Niewdzięczny Grzesio

polregion.pl 4 godzin temu

NIEWDZIĘCZNY GRZESIEK

Rano mąż zadzwonił do Haliny prosto do biura i z beznamiętnym tonem poinformował, iż po pracy idzie świętować Dzień Energetyka do Nowaków.
Jakbyś chciała, to możesz przyjść dorzucił z udawaną obojętnością, przekonany, iż i tak woli czytać kryminały albo zatonąć po uszy w komputerze.

No dobrze odpowiedziała równie sucho Halina, po czym w czasie przerwy obiadowej wyruszyła do Domu Towarowego po prezent dla Grześka. W dziale perfumerii kłębiły się kobiety, a Halinie od razu wpadł w oko flakon ekskluzywnej wody kolońskiej: na czarnej, błyszczącej butelce gość w lekko niedopiętym marynarce, z chytrą zmrużeniem i półironicznym uśmieszkiem. Cały jej Grzesiek.

Ekspedientka sprawnie zawijała prezenty w błyszczącą folię, naklejała kokardki. Nagle podeszła staruszka i rzuciła:
Oj, dziewczyny, wy się tak staracie, a i tak tego kolońskiego będą wąchać inne, a na krawaty to już na pewno nie wy będziecie się gapić.

Kobiety zachichotały, a Halina przemknęła myśl: całe życie wszystko dla Grześka, a on dla innych. Kiedyś, jak byli młodzi, kochała go na zabój, a on z pobłażaniem przyjmował jej uczucia. Dostawał się na studia zaoczne ona po nocach pisała za niego prace zaliczeniowe. Urodziły się dzieci całą opiekę wzięła na siebie.

Owszem, na początku czuła jego wdzięczność. A potem? Przywykł i uznał to za normę. Na zewnątrz pewnie idealna rodzina: stać ich było na wszystko, dzieci mądre i grzeczne, w domu spokój. Ale dzieci poszły w świat. Halina została z mężem i dotarło do niej, iż czegoś jej brakuje.

Mama Haliny ostrzegała ją dwadzieścia lat temu:
Przecież on jest taki ładny i wie o tym! A lubiący siebie facet to facet wspólny. Wszystkie na niego będą patrzeć, a ty będziesz miała najmniej, choć praw do niego najwięcej! cytowała mamine proroctwo Halina.
No to podsumujmy: punkt pierwszy żona niekochana; punkt drugi lat już 43; punkt trzeci komu ona teraz potrzebna

Podeszła do okna. Słońce grzało, jakby już maj. Zaraz Dzień Kobiet westchnęła i co? Znowu sama A życie prawie przeżyte Co dalej?.

Z ulicy dobiegało wesołe ćwierkanie, po chwili wyraźny stukot w szybę. Na parapecie roztańczony wróbel spoglądał na Halinę z ciekawskim oczkiem.

To chyba jakiś znak pomyślała. Gdyby dla podkreślenia tej myśli, zegar na ścianie dokładnie wtedy zabił kilka razy.

No więc czas jeszcze jest. Punkt pierwszy: skoro nikt mnie nie kocha, to sama się pokocham! Trzasnęła drzwiami, zbiegła po schodach najpierw do fryzjera, potem na zakupy

O osiemnastej trzydzieści w lustrze pojawiła się intrygująca nieznajoma: w drobnym czarnym wdzianku, z krótką, modnie przebarwioną fryzurką i oczami pełnymi tajemnic (eyeliner, cienie, szybka ręka i gotowe!), usta muśnięte błyszczykiem wydęte, lekko przewrotne.

Punkt drugi: po czterdziestce życie się dopiero zaczyna!

Weszła do kuchni, wróciła z kieliszkiem wina, stuknęła się z lustrem:
Punkt trzeci: pytanie, czy potrzebny jest mi mąż, który nie umie docenić takiej kobiety?

Nie ma co wspominać do Nowaków weszła, gibając się lekko na szpilkach. Chwila konsternacji nagle kilka rąk naraz pomaga zdjąć płaszcz, podsuwają krzesło, częstują jabłuszkiem.
Ach tak? Cóż za zaskoczenie! A mój mąż tu jest? zdziwiła się przymilnie. Jakoś nie zauważyłam

Grzesiek zbaraniał. Zatkało go kompletnie. Wszyscy patrzyli z podziwem na tajemniczą damę w czerni.

Nazajutrz próbował odzyskać grunt pod nogami. Tym samym tonem co zawsze spytał bezczelnie:
No co, śniadanie będzie?

Ale chyba jeszcze się nie dobudził, bo obok niego nie była już ta sama Halina co zwykle, taka podaj-podnieś.

Spokojnie, beztrosko pochrapywała obok zadowolona, rozpieszczona kobieta, pewna swojej wartości.

Nie odwracając głowy, z rozwichrzoną fryzurą, zamruczała kapryśnie:
A ty już zrobiłeś śniadanie, kochanie?

Przeciągnęła się i, zapadając znów w sen, pomyślała: No właśnie, skarbie. W innym razie wrócimy do punktu trzeciego.

Idź do oryginalnego materiału