Niepotrzebna Potrzebna Wnuczka
Popatrz, to ona! Mówię ci, na sto procent! szepnęła elegancka kobieta do niepozornego z wyglądu mężczyzny. Poczekajmy chwilę i poobserwujmy.
Mała dziewczynka, może pięcioletnia, bawiła się spokojnie w piaskownicy na osiedlowym placu zabaw w Poznaniu, układając z piasku prawdziwy zamek dla królewny. Na razie to dzieło bardziej przypominało ogromną górę, ale Zosia z uporem odrzucała wszelką pomoc dorosłych. Da sobie radę sama! Nie może też zapomnieć o wykopaniu fosy i jamy dla smoka przecież ktoś musi pilnować królestwa!
Lato było w pełni i upał dawał się we znaki wszystkim oprócz Zosi, która skryta pod dużym parasolem nie czuła żadnego dyskomfortu. Jej rodzicom jednak doskwierało słońce. Bojąc się udaru, mama Zosi Izabela odeszła do cienia i wysłała męża po wodę oraz lody. Gdy odebrała telefon, na chwilę straciła z oczu córkę. Dla pary obserwujących to było wystarczające.
Cześć, mała bezczelnie przysiadła się do Zosi kobieta, powodując u dziewczynki wyraźny strach. Cofnęła się gwałtownie, straciła równowagę i upadła na swój zamek. W jednym momencie cała jej praca legła w gruzach, a w oczach stanęły łzy. Nie płacz, to tylko piasek. jeżeli chcesz, zbuduję ci prawdziwy zamek.
MAMO! Zosia zebrała powietrze w płuca i wrzasnęła, przypominając sobie wszystkie przestrogi z przedszkola.
Wyskoczyła z piaskownicy, cudem unikając ramion zupełnie obcego mężczyzny, próbującego ją złapać.
Izabela, usłyszawszy przeraźliwy płacz córki, rzuciła się biegiem w jej stronę, gubiąc po drodze telefon. W słuchawce przez cały czas rozlegał się zaniepokojony głos koleżanki.
Moja kochana, co się stało, Zosieńko? przytuliła mocno córkę.
Tam… tam… łkała dziewczynka, mocno trzymając się mamy za szyję. Była jakaś dziwna pani i pan! On chciał mnie złapać! Mamusiu, boję się!
W tym momencie wrócił ojciec dziewczynki, Marek. Gdy upewnił się, iż Zosia cała i zdrowa, spojrzał groźnie na dwójkę nieznajomych.
Kobieta może koło sześćdziesiątki zacisnęła usta z dezaprobatą, patrząc na tę scenę. Ta dziewczynka… Nie ma wątpliwości, jest jej wnuczką! Kolor włosów, oczu, kształt twarzy… Cała Piotrek w jej wieku! No i jeszcze ta dziewczyńska wersja…
Aleś się zapędziła zaczęła pogardliwie, patrząc na byłą synową. Jak śmiałaś wywieźć moją wnuczkę na koniec świata?
Marek, zabierz Zosię do domu, ja się tym zajmę powiedziała Izabela, przekazując mężowi córkę. I zadzwoń do taty, poproś, żeby wysłał kogoś z chłopaków.
Ej, nie ważcie się! Muszę poznać wnuczkę! oburzyła się kobieta, choć wcale nie próbowała ich zatrzymać. Postawny facet… Co niby mają mu zrobić? I czemu wcześniej nie sprawdziły, czy Izabela znowu wyszła za mąż…
Pani Danuto zwróciła się Izabela z wyraźnym niesmakiem O czym pani mówi? Jaka wnuczka? Ma pani zaniki pamięci? To przypomnę…
************
I jak tam mój wnuczek? dopytywała się niecierpliwie pani Danuta, gdy syn i synowa wrócili z USG.
Przecież mówiłam, iż to będzie dziewczynka odpowiadała Izabela z wymuszonym uśmiechem. Marzyła tylko, żeby teściowa już wróciła do siebie. Ostatnio tylko na noc wracała do domu! Trzeba było barykadować się w sypialni i udawać złe samopoczucie.
To lekarz się myli, stwierdziła stanowczo Danuta. U Szpakowskich rodzą się tylko chłopcy!
To dlatego wygnała pani starszego syna? Bo jego żona urodziła dziewczynkę? przycięła Izabela, mając dość wiecznej śpiewki.
To nie jego dziecko! fuknęła Danuta, nie lubiąc przypominać sobie tej sprawy. Ta Krysia go omamiła, a on głupi uwierzył. MNIE nie chciał słuchać! Dał sobie życie zrujnować przez jakąś… dziewuchę! ostatnie słowo niemal wypluła, powstrzymując się przed wulgaryzmem.
Krysia ma wynik testu DNA, dobrze pani o tym wie. Papier oglądała pani pięć razy. Ciągle próbowała pani przekonać syna, iż to podróbka.
Papier zawsze można podrobić! Jak śmiesz we mnie wątpić?! zasyczała Danuta, ledwo powstrzymując się przed awanturą. Jeszcze nie teraz… W stresie może się coś stać z dzieckiem, a dziedzic jest potrzebny! Koleganki już mają wnuków, a ona…
Pójdę się położyć. Kręci mi się w głowie.
Izabela zamknęła się w sypialni, coraz częściej pytając siebie, czy ślub z Piotrkiem nie był błędem. Kocham go, to oczywiste, ale z taką teściową… Mama miała rację, powtarzając, iż powinni się wyprowadzić jak najdalej od tej pokręconej kobiety.
Parę razy poruszała ten temat z Piotrkiem, ale spotykała się z ostro odmową.
