Niewidzialna żona

twojacena.pl 1 dzień temu

Niewidzialna żona

Bożena! rozlega się dźwięczny głos, gdy przyjaciółka, strzepując krople deszczu z jaskrawoczerwonego płaszcza, opada na krzesło naprzeciwko. Przepraszam, masakra na ulicach, totalne korki. Zamówiłaś już coś?

Tylko kawę Bożena uśmiecha się blado. Czekałam na ciebie.

Irena zdejmuje płaszcz, lustruje Bożenę krytycznym spojrzeniem i cmoka z dezaprobatą.

Matko, Bożena, ty się w ogóle rano przeglądasz w lustrze? Co to za strój? Szara bluza, szare spodnie. W depresji jesteś czy postanowiłaś się ukryć przed światem?

Wygodnie mi wzrusza ramionami Bożena. Mam pięćdziesiąt dwa lata, Irenko, nie mam już zacięcia do strojenia się.

Tak, tak Irena zamawia sobie cappuccino i rogalika jednym ruchem. A twój Mirek? Znowu na rybach?

Bożena kiwa głową.

Pojechał w piątek wieczorem. Wróci w niedzielę przed obiadem. Jak zawsze.

Jak zawsze parodiuje ją Irena. A ty siedzisz sama w domu, co? Gapiesz się w telewizor, cerujesz skarpetki? Bożena, kiedy on cię ostatnio gdziekolwiek zabrał? Do restauracji, do kina, do teatru? Przypomnij sobie, no spróbuj!

Bożenie robi się gorąco na twarzy.

Byliśmy razem na działce w lipcu.

Na działce! Irena wybucha śmiechem. Ty pielenie grządek, on naprawa komórki! Czysta romantyka. Posłuchaj, kochana, życie ucieka. Nie jesteśmy już nastolatkami, prawda. Ale przecież nie przyszło nam jeszcze umierać. A ty się chowasz jak cień.

Przestań gadać głupoty Bożena upija łyk kawy, która wydaje jej się wyjątkowo gorzka. U nas normalna rodzina. Dwadzieścia osiem lat razem. To się nie liczy?

Dwadzieścia osiem lat przyzwyczajenia stwierdza twardo Irena. Wiesz, jak cię widzę? Stałaś się przezroczysta, Bożena. Dla niego jesteś jak lodówka: jest, działa, to dobrze. Powiedz kiedy ostatnio powiedział ci coś miłego? Zapytał, jak się czujesz?

Bożena chciałaby zaprzeczyć, ale słowa więzną jej w gardle. Wie, iż wieczory mijają im w ciszy. Mirek czyta coś o wędkarskich zanętach na tablecie, ona dzierga sweterki albo ogląda seriale. Czasem zapyta, co na kolację. Czasem ona przypomni, iż trzeba zapłacić rachunki. Na tym rozmowa się kończy.

Widzę, iż trafiłam w czuły punkt Irena nachyla się bliżej, w oczach błysk. Wiesz co, poznałam ostatnio świetnego faceta. Jurek, fotograf. Ma wystawę w sobotę, na Starym Mieście, w galerii przy ulicy Sienkiewicza. Pójdziesz ze mną? Rozerwiesz się trochę.

Irena, ja chyba

Nie ma wymówek! ucina Irena. Musisz się wyrwać z tego kokonu. Zobaczysz, jak miło, kiedy ktoś na ciebie patrzy, rozmawia nie o naprawach czy zupie.

Bożena wzdycha. Z Ireną nie da się dyskutować. A tak szczerze może wyjście to nie taki zły pomysł. W domu rzeczywiście jest zbyt cicho.

***

Sobotni wieczór. Bożena stoi przed lustrem i nie poznaje własnego odbicia. Irena przytargała jej bordową sukienkę nie rzucającą się w oczy, ale elegancką, z paskiem podkreślającym talię. Bożena, pierwszy raz od miesięcy, maluje się i układa włosy.

No proszę, całkiem inaczej się prezentujesz mamrocze, patrząc w lustro. Już myślałam, że

Że zrobiłaś się babcią? Irena uśmiecha się z wyższością. Jeszcze dużo ci brakuje! Po prostu o tym zapomniałaś.

Galeria okazuje się niewielką, nastrojową przestrzenią z wysokimi sufitami i bielonymi ścianami. Na nich czarno-białe fotografie: podwórka, twarze nieznanych ludzi, opuszczone dworce. Gości około trzydziestu, wszyscy z kieliszkami wina, rozmawiają półgłosem.

