Nie mam zamiaru wegetować z jakąś starą ruderą warknął mąż.
Dość! Mam tego po dziurki w nosie! Andrzej zatrzasnął szafkę z takim hukiem, iż aż wszystko na niej zadrżało. Mam dosyć gadania o bolących stawach i lekach! Chcę żyć, a nie umierać w tym szpitalu!
Stojąc w drzwiach sypialni, patrzyłam, jak Andrzej pakuje swoje skromne rzeczy. Trzydzieści dwa lata razem zmieściły się w plecaku i reklamówce z adidasami. Ta myśl zabolała mnie bardziej niż wszystkie poprzednie kłótnie.
Andrzej… zaczęłam cicho mama po wylewie nie może zostać sama, rozumiesz?
Twoja matka, twój problem! Ja nie będę wegetować z jakąś starą ruderą warknął, nie patrząc w moją stronę. Mam pięćdziesiąt osiem lat, nie osiemdziesiąt! Nie chcę zamieniać domu w oddział intensywnej terapii!
Zadrżałam. Od pół roku młodość i starość stały się u nas kamieniem niezgody. Andrzej nagle zaczął farbować siwe włosy, kupił rower i skórzaną kurtkę. Krótko po tym pojawiła się Basia rozwiedziona trzydziestopięcioletnia sąsiadka z piątego piętra.
Przeprowadzasz się do niej? pytałam, choć znałam odpowiedź.
Andrzej odwrócił się gwałtownie. Przez chwilę w jego oczach zobaczyłam wstyd, ale zaraz przykrył go upór:
Tak, do niej. Wiesz dlaczego? Bo przy niej nie myślę o wieku. Nie wypomina mi siwych włosów i problemów z sercem. Jest po prostu wolna. Rozumiesz?
Wolna. To słowo zabolało najmocniej. Spojrzałam w lustro na zmęczoną twarz, na nowe zmarszczki przy ustach. Kiedyś Andrzej mówił do mnie moja piękna. A teraz
Niedługo skończysz sześćdziesiąt, Andrzej powiedziałam szeptem. Naprawdę wierzysz
W co? podniósł głos. Że nie zasługuję na szczęście? Na nowe życie? Wiele osób w moim wieku
…ucieka do młodszych kochanek? rzuciłam gorzko. Smutna statystyka.
Andrzej machnął ręką w złości:
Znowu wszystko psujesz! A ja chcę po prostu oddychać pełną piersią, rozumiesz?
Zaszył plecak. Dźwięk zamka był jak wyrok.
Przekaż swojej matce, iż życzę zdrowia mruknął, idąc do drzwi. Mam nadzieję, iż będzie wam dobrze. Dwóm zawahał się, ale dokończył: Dwóm starym kumoszkom.
Drzwi trzasnęły. Długo siedziałam na łóżku, patrząc w jeden punkt. W głowie echo: dwóm starym kumoszkom. Przecież mam dopiero pięćdziesiąt trzy. To już starość?
Z pokoju mamy doszedł słaby głos:
Walusiu? Coś się stało?
Nic, mamusiu z trudem się podniosłam. Andrzej wyszedł. Ma coś do załatwienia.
Kłamać było mi wstrętne, ale nie potrafiłam powiedzieć prawdy. Jeszcze brakowało, żeby osiemdziesięcioletnia matka zaczęła obwiniać się za rozpad mojego małżeństwa.
Kolejne dni płynęły jak szara rzeka. Gotowałam, sprzątałam, opiekowałam się mamą. Cały czas myśli wracały: kiedy się pogubiliśmy? Kiedy między nami wyrosła ściana?
Przypominałam sobie Basię. Niedawno się rozwiodła. Spotykałyśmy się przy skrzynkach pocztowych. Pełna energii, pewna siebie, w kwiecistych sukienkach, z głośnym śmiechem. choćby jej współczułam trudno być samotną matką.
Potem dostrzegłam spojrzenia Andrzeja. Zatrzymywał się w oknie, gdy Basia wyprowadzała psa. Przypadkiem kręcił się przy wejściu, gdy wracała z pracy. Coraz częściej przesiadywał długo w garażu.
Córeczko głos mamy wyrwał mnie z zamyślenia zmywasz jedną filiżankę już pół godziny. Usiądź ze mną.
Ocknęłam się. Rzeczywiście, stałam przy zlewie, wpatrzona w okno, z filiżanką w rękach.
Już, mamo, zaraz kończę.
Waluś mama wsparła się na krześle wszystko rozumiem. Nie musisz mnie oszukiwać.
Mamo
Zostawił cię, prawda? Poszedł do tej z piątego?
Skinęłam głową; łzy stanęły mi w oczach.
Głupi westchnęła filozoficznie mama. Wiesz, co się dzieje z mężczyznami przed sześćdziesiątką? Jakby diabeł ich dopadł, szukają młodości tam, gdzie jej nigdy nie mieli.
Mamo, proszę.
A czemu nie mówić? mama zaśmiała się zaskakująco dźwięcznie. Twój ojciec też oszalał w wieku pięćdziesięciu dwóch lat. Myślał, iż życie mu ucieka.
Spojrzałam na mamę z niedowierzaniem:
Tata? Nigdy mi nie mówiłaś…
Po co? wzruszyła ramionami. Po dwóch miesiącach wrócił. Skruszony. Ale ja już na niego nie czekałam.
Naprawdę?
Tak mrugnęła figlarnie. Przez te dwa miesiące odkryłam, iż moje życie się nie skończyło. Poszłam na kurs haftowania. Bez niego było choćby łatwiej. Więcej powietrza.
Patrzyła na swoje stare dłonie