Nie zdołałam pokochać – List od Wolka, przypadkowe spotkanie na terenie internatu, letnia przyjaźń, …

polregion.pl 7 godzin temu

NIE ZDOŁAŁAM SIĘ ZAKOCHAĆ

Dziewczyny, przyznajcie się, która z was to Krysia? młoda kobieta patrzy na nas badawczo i z figlarnym uśmiechem.

Ja jestem Krysia. Co się stało? odpowiadam, nie kryjąc zdziwienia.

Oto list dla ciebie, od Waldka nieznajoma wyciąga z kieszeni roboczego fartucha zmięty kopertę i podaje mi ją do ręki.

Od Waldka? A gdzie on teraz jest? pytam zaskoczona.

Przenieśli go do domu opieki dla dorosłych. Czekał na ciebie, Krysiu, wypatrywał cię każdego dnia. Ten list dał mi do przeczytania, żebym sprawdziła błędy. Waldek bardzo się starał, by cię nie zawieść. Ale już muszę iść za chwilę obiad, pracuję tutaj jako wychowawczyni wzdycha, patrzy na mnie z lekkim wyrzutem i pospiesznie znika.

…Pewnego dnia, spacerując z moją przyjaciółką Zosią, zabłądziłyśmy na teren nieznanego ośrodka. Miałyśmy szesnaście lat, wakacje dopiero się zaczęły, w głowie tylko przygody.

Usiadłyśmy z Zosią na wygodnej ławce. Rozmawiałyśmy, śmiałyśmy się, nie zwracając uwagi na otoczenie. Nagle podeszło do nas dwóch chłopaków.

Cześć dziewczyny! Nudzicie się? Może się poznamy? jeden podał mi rękę Waldek.

Odpowiedziałam z uśmiechem:

Krysia. A to moja koleżanka Zosia. Jak na imię ma twój cichy przyjaciel?

Leszek mruknął drugi chłopak, nieśmiało.

Wydali nam się trochę staromodni, tacy grzeczni, iż aż zabawni. Waldek spojrzał na nas poważnie:

Dziewczyny, po co nosicie takie krótkie spódnice? A u Zosi wycięcie przy dekolcie jest bardzo odważne.

Oj chłopcy, patrzcie tam, gdzie wypada, bo wam się oczy rozbiegną zażartowałyśmy z Zosią, śmiejąc się pod nosem.

Ciężko nie patrzeć. Jesteśmy facetami. Palicie papierosy? drążył nieustępliwy Waldek.

Pewnie, iż palimy. Ale tylko z umiarem odpowiedziałyśmy żartobliwie.

W tym momencie zorientowałyśmy się, iż chłopacy mają kłopoty z chodzeniem. Waldek poruszał się z trudem, Leszek mocno utykał na jedną nogę.

Leczycie się tutaj? spytałam z troską.

Tak. Byłem w wypadku na motorze, a Leszek źle wskoczył do wody odpowiedział Waldek wyuczonym głosem. Niedługo wracamy do domu.

Zosia i ja uwierzyłyśmy w ich historie. Nie wiedziałyśmy wtedy, iż Waldek i Leszek są niepełnosprawni od dzieciństwa i spędzą w internacie wiele lat. My byłyśmy dla nich oddechem wolności.

Internat był światem zamkniętym, pilnie strzeżonym przed ciekawskimi. Każdy z mieszkańców miał swoją wymyśloną opowieść rzekomy wypadek, nieudana bójka, skok do wody… Ale Waldek i Leszek okazali się bystrzy, oczytani i niezwykle mądrzy jak na swój wiek.

Zaczęłyśmy odwiedzać ich co tydzień. Z jednej strony robiło nam się ich żal, chciałyśmy ich rozweselić; z drugiej dużo się od nich uczyłyśmy.

Spotkania stały się naszą rutyną. Waldek wręczał mi kwiatki z pobliskiej rabatki, Leszek zaś każdorazowo przynosił Zosi papierowego ptaszka własnoręcznie zrobione origami, zawsze trochę zawstydzony.

