Niemożliwe przygotować się na pustkę

polregion.pl 1 tydzień temu

Nigdy nie myślałem, iż drugie małżeństwo też się rozpadnie. Po drugim rozwodzie byłem wyczerpany nie tylko emocjonalnie, ale i fizycznie. Nie chciałem nikogo przy sobie. Odciąłem się od świata, nosiłem stare dżinsy, nie goliłem się, celowo wyglądałem niechlujnie żeby nikt nie pomyślał, iż jestem gotowy na nowe znajomości. Wydawało mi się, iż miłość to choroba, z której już się wyleczyłem.

A potem pojawiła się ona.

Poznaliśmy się przypadkiem na urodzinach wspólnego znajomego. Pamiętam, jak początkowo prawie na nią nie zwróciłem uwagi. Śmiała się z czyjegoś żartu, poprawiała kosmyk włosów i miała to spojrzenie żywe, uważne, lekko ironiczne. Gdy zaczęliśmy rozmawiać, zrozumiałem, iż przede mną nie tylko sympatyczna kobieta, ale ktoś, kto widzi głębiej. Zadawała pytania, słuchała naprawdę, nie tylko z grzeczności.

Tamtego wieczoru rozmawialiśmy prawie do rana. Po raz pierwszy od dawna śmiałem się. Naprawdę. I wtedy zrozumiałem coś we mnie pękło.

Od tamtego dnia już się nie rozstawaliśmy. Po roku wzięliśmy ślub. Siedemnaście lat każdy miał sens. Nie była tylko moją żoną była moim kompasem, najlepszą przyjaciółką, moim sumieniem. Potrafiła rozładować napięcie jednym żartem, przytulić tak, iż od razu robiło się spokojniej.

Miała na imię Kinga.

Kochała życie w najdrobniejszych detalach poranną kawę w ogrodzie, stare czarno-białe filmy, zapach świeżego ciasta, które piekła tak po prostu. Zawsze powtarzała: Szczęścia nie trzeba wymyślać trzeba je dostrzegać.

Gdy lekarze postawili diagnozę, oboje milczeliśmy. Siedziała naprzeciwko, ściskając moją dłoń, i powiedziała:
Nie płaczmy teraz, dobrze? Jeszcze zdążymy, jeżeli będzie trzeba.

Osiemnaście miesięcy walki. Chemia, szpitale, słabość, ból, ale ona się nie poddawała. choćby gdy straciła włosy, żartowała, iż teraz nie musi tracić czasu w układanie. Jej siła zadziwiała i przerażała jednocześnie, bo widziałem, jak znika, a ja nic nie mogłem zrobić.

Trzy miesiące temu odeszła.

Świat stał się cichy. Zbyt cichy. W naszym domu wszystko zostało po staremu jej kubek na stole, ulubiony koc na kanapie, książka z zakładką na środku strony. A ja pośrodku tego wszystkiego, jakby ktoś zatrzymał film.

Mnie ratuje nasz syn. Ma szesnaście lat. Jest moją podporą. Nie wyobrażam sobie, co by było bez niego. Zbliżyliśmy się bardziej niż kiedykolwiek. Mówimy o niej nie jak o kimś nieobecnym, ale jak o kimś, kto jest gdzieś obok. Mówi:
Tato, mamie podobałoby się, jak robisz makaron.
I uśmiecham się. Bo to ona nauczyła mnie gotować, mówiąc: Prawdziwy mężczyzna powinien umieć zrobić śniadanie i przytulić.

Gdy stało się jasne, iż koniec jest blisko, próbowałem się przygotować. Układałem w głowie scenariusze: jak sam pójdę do sklepu, jak sam będę świętować, jak położę się do pustego łóżka. Myślałem, iż jeżeli to sobie wyobrażę, będzie mniej boleć. Ale żadne myśli nie przygotują cię na rzeczywistość.

Bo ból nie przychodzi od wielkich strat, ale od drobiazgów.

W każdą niedzielę oglądaliśmy Antykwariat. To była nasza mała tradycja. Zgadywaliśmy ceny, sprzeczaliśmy się, śmialiśmy. Teraz przez cały czas włączam ten sam program. Siedzę na tej samej kanapie. Ale obok mnie jest tylko cisza. Gdy ktoś na ekranie wykrzykuje cenę, odruchowo odwracam głowę, żeby na nią spojrzeć. Ale jej nie ma. I wtedy ściska mnie taka pustka, iż aż chce się krzyczeć.

Próbuję trzymać się jakoś. Robię śniadanie, sprzątam, chodzę z synem do kina. choćby posadziliśmy znowu jej ulubione kwiaty w ogrodzie. Ale każdego wieczora, gdy gaszę światło, nadchodzi najgorsze. Możesz przytulać poduszkę, ile chcesz ona nie pachnie miłością.

A jednak, mimo wszystko, jestem wdzięczny. Bo miałem szczęście znać taką osobę. Mieć ją obok przez siedemnaście lat to więcej niż niektórzy mają przez całe życie. Zostawiła we mnie cząstkę siebie w słowach, w nawykach, w naszym synu.

Czasem wydaje mi się, iż wciąż tu jest. W szelestach stron, w dźwięku czajnika, w świetle, które wpada przez okno dokładnie tak, jak lubiła.

Wiem, iż kiedyś znów będę się śmiał bez goryczy. Ale teraz uczę się żyć od nowa nie bez niej, ale z nią w pamięci.

Bo miłość nie znika, choćby gdy ciało milczy. Po prostu zmienia formę i staje się cichym światłem, które prowadzi przez ciemność.

Idź do oryginalnego materiału