Irena prowadzi Bożenę do wysokiego mężczyzny w czarnej golfie.

Jurek, to moja przyjaciółka, Bożena przedstawia. Bożena, to pan autor tej wystawy.

Jurek odwraca się, patrzy jej prosto w oczy. Ma szare oczy, ciepły uśmiech, drobne zmarszczki przy powiekach. Podaje jej dłoń.

Bardzo mi miło. Mam nadzieję, iż wystawa się spodoba.

Nie znam się za bardzo na fotografii szepcze Bożena, ściskając jego dłoń. Sucha, ciepła.

To nie musi być sztuka dla sztuki Jurek uśmiecha się szerzej. Wystarczy czuć. Chodź, pokażę ci moją ulubioną pracę.

Prowadzi ją do zdjęcia w kącie. Na nim starsza kobieta przy oknie, światło pada na twarz, podkreślając każdą zmarszczkę. Oczy głębokie, smutne utkwione są gdzieś w dal.

To moja sąsiadka mówi cicho Jurek. Ma osiemdziesiąt trzy lata. Fotografowałem ją rok temu, opowiadała o wojnie, mężu, o tym, iż sama wychowała trójkę dzieci. Wiesz, co mnie uderzyło? W jej oczach nie było żalu do życia. Tylko piękny smutek i godność.

Bożena czuje ścisk w piersi.

Jest przepiękna szepcze.

Piękno ma różne oblicza przytakuje Jurek. Nie tylko młodość i idealna cera. To też ślady przeżyć, głębia. Wie pani pani też ma taki smutek w oczach. Bardzo ciekawy. Jakby pani o czymś dużo myślała, czego nikomu pani nie mówi.

Bożena robi się nieco zmieszana. Nikt jej tak nie oglądał od lat. Mirek patrzył, ale nie widział. A ten obcy człowiek jakby zaglądał w głąb.

Po prostu jestem trochę zmęczona odpowiada cicho.

A czym? Jurek pyta jak stary znajomy, bez cienia nachalności.

Bożena chciała rzucić żart, ale słowa wypływają same z siebie.

Tym, iż każdy mój dzień jest jak poprzedni. Wstaję, śniadanie, domowe obowiązki. Mirek w pracy albo na rybach. Dzieci już dorosłe, wyprowadziły się. A ja siedzę w mieszkaniu i myślę: gdzie ja jestem? Gdzie tamta dziewczyna, która marzyła o podróżach, o wielkiej przygodzie?

Milknie, przestraszona własną szczerością.

Proszę się nie przepraszać Jurek lekko dotyka jej łokcia, ciepły gest. To się nazywa uczciwość wobec siebie. Rzadkość dzisiaj. Wie pani, prowadzę mały klub fotograficzny. Spotykamy się co tydzień, rozmawiamy o sztuce, jeździmy w plener. Przyjdzie pani w środę? Spodoba się, obiecuję.

Bożena chciała odmówić. Miała wiele powodów, by nie pójść, jednak

Dobrze słyszy samą siebie. Przyjdę.

***

Mirek wraca w niedzielę, pachnie rzeką i dymem. Bożena otwiera mu drzwi.

Jak tam? Złowiłeś coś?

Kilka okoni Mirek zrzuca plecak w kuchni. Całkiem nieźle. A ty? Wszystko w porządku?

Tak. Byłam na wystawie z Ireną.

O, to dobrze. Musisz częściej wychodzić, bo za bardzo zasiedziałaś się w domu.

Mówi to od niechcenia, nie patrząc na nią, myślami będąc już gdzie indziej. Bożena nagle czuje irytację.

Mirku, może byśmy razem gdzieś wyszli? Do restauracji, teatru, kina?

Mirek patrzy, zdziwiony.

Po co? Przecież drogo i zmęczony jestem po rybach. Może innym razem.

Innym razem. Zawsze kiedyś tam. Bożena wychodzi z kuchni, bierze telefon i pisze do Ireny: Podasz mi adres tego klubu? Idę w środę.

***

Klub spotyka się w piwnicy starej kamienicy przerobionej na przytulną przestrzeń: miękkie kanapy, regały z książkami, na stolikach stare aparaty. Gości około piętnastu prawie wszyscy po czterdziestce, pięćdziesiątce. Jurek wita Bożenę u wejścia.

Cieszę się, iż pani przyszła. Siadajcie, gdzie chcecie.

