż czasem lepiej wyjść ze starego mieszkania niż w nim utknąć na zawsze. Po prostu wziąć głęboki oddech i wyjść na słońce, z podniesioną głową, gotowa na wszystkie nowe, świeże zapachy życia.

Idź do oryginalnego materiału