Zadzwonił dzwonek. Do mieszkania, jakby z wirującej mgły, wtargnęła teściowa, nie witając się i odsunąwszy syna lekko na bok.
No, powiedz mi, kochana synowo, jakie sekrety ukrywasz przed moim synem?
Mamo? Co się dzieje, mamo?
Kiedy Wiktor wrócił do domu, panowała senna cisza. Jego żona, Dorota, ostrzegła go rano, iż wróci późno z pracy szefostwo zadecydowało o niespodziewanej kontroli.
Wiktor wszedł do kuchni, zajrzał do lodówki kolacji brak. Westchnął, włączył czajnik, zrobił sobie kilka kanapek z pasztetem i rzodkiewką, i rozsiadł się przed telewizorem.
Przez chwilę przerzucał kanały pilotem, aż wreszcie odnalazł transmisję meczu piłki nożnej. Jednak nie dane mu było spokojnie zjeść i nacieszyć się spotkaniem rzeczywistość rozmywała się i pulsowała.
Rozległ się dzwonek; na progu zjawiła się jego matka, Genowefa Królowa. Wpadła do środka, już warcząc i popędzając swój cień.
Wiktorze, słuchaj tego co ci powiem! Halina z sąsiedztwa mi doniosła.
O co chodzi, mamo? zapytał Wiktor.
A o to, iż twoja Dorota ma jeszcze jedno mieszkanie. Wynajmuje je i pieniądze skrycie wydaje na siebie!
Mamo, po co ty tej nawiedzonej Halinie słuchasz? Ona wszystko wyolbrzymia, ploty nosi po całych Katowicach, a ty siedzisz i chłoniesz jak gąbka.
Wiem, iż czasem Halina przesadza, ale tu jest pewna! Bo dwupokojowe mieszkanie twojej żony wynajmuje teraz kuzynka sąsiadki Haliny.
Dziewczyna dopiero co ślub wzięła z mężem u Doroty wynajmują, płacą miesięcznie dwa i pół tysiąca złotych i się cieszą, iż tak tanio trafili. Słyszysz? Co więcej, Dorota to mieszkanie wynajmuje od ponad dwóch lat, nie są pierwszymi najemcami jej tajemnicy.
To dopiero zwrot! zadumał się Wiktor. A czemu ona mi choćby słowa nie pisnęła?
Sama spytasz, jak wróci z pracy. Ale jasne, twoja żona knuje sobie zapasowe lotnisko. Uzbiera grosza, zostawi cię na lodzie, jeszcze obskubie cię do zera! ogłosiła Genowefa.
Dorota wróciła po półtorej godzinie. W domu czekał na nią mąż i matka męża. Genowefa nie wyszła musiała zobaczyć, jak Dorota się wywinie. Dla zabicia czasu ugotowała kolację, nakarmiła syna. Wszystko miało posmak snu, smaki wymieszane, zapach zupy marchewkowej wędrował pod sufitem.
Gdy Dorota weszła do pokoju, poczuła na sobie ciężar dwóch par oczu, ostrych jak sztylety.
Pierwsza przemówiła matka:
No, opowiadaj, synowo, co ukrywasz przed mężem?
Nic takiego, chyba odpowiedziała Dorota, rozciągając zdanie jak gumę.
Nic takiego? A mieszkanie na ulicy Słowackiego, w bloku numer trzydzieści trzy?
Mieszkanie? Sekret? Jaka znowu tajemnica? zdziwiła się Dorota.
Wynajmujesz, a kasę przed rodziną chowasz! rzuciła Genowefa, jej cień falując na ścianie.
Naprawdę, Doroto, odezwał się Wiktor, milczący dotąd, skąd to mieszkanie? Czemu nic nie mówiłaś, iż je wynajmujesz? I co się dzieje z tymi pieniędzmi?
To mieszkanie po cioci Stefanii siostry mojej mamy. Jakby taka mniejsza babcia. Łatwo się pomylić w rodzinnych gałązkach dodała sennie Dorota.
Stefania zmarła prawie trzy lata temu. Przecież ci mówiłam, Wiktorze Wtedy mówiłeś, iż przynajmniej nie będę do tej starej więcej biegać.
Poprosiłam cię wtedy o pomoc przy pogrzebie. Odpowiedziałeś, iż masz zawalenie w pracy i nie masz jak.
Czemu mieszkanie zostawiła tobie? zapytała Genowefa, jej głos stawał się coraz cieńszy.
Pewnie dlatego, iż tylko ja ją odwiedzałam. Nikt więcej nie chciał po śląskiej herbacie z nią siedzieć odpowiedziała Dorota.
Czemu nic Wiktorowi o spadku nie mówiłaś? niepopuszczała Genowefa.