Wieczór mija szybko. Rozmawiają o pewnym francuskim fotografie, czytają wiersze, po prostu dyskutują. Bożena głównie słucha i jest jej z tym dobrze. Nikt nie wypytuje o rachunki, obiady ani pranie.

Po spotkaniu Jurek odprowadza ją na przystanek.

Podobało się?

Bardzo. choćby nie wiedziałam, iż tak mi tego brakowało. Jakby to był inny świat.

W pewnym sensie jest uśmiecha się. Widzę w pani osobę, która dużo za długo żyła dla innych. Dla męża, dzieci, domu. A kiedy ostatni raz zrobiła pani coś tylko dla siebie?

Bożena milczy. Nie potrafi sobie przypomnieć.

To największa pułapka, w którą wpada się około pięćdziesiątki mówi Jurek. Oddajemy się innym, zapominając o własnych marzeniach. Ale nigdy nie jest za późno, by odnaleźć siebie.

Jego słowa przynoszą ulgę. Bożena słucha, jakby był światełkiem w ciemności.

Wie pani co Jurek nagle przestaje mówić. W sobotę wybieram się za miasto, do starego dworu. Piękne światło o tej porze roku. Pojedzie pani ze mną? Obiecuję ciekawie będzie.

Soboty i tak Mirek na rybach, Bożena sama w domu

Nie wiem szepcze.

Przecież to tylko wyjazd na łono natury! Proszę się cieplej ubrać, może być wietrznie.

Machnął na pożegnanie i odszedł. Bożena stoi na przystanku, a serce bije jej jak nastolatce.

***

Piątkowy wieczór. Mirek jak zwykle szykuje się na ryby.

Wracam w niedzielę mówi, wkładając polar do plecaka. Telefon mam przy sobie, w razie czego dzwoń.

Mirku, a może ja pojadę z tobą?

Mirek spogląda zaskoczony.

Po co? Przy ostatnim razie marudziłaś, iż zimno i komary.

Po prostu razem byśmy spędzili czas Bożena mówi cicho.

Przecież cały czas jesteśmy razem. Odpocznij w domu, obejrzyj te swoje seriale.

Całuje ją w policzek, zarzuca plecak i wychodzi. Bożena zostaje, patrząc na zamknięte drzwi.

Jesteśmy razem powtarza w myślach. Ale czy naprawdę?

Rano długo wybiera ubranie. Wkłada dżinsy, sweter, kurtkę. W lustrze widzi rumieńce i błyszczące oczy młodszą siebie.

To tylko wycieczka z nowo poznanym człowiekiem. Nic więcej.

Jurek czeka już z dwiema kawami w papierowych kubkach.

Gotowa na przygodę? pyta, przekazując jej jeden kubek.

Jadą jego wysłużonym polonezem, słuchając muzyki i rozmawiając. Jurek opowiada o podróżach, przygodach, śmiesznych historiach. Bożena śmieje się głośniej, niż pamięta od lat.

Dworek okazuje się zrujnowany, ale piękny. Stare kolumny, park, staw. Jurek robi zdjęcia, Bożena zbiera kolorowe liście.

Proszę stanąć przy tej kolumnie mówi nagle Jurek. Tak, proszę patrzeć w dal.

Robi kilka zdjęć. Potem pokazuje je na ekranie aparatu.

Jest pani bardzo fotogeniczna. I ta melancholia w oczach głębia.

Bożena patrzy na swoje zdjęcie obca kobieta z rozwianymi włosami, zamyślona. Czy to naprawdę ona?

Spędzają cały dzień na rozmowie i spacerze. Potem Jurek zabiera ją do małej kawiarni. Gorące pierogi, herbata, ciepło. Coraz bliżej i bliżej.

Jest pani mężatką od dawna? pyta Jurek.

Dwadzieścia osiem lat.

I jest pani szczęśliwa?

Bożena milczy. Co to szczęście? Przyzwyczajenie czy spełnienie?

Nie wiem przyznaje. Kiedyś tak sądziłam. Teraz czuję się jak w śnie. Wszystko jest jak trzeba, ale brakuje czegoś ważnego.

Brakuje pasji podpowiada Jurek. Tego ognia, kiedy czujesz, iż naprawdę żyjesz, a nie tylko jesteś trybem w cudzym życiu.

Kładzie rękę na jej dłoni.

Bożena, jest pani mądrą, piękną kobietą. Zasługuje pani na szczęście własne szczęście.

