Niesmak, który wszystko zmienia: „Nie będzie żadnego ślubu!” – krzyknęła Marzena, zszokowana fetorem…

twojacena.pl 1 dzień temu

Nieprzyjemny posmak

Koniec, nie będzie żadnego ślubu! wykrzyknęła Mariola.

Ale czemu? zdziwił się Tomek, przecież wszystko było okej!

Okej? parsknęła Mariola, no tak okej. Po prostu na kilka sekund zamilkła, w głowie aż się kotłowało, jak mu to wyłożyć W końcu palnęła prosto z mostu: twoje skarpetki śmierdzą! Ja nie chcę wąchać ich do końca życia!

Tak mu powiedziałaś? z niedowierzaniem spytała matka Marioli, kiedy córka oznajmiła, iż zamierza wycofać dokumenty ze ślubu.

No pewnie wzruszyła ramionami przyszła niedoszła panna młoda przecież to prawda, sama powiedz, czy nie zauważyłaś.

Zauważyłam, wiadomo zmieszała się mama ale to takie upokarzające. Myślałam, iż go kochasz. Chłopak jest w porządku. Skarpetki, powiedzmy szczerze, to żaden problem, da się ogarnąć.

Ale jak? Nauczę go myć nogi? Zmieniać skarpetki? Dezodorantu używać? Mamo! Słyszysz siebie? Ja chciałam wyjść za mąż, a nie adoptować dorosłego chłopca!

To po co poszłaś z nim tak daleko? Po co w ogóle składałaś dokumenty?

Bo to przez ciebie, mamo! Tomeczek fajny, taki dobry chłopak. Lubię go mówiłaś to? A te teksty: Masz już dwadzieścia siedem lat, czas na ślub, na wnuki! Czemu milczysz? Prawda?

Ale Mariolka, myślałam, iż jesteś pewna. Wydawało się, iż to już poważne odpowiedziała mama. Wiesz co, choćby dobrze, iż porządnie to przemyślałaś. Ja się cieszę, iż nie rzuciłaś się na oślep. Tylko skarpetki śmierdzą mogłaś coś łagodniej. To niepodobne do ciebie.

Właśnie tak miało być, mamo. Żeby było jasno. Po jego myśli. Bez możliwości powrotu

***

Na początku Tomek wydał się Marioli zabawny i nieco niezdarny. Chodził ciągle w tych samych dżinsach i jednej koszulce. Nie prawił nic o sztuce, ale potrafił godzinami opowiadać o starych filmach. Wtedy aż mu się oczy świeciły.

Z nim było łatwo i spokojnie.

To właśnie to poczucie spokoju przyciągnęło Mariolę, zmęczoną dramatami w związkach i wiecznym szukaniem tego jedynego.

Dwa miesiące chodzili po kinach, kawiarniach, aż w końcu Tomek nieco stremowany zaproponował:

Może wpadniesz do mnie? Zrobię ci pierogi, sam lepiłem!

Zabrzmiało to tak serdecznie, domowo, iż Marioli aż zakłuło serce. A to Sam lepiłem zwaliło ją z nóg.

No i poszła

***

Mieszkanie Tomka nie przypadło Marioli do gustu.

Brudu tam nie było, ale chaos, bezład i jakaś samotność. Szare, gołe ściany, stary, zużyty tapczan z jednym malutkim wałkiem zamiast poduszki. Na podłodze wszędzie stosy: pudełka, książki, stare gazety. Para trampek w samym środku. Do tego jeszcze ten gęsty, duszny zapach kurzu i lekkiej stęchlizny.

Pokój przypominał nie dom, a jakby przejściowe lokum, z którego się zaraz wyjeżdża tylko się jakoś nie wyjeżdża.

No i co myślisz o mojej twierdzy? Tomek rozłożył ręce, cały w szerokim uśmiechu, bez żadnego zażenowania. Dumny z siebie! Ale zupełnie nie widział wokół nic dziwnego.

Mariola zmusiła się do uśmiechu Tomek jej się podobał, nie chciała przecież się kłócić.

Przeszli do kuchni. Nie lepiej: stół pokryty warstwą kurzu, w zlewie sterta brudnych naczyń, kubki z ciemnymi śladami. Na piecu stara, mocno zużyta garnek. Wzrok Marioli powędrował na czajnik.

Ciekawe, pomyślała jakiego on jest koloru?

Humor jej się popsuł.

Słuchała Tomka jednym uchem, który z pasją coś opowiadał, próbując ją rozbawić. Ale jak przyniósł jej talerz pierogów, zdecydowanie odmówiła stwierdziła, iż jest na diecie

No bo żeby coś zjeść z tej kuchni nie było mowy.

W domu Mariola analizowała wizytę.

Na pierwszy rzut oka to wszystko, co zobaczyła u Tomka, wydawało się drobnostką. No mieszka sam, nie ogarnia do końca, przecież to nic wielkiego.

Ale ona dostrzegła tam coś więcej coś wielkiego i dziwnego: jak można tak żyć? I nie chodziło o lenistwo w sprzątaniu. Po prostu dla niego to była codzienność!