Jak to? Zostawić mamę samą? A tata? Nic nie pomoże, wiecznie kanapę grzeje, gwoździa nie wbije, siatki nie wniesie. Brat? Sam wiesz, iż z mamą pokłócony. Dał się omotać. Co z tego, iż DNA? Jakby nie można było sfałszować
Wtedy Izabela poprosiła męża, żeby chociaż ograniczył wizyty matki.
Przecież mama dobrze nam życzy! zirytował się Piotrek. Pomaga, doradza, a ty jej dziękujesz takim zachowaniem! Zamiast wiecznie uciekać do sypialni…
Chowam się, bo mam jej dość! nie wytrzymała Izabela. jeżeli się nie uspokoi, nie zobaczy wnuczki! Po prostu wyjadę na drugi koniec Polski do rodziców! Mój ojciec emerytowany pułkownik, nie zapominaj. Pomoże mi!
Po tej awanturze Danuta lekko odpuściła. Nie przestała przychodzić codziennie, ale zaczęła ograniczać czas wizyt. Przestała też tak bardzo się czepiać. Izabela jednak wiedziała, iż nie na długo starczy jej cierpliwości.
Najgorsze było, iż teściowa obsesyjnie domagała się wnuka. Chce chłopca szlachta Szpakowskich nie zna dziewczynek! Starszy syn też już wyleciał z rodziny, bo urodziła mu się córka…
I sam Piotrek nie był lepszy mógł mieć tylko syna, żadnych córek! Wynik USG ledwie go interesował.
Urodzisz dziewczynę obie was wystawię za drzwi rzucił Izabeli, pijany po gościnie. Tak będzie, bo to nie może być moje dziecko. Nie dam się zrobić w konia jak brat!
Po tych słowach Izabela poczuła się tylko bardziej rozbita. Zrozumiała, iż czas kończyć to małżeństwo. Ojciec załatwi wszystko szybko…
Oczywiście urodziła się dziewczynka. Piotrek zrobił publiczną awanturę w szpitalu, nie przejmując się choćby nikim wokół. gwałtownie się nim zajęli ochroniarze wyprowadzili rozwrzeszczanego ojca.
Następnego dnia teściowa zjawiła się z wizytą, ale zamiast krzyku, gromadziła w sobie gorycz, prezentując cały repertuar pretensji. Gdy zaczęła się powtarzać, przyszedł wysoki mężczyzna w mundurze ojciec Izabeli i jednym spojrzeniem wyprosił gościa.
Piotrek nie zwlekał i poleciał do sądu złożyć pozew rozwodowy. Kiedy usłyszał, iż nie da się rozwieść przez rok od urodzenia dziecka wbrew żonie, natychmiast złożył pozew o zaprzeczenie ojcostwa.
Prawnik o mało co nie popukał się w głowę. W tej rodzinie nie rodzą się dziewczynki? To jakiś absurd!
Raczej nie wygra pan tej sprawy przyznał otwarcie. Szczególnie, iż u pana brata też urodziła się córka.
To nie jego dziecko! Piotrek uparcie swoje.
Testy jednak to potwierdzają…
Sfałszowane! Piotrek, napuszczony przez matkę, nie zamierzał odpuszczać.
Sąd uzna wynik testu, jeżeli zleci je sam.
To i tak nie moja córka!
Ostatecznie nie doszło do testów. Izabela postanowiła zerwać wszelkie kontakty z tą rodziną i zgodziła się na rozwód. Nie chciała, żeby po latach Piotrek mógł próbować odebrać jej córkę. Niech już lepiej w papierach ma tylko mamę
**************
No i co, pani sobie przypomniała? Czemu nie wzięła pani Piotrka ze sobą?
Piotrek… Piotrek zmarł powiedziała Danuta na pozór żałobnym głosem. Twoja córka to wszystko, co po nim zostało. Wychowamy ją dobrze, zrobimy z niej porządnego człowieka…
Wy? Wychowacie? Z jakiej racji? syknęła Izabela. Dla mojej córki jesteście nikim. Tak samo twój syn. I to ustalił sąd! Jeszcze raz zobaczę was w pobliżu Zosi, piszę donos na policję. Rada, żebyście się nie szwendali po Poznaniu, bo mój ojciec przez cały czas ma tu sporo znajomości!
Nic nie rozumiesz, nie mamy już nikogo…
Macie starszego syna. U Krzyśka też córka, to się nią zajmijcie.
On nie chce nas widzieć bąknęła Danuta, spuszczając wzrok. Dopiero teraz dotarło do niej, jak głupio postąpiła.
Mądry facet pokiwała głową Izabela. Tyle nerwów nam napsuliście, jeszcze czegoś chcieć? Przypomnieć, jak pani nazywała Zosię?
Pani Izabelo, kłopoty? podeszło do niej dwóch silnych mężczyzn w granatowych mundurach, synów jej ojca z jednostki wojskowej.
Małe nieporozumienie. Dopilnujcie, żeby ci państwo opuścili Poznań.
Ale…
Bez ale. Jeden z mężczyzn zrobił krok w przód. Szpakowscy cofnęli się bez słowa, a na twarzy Izabeli pojawił się cień satysfakcji. Proszę się przejść.
Izabela skierowała się do domu. Miała znakomity humor! Choć przez chwilę zaniepokoiła ją jedna myśl.
Muszę przypilnować tych… Szpakowskich. Polecę ojcu, niech postawi sprawę jasno niech lepiej nie próbują więcej się pojawiać.
Tego dnia zrozumiałem jedno rodzina to nie zawsze więzy krwi. Czasem lepiej być samemu niż wśród tych, którzy nie potrafią zaakceptować czyjegoś szczęścia tylko dlatego, iż jest dziewczynką, a nie dziedzicem rodu. Córka jest memu sercu najbliższa, niezależnie od oczekiwań innych.