Bożena patrzy na rękę Jurka i czuje szalone bicie serca. Powinna zabrać rękę. Powinna wyjść. Ale nie chce.

***

Kolejne tygodnie mijają jak we śnie. Bożena widuje Jurka coraz częściej raz w klubie, raz na wystawie, raz na spacerze. On daje jej uwagę, rozmowy, komplementy.

Z Mirkiem jest bez zmian. Praca, ryby, wiadomości w TV. Bożena gotuje, sprząta, pierze. Rozmowy ograniczają się do minimum.

Kupiłaś śmietanę? pyta Mirek.

Kupiłam.

Gdzie są moje skarpetki?

W szafce, jak zawsze.

Tyle. O uczuciach nie rozmawiają.

Jurek pyta o wszystko. Dzięki niemu Bożena rozkwita.

Irena nie przegapia okazji:

Zakochałaś się, powiedz szczerze docina w tej samej kawiarni.

Przestań już Bożena się rumieni. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.

Jasne, przyjaciele Bożena, promieniejesz. Nie widziałam cię tak szczęśliwej od piętnastu lat. I wiesz co? Cieszę się. Zasłużyłaś.

Ale przecież mam męża

To co? Twój Mirek choćby nie zauważa, iż istniejesz. Dlaczego masz nie mieć kawałka szczęścia?

Bożena słucha i czuje, iż ma coraz więcej zgody na nową siebie.

Punktem zwrotnym okazuje się listopad. Jurek proponuje wyjazd do miasteczka sto kilometrów od Warszawy na festiwal fotografii ulicznej.

Zarezerwowałem dwa pokoje w hotelu. Będzie fajnie upewnia.

Dwa pokoje Bożena łapie to jak tonący brzytwę. Mirkowi mówi, iż jedzie z Ireną na zakupy do Lublina.

Tylko nie wydaj za dużo rzuca Mirek bez oderwania wzroku od ekranu.

W hotelu są dwa pokoje. Resztę dnia spędzają na festiwalu. Wieczorem w restauracji piją wino. Jurek mówi o chwilach, które trzeba chwytać, bo nie wracają.

Bożena, spotkałem w życiu wiele kobiet. Ale pani w pani jest coś czystego, prawdziwego. I smutku tyle, iż chciałbym go zabrać.

Bierze jej dłoń.

Nie będę naciskał. Ale chciałbym, by pani wiedziała, iż się dla mnie liczy.

Gdy idą do pokoi, Jurek odprowadza ją pod drzwi, całuje w policzek.

Dobranoc. jeżeli będzie pani chciała pogadać jestem obok.

Kiedy kładzie się spać, głowę szarpią myśli:

Jestem mężatką od 28 lat. Nie wolno mi.

A kiedy Mirek ostatni raz pocałował cię nie w pośpiechu?.

To zdrada.

To życie. Ostatni cień prawdziwych emocji.

O drugiej Bożena wstaje, narzuca szlafrok, idzie do Jurka i puka.

Otwiera od razu, jakby czekał.

Bożena szepcze.

Przekracza próg.

***

Rano budzi się z poczuciem kaca, choć nie piła dużo. Leży w cudzym łóżku, przy cudzym człowieku, niedowierzając w rzeczywistość.

Jurek śpi. Cicho wykrada się do swojego pokoju. Siedzi, obejmując głowę.

Co ja zrobiłam?

Ale w drodze powrotnej Jurek jest ciepły, troskliwy, czule trzyma ją za rękę. Wstyd powoli ustępuje miejsca kruchej radości.

Żyję. Po raz pierwszy od lat czuję, iż żyję.

W domu Mirek wita ją jak zawsze.

Kupiliście coś na tych wyprzedażach?

kilka nic interesującego nie było.

Co jest na obiad? pyta.

Codzienność wraca. W dzień jest żoną Mirka, gotuje, sprząta i chodzi do sklepu. Wieczorami wymyka się do Jurka. On pokazuje jej świat, cytuje wiersze, przytula długo, słucha.

Z Mirkiem nie rozmawia już prawie wcale tylko najprostsze sprawy.

Trzeba by naprawić dach na działce.

Może na wiosnę

Dobrze.

Milczenie niewygodnie się rozciąga.

Irena triumfuje.

Widzisz? Żyjesz! mówi. Nie siedzisz w tym swoim bagnie.