Zostawiło to w niej taki niesmak

***

Potem Tomek odwiedził Mariolę. Oficjalnie się jej oświadczył. Dał pierścionek. Złożyli dokumenty. Rodzice zaczęli szykować wesele.

Bycie narzeczoną, wiadomo, jest miłe. Ale gdy Mariola była sama, rozmyślała o Tomku, jego staraniach, o tych pierogach i opowiadanych dowcipach, przed oczami stawał jej ten nieokreślony czajnik!

I zrozumiała, iż to nie tylko czajnik. To dowód. Świadectwo podejścia Tomka do życia, do porządku, do siebie, pewnie i do niej.

Wyobraziła sobie wspólny poranek i aż ją zmroziło.

Obudzi się, pójdzie do kuchni, znajdzie niedopitą herbatę i okruchy na stole. Kiedy powie: Kochanie, posprzątaj proszę, on zareaguje zdziwieniem jak wtedy, patrząc na własne mieszkanie i kompletnie nie pojmie, o co chodzi. Nie będzie się kłócił, nie będzie się obrażał. Po prostu nie zrozumie. Codziennie trzeba będzie tłumaczyć, sprzątać, przypominać. Miłość będzie powoli umierać od tysięcy drobnych ran, których on choćby nie zauważy.

A mama szczęśliwa, bo córka wychodzi za mąż.

***

Ślub

Ta cała lekkość i ciepło, które Mariola miała przy Tomku, ulotniły się, ustępując ciężkiej, lepko niepokojącej atmosferze.

Mariolko pytał Tomek niemal codziennie, patrząc jej w oczy z niepokojem wszystko u nas dobrze? Kochamy się, prawda?

Oczywiście odpowiadała, czując, jak coś jej pęka w środku.

W końcu nie wytrzymała, porozmawiała szczerze z przyjaciółką, wyłożyła jej wszystkie swoje lęki.

I co z tego? nie zrozumiała i mocno się zdziwiła Beata. Kurz, jakiś czajnik Mój facet po sobie zostawiłby czołg na kuchni i nie zauważył. Faceci nie patrzą na takie drobiazgi!

No właśnie! Oni nie patrzą wyszeptała Mariola. A on nigdy nie zobaczy. A ja będę widziała to całe życie! I to mnie zabije. Powoli. Codziennie.

***

Nie, nie obwiniała go. Nie oszukał jej. Był szczery. Po prostu żył w innym świecie. Świecie, w którym brudny talerz w zlewie jest okej. A dla niej to sygnał zupełnego niezrozumienia i obojętności.

Zrozumiała, iż nie chodzi o czystość. Chodzi o to, iż patrzą na życie zupełnie inaczej. Ta rysa w jej głowie zamieni się z czasem w przepaść między nimi.

Lepiej skończyć to teraz, niż kiedyś obudzić się na dnie tej przepaści, gdy już będzie za późno.

Czekała na adekwatny moment

***

Mariolę i Tomka zaproszono na domówkę.

Weszli, zdjęli kurtki, buty

Przeszli do pokoju

To okropne odium podążyło za nimi.

Mariola nie od razu skojarzyła skąd ten zapach.

A gdy załapała i zobaczyła, iż inni też już wiedzą, zrobiło jej się tak wstyd, iż miała ochotę zapaść się pod ziemię. Bez słowa wybiegła do przedpokoju, gwałtownie się ubrała i wyszła.

Tomek pognał za nią. Dogonił ją. Złapał za rękę. Odwróciła się do niego, wykrzykując z niemal nienawiścią:

Koniec! Nie będzie żadnego ślubu!

***

Ślubu rzeczywiście nie było.

Mariola uważa, iż podjęła słuszną decyzję i nie żałuje.

A Tomek

Do dziś nie rozumie: adekwatnie o co chodziło? No i co, iż skarpetki śmierdzą! Mógł przecież w ogóle je zdjąćKilka tygodni później, podczas zakupów w markecie, Mariola przypadkiem zauważyła Tomka przy stoisku z warzywami. Stał z nową dziewczyną, śmiał się, trzymał ją za rękę. Wyglądali na szczęśliwych. W pewnym momencie jej wzrok padł na jego stopy miał na sobie białe, nowe skarpetki. Chyba po raz pierwszy odkąd go znała.

Uśmiechnęła się do siebie: może ktoś inny nauczy go sortować pranie albo kupować dezodorant. Albo, co bardziej prawdopodobne, uzna, iż najważniejsze to czuć się swobodnie. Każdy ma swój sposób na szczęście.

Mariola wyszła ze sklepu i złapała głęboki oddech. Pachniało świeżością, wiosną i nowym początkiem. Po raz pierwszy od dawna poczuła lekkość, a po języku nie został żaden posmak goryczy.

Może kiedyś, myśląc o Tomku, zamruga lekko ze śmiechem. Bo przecież czasem, żeby smaki w życiu naprawdę się ułożyły, trzeba coś po prostu zostawić za sobą.

Idź do oryginalnego materiału