Potem siadaliśmy we czwórkę na jednej ławce: Waldek blisko mnie, Leszek odwracał się w stronę Zosi, całą uwagę skupiając właśnie na niej. Zosi się to podobało, choć się rumieniła z zawstydzenia. Rozmawialiśmy na każdy temat, żartowaliśmy bez końca.

Minęło słoneczne, pełne euforii lato.

Przyszła deszczowa jesień, skończyły się wakacje. Przed nami ostatni rok szkoły. Zapomniałyśmy z Zosią o Waldku i Leszku.

…Matury, ostatni dzwonek, bal maturalny. Przed nami długo wyczekiwane lato, czas nowych nadziei.

Zosi znów wpadło do głowy, by odwiedzić dawnych znajomych z internatu. Usiadłyśmy na znanej ławce, czekając, aż Waldek przyniesie świeże kwiaty, a Leszek kolejne origami dla Zosi. Niestety, dwie godziny minęły na próżno.

Nagle zza drzwi internatu wyszła młoda kobieta i podeszła prosto do nas. Wręczyła mi list od Waldka. Od razu go otworzyłam.

Najdroższa Krysiu! Jesteś moim pachnącym kwiatem. Gwiazdą nieosiągalną! Chyba nie zrozumiałaś, iż zakochałem się w tobie od pierwszego spotkania. Nasze rozmowy były dla mnie jak powietrze jedyne, które mnie trzymało przy życiu. Od pół roku bezskutecznie patrzę w okno, czekając na ciebie. Zapomniałaś o mnie. Jak żałuję! Nasze ścieżki się różnią, ale dziękuję ci za to, iż odkryłem prawdziwą miłość. Wciąż słyszę twój aksamitny głos, pamiętam uwodzicielską uśmiech, twoje delikatne dłonie. Bez ciebie jest mi bardzo źle, Krysiu! Choć raz chciałbym cię jeszcze zobaczyć aby znowu móc oddychać…

Leszkowi i mnie stuknęło osiemnaście lat. Na wiosnę przenoszą nas do innego ośrodka. Chyba się już więcej nie zobaczymy. Serce mi się rozpada! Mam nadzieję, iż z czasem zapomnę i wrócę do siebie.

Żegnaj, moja najukochańsza!

Podpis: Na zawsze twój Waldek.

W kopercie był zasuszony kwiatek.

Ogarnęło mnie ogromne poczucie winy. Serce ścisnęło się, bo wiedziałam, iż nic już nie mogę zmienić. W głowie brzmiało mi: Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy.

Nie podejrzewałam, jak wielką burzę emocji wzbudziłam w Waldku. Ale nie potrafiłabym odwzajemnić jego uczuć. Nie poczułam żadnej miłości. Tylko sympatia, zainteresowanie rozmową ze zdolnym i inteligentnym chłopakiem. Przyznaję, trochę z nim flirtowałam, droczyłam się. Może właśnie przez moje zachowanie rozpaliłam w nim prawdziwy ogień zakochania. Nie byłam tego świadoma.

…Od tamtego czasu minęło wiele lat. List od Waldka pożółkł, kwiatek się rozkruszył. Ale często wracam myślami do tamtych niewinnych spotkań. Pamiętam beztroski śmiech, żarty Waldka, rozmowy bez żadnych granic.

…Historia ma ciąg dalszy. Zosia przejęła się losem Leszka, porzuconego przez rodzinę z powodu jego inności. Leszek od urodzenia miał jedną nogę dużo krótszą od drugiej. Zosia skończyła pedagogikę, pracuje teraz w domu opieki dla niepełnosprawnych dzieci. Leszek został jej mężem. Mają dwóch dorosłych synów.

Waldek, jak opowiadał Leszek, żył w samotności. Gdy Waldek skończył około czterdziestu lat, jego matka odwiedziła go w ośrodku, rozczuliła się widząc pokrzywdzonego syna i przypomniała sobie dawne uczucia, zabrała go ze sobą do rodzinnej wsi. Co dalej się z nim stało nikt nie wie…

Idź do oryginalnego materiału