Bożena tłumaczy się przed samą sobą: Mirek sam mnie odepchnął. Mało mu na mnie zależy. Mam prawo do własnego szczęścia.

Ale nocami, gdy Mirek śpi obok, Bożena też nie śpi, czując, jak w środku coś się rozpada.

***

Grudzień nadchodzi ze śniegiem. Spotkania z Jurkiem są już cotygodniową rutyną. On wynajmuje niewielką pracownię do zdjęć. Bożena mówi Mirkowi, iż chodzi na kurs komputerowy.

Mirek przyjmuje to bez emocji.

Jurek jest czuły, namiętny, mówi piękne rzeczy. Ale coraz częściej te słowa brzmią znajomo jakby nie mówił ich tylko jej, ale wszystkim kobietom Bożena nie potrafi się jednak wycofać. Za daleko zabrnęła.

W połowie grudnia zdarza się to, co musiało się zdarzyć.

Bożena idzie do apteki po lekarstwa dla Mirka. Przy kasie z torebki wypada jej pudełeczko po perfumach, które podarował Jurek Księżycowa Sonata. Nie zauważa tego.

Wieczorem Mirek wraca wcześniej. Bożena gotuje w kuchni. On kładzie na stole pudełko.

Twoje? pyta cicho.

Bożena odwraca się, serce jej zamiera.

Tak Moje. Znalazłam na chodniku rzuca.

Perfumy za pięćset złotych, na chodniku?

Otwiera pudełko, wącha.

Bożena, nie jestem głupi mówi cicho. Od dłuższego czasu wszystko widzę. Stałaś się inna. Cały czas gdzieś wychodzisz. Patrzysz na mnie, jakbym był obcy.

Bożena przywiera do kuchenki.

Mirku, ja

Kto to jest? Ten facet?

Nikt po prostu znajomy.

Nie kłam. Zdradziłaś mnie?

Cisza jest ogłuszająca. Bożena widzi, jak zmienia mu się wyraz twarzy.

Tak wydusza z siebie. Przepraszam.

Nie chciałaś? uśmiecha się gorzko. Ale tak wyszło.

Odwraca się, idzie do drzwi.

Mirku, poczekaj, porozmawiajmy

O czym? Że spałaś z innym, bo nie rozmawiałem z tobą o nowym serialu? Może rzeczywiście zawaliłem. Zapomniałem, żeby pytać, jak się czujesz, zanurzyłem się w pracy, rybach Ale nigdy cię nie zdradziłem. Bo cię kochałem. A ty po prostu wszystko zniszczyłaś.

Mirku, proszę Bożena płacze. Nie odchodź. Spróbujmy to naprawić.

Nie mogę tu być mówi. Potrzebuję czasu. Pojadę do Krzyśka.

Pakuje się w piętnaście minut. Bożena stoi w drzwiach sypialni.

Mirku, nie zostawiaj mnie.

Spogląda na nią.

A ty mnie nie zostawiłaś? Idąc do niego?

Wychodzi. Cicho. I zostawia za sobą pustkę innego rodzaju.

***

Bożena biega po mieszkaniu jak niespokojny duch. Dzwoni do Mirka nie odbiera. Pisze wiadomość: Przepraszam. Wróć, proszę. Nie odpowiada.

Dzwoni do Jurka.

Jurek Mirek wszystko wie. Odszedł Nie wiem, co robić.

Bożena głos Jurka współczujący. Bardzo mi przykro. Chce się pani spotkać, pogadać?

Spotykają się w jego pracowni. Bożena opowiada, płacze. Jurek ją obejmuje.

Wszystko się ułoży mówi. Przecież tak nie mogło być wiecznie. Nie byłaś z nim szczęśliwa to był ślepy zaułek. Teraz możesz zacząć nowe życie.

Nowe życie? Bożena podnosi zaczerwienione oczy. Jakie nowe życie?

Masz wolność. Możesz robić, co chcesz. Podróżować, tworzyć.

A ty? szepcze. Będziesz ze mną?

Jurek wycofuje się lekko.

Bożeno sama wiesz, ja nie jestem stworzony do układania sobie życia z kimkolwiek. Jestem wolnym człowiekiem. Chciałem pani dać wolność. Przeżyliśmy razem piękne chwile, ale

Więc byłam rozrywką? Bożena czuje jakby lodowate szczypce ściskały jej serce.

Nie, nie byłaś dla mnie ważna. Ale ja nie potrafię być z kimś cały czas. Pomyślałem, iż tylko chcesz poczuć trochę życia.