A dlaczego miałby być informowany o mojej własności?
No bo przecież mąż jesteście! żachnęła się teściowa.
No i co z tego?
Ty udajesz głupszą niż jesteś? Genowefa podniosła głos. Kasa z wynajmu powinna była zasilić domowy budżet, a ty ją wydajesz na siebie!
Wydaję, bo to moja sprawa! Spadek to wyłącznie moja własność. I wszystko, co z niego mam sprzedam, wynajmę należy do mnie. Nie muszę się nikomu tłumaczyć! odpaliła Dorota.
Posłuchaj, Doroto, ja w zeszłym roku samochód naprawiałem, dwie premie oddałem. A ty miałaś kasę, a ukryłaś? Nie spodziewałem się dołączył się Wiktor.
Wiktorze, to twoje auto. Ty nim jeździsz. Jak ciebie proszę, żebyś mnie gdzieś podwiózł, wiecznie mówisz, iż ci nie po drodze albo czas nie ten, żebym sama się ogarnęła.
W tym roku raz zawiózłeś mnie na targ, drugi raz podrzuciłeś z pracy, bo klucze zapomniałeś, a trzeci raz do przychodni, bo skręciłam kostkę.
To czemu mam płacić za naprawę samochodu, którym nie jeżdżę?
Ile ty tam już uzbierałaś? zapytała Genowefa. Pewnie majątek!
Coś tam jest, ale bez przesady. Wiktorze, pamiętasz, iż masz dwie córki, które studiują? Kiedy ostatnio wysłałeś im pieniądze? zapytała Dorota.
Pracują przecież odrzekł Wiktor.
Studiują i dorabiają. Ale jak mają się same utrzymywać, to kiedy będą się uczyć?
Czemu od razu nie powiedziałaś o spadku? zapytał Wiktor.
Bo nie chciałam, żebyście mnie wtedy tak wypytywali. Poza tym miałam przed oczami przykład twojej mamy, jak załatwiła sprawę z mieszkaniem żony swojego młodszego syna.
Jak to załatwiła? oburzyła się Genowefa.
A jak to nazwać? Roczny maraton, aż Oksana ugięła się: Po co ci ta kawalerka? Sprzedamy, kupimy działkę, będziemy mieć pomidory i grillować. Sprzedaliście, działkę kupiliście na panią Genowefę zapisaliście A Oksana nie ma prawa choćby przyjechać bez pytania, nie mówiąc o przyjaciołach!
Za to mieć wolno grządki przekopywać. Dzięki, ale ja tak nie chcę.
Bezwstydna jesteś, Doroto! wrzasnęła teściowa. O sobie tylko myślisz!
Uczę się od najlepszych, pani Genowifo!
Wiktorze, ona mi pyskuje! wołała Genowefa.
Ja po prostu mówię, jak jest! Usłyszałaś o moim spadku i już przyleciałaś. Po co? zapytała Dorota.
Jak to po co? Żeby Wiktor wiedział!
No to już wie. Co dalej?
Wymagam, żeby pieniądze nie znikały, tylko szły do rodziny.
Idą do rodziny tyle, iż na te potrzeby, które JA uznaję za istotne. Nie na twoje auto, Wiktorze, ani na remont działki pani Genowefy!
Mogliśmy wspólnie zdecydować, na co wydać! próbowała Genowefa.
Uważacie, iż w wieku czterdziestu sześciu lat nie umiem sama zapanować nad swoimi pieniędzmi?
Trzeba mieć na względzie interesy wszystkich! wykrzyknęła Genowefa.
Czyje dokładnie? Wasze? Dlatego nie spieszyłam się mówić o spadku. Wydaję go na swoje dzieci i siebie!
Jasne jak słońce przez brudne okno od dziś będzie po mojemu. Najlepiej, pani Genowifo, jeżeli o moim spadku pani zapomni, jakby nigdy go nie było! powiedziała Dorota.
Sama wszystko roztrwonisz? pytała teściowa.
Sama.
Z mężem się nie podzielisz? dopytywała Genowefa.
Podzielę, jeżeli uznam za stosowne. Wszystko będzie na rodzinę moją rodzinę.
A ja nie jestem rodziną?
Pani Genowifo, moja rodzina to ja, mój mąż, nasze dzieci. Reszta to krewni! powiedziała Dorota.
Genowefa nic nie ugrała u Doroty. Ale nie poddała się i jeszcze nie raz próbowała rozpuścić swoje macki, próbując odzyskać, co jej się należy.
Na Dorocie jednak żadne sztuczki Genowefy nie robiły wrażenia. Nie taka to była synowa gdzie stanęła, tam została, jak w snach, w których nie da się zrobić kroku naprzód.