Bożena wstaje.

Wiesz co, Jurek mówi spokojnie. Masz rację. Poczułam życie. I czuję teraz, jak roztrzaskałam je na drobne kawałki. Przez ciebie. Przez siebie.

Wychodzi, nie odwracając się. Zimne grudniowe powietrze miesza łzy ze śniegiem.

***

W domu ciemno. Bożena siada na kanapie. Dzwoni do Ireny.

Irena muszę z tobą porozmawiać.

Spotykają się w kawiarni U Małgorzaty. Irena słucha Bożeny z cappuccino w ręku.

No widzisz przeżyłaś swoje emocje. Ale nie uschłaś z nudów?

Bożena patrzy z niedowierzaniem.

Irena, naprawdę? Moje życie się posypało, a ty

A ja co? Ty sama wybrałaś, co dalej. Ja tylko zapoznałam. Jesteś dorosła.

Jednak cały czas podjudzałaś mnie przeciwko Mirkowi. Chciałaś, żebym była tak samo samotna jak ty.

Może i tak Irena wzrusza ramionami. Ale twój Mirek cię nie doceniał. Może zrozumie, co stracił.

Bożena wstaje.

Myślałam, iż jesteś przyjaciółką. Dziś widzę, iż po prostu mi zazdrościłaś. Chciałaś, żebym była równie nieszczęśliwa.

Nie przesadzaj Irena przewraca oczami.

Żegnaj, Irena.

***

Tydzień mija. Mirek nie wraca. Odpowiada krótko na kolejne esemesy: Potrzebuję czasu.

Bożena chodzi po pustym mieszkaniu, nocami przewraca w głowie wspomnienia ich wspólnych lat, prostych gestów, wszystkich codziennych rzeczy, które teraz wydają się na wagę złota.

W Sylwestra nie wytrzymuje i jedzie do Krzyśka, gdzie zatrzymał się Mirek. Prosi go o rozmowę. Mirek wychodzi. Wygląda na zmęczonego, starszego.

Bożena, nie wiem Tak bardzo bolało, iż nie mogłem oddychać. Teraz, gdy cię widzę, w głowie wciąż mam to, co zrobiłaś.

Wiem. Przepraszam. Ten człowiek był tylko chwilą. Ty jesteś rzeczywistością. Proszę daj mi szansę.

Mirek milczy.

Może kiedyś zaczyna Bożena.

Może a może nigdy. Nie wiem, czy zdołam wybaczyć.

Chwila ciszy. Stoją naprzeciw siebie jak obcy.

Muszę wracać. Przepraszam.

Zamyka drzwi. Bożena długo stoi na klatce, zanim wychodzi w śnieg.

***

Nowy Rok spędza samotnie. Włącza telewizor, nalewa sobie szampana. O północy podnosi kieliszek.

Za nowe życie szepcze gorzko.

W styczniu dzwoni Irena.

Bożena, nie chowaj się tak. Poznałam fajnego faceta nauczyciel jogi. Chodź, przedstawię ci go.

Bożena milczy w słuchawce.

Słyszysz?

Słyszę.

To spotkamy się jak zwykle w naszej kawiarni?

Bożena zamyka oczy. Widzi kawiarnię, plany Ireny, kolejnego interesującego człowieka i czuje, iż znów wpadnie w ten sam wir.

Nie mogę mówi w końcu cicho. Wybacz, Irena.

Odkłada słuchawkę.

Kilka dni później siada w tej samej kawiarni U Małgorzaty. Sama. Pije kawę, patrzy w okno na śnieg i spieszących się ludzi.

Do kawiarni wchodzi Irena, zauważa ją, siada naprzeciwko, rozplątuje szalik.

O, jesteś! Właśnie miałam dzwonić. Ten jogin jest świetny, naprawdę. Uważam, iż ci się przyda. Przedstawię was sobie. I co, idziesz?

Bożena słucha, patrzy na Irenę na jej makijaż, energię, promienność a pod tym dostrzega pustkę, którą kiedyś sama miała.

Słyszysz w ogóle? Irena macha ręką.

Słyszę.

I Bożena milczy. I w tym właśnie milczeniu jest wszystko cała strata, żal, cała groza wyboru, którego nie da się cofnąć.

No, powiedz, idziesz?

Bożena patrzy w okno. Nie odpowiada. To jest jej wybór, którego dopiero uczy się rozumieć.

Idź do oryginalnego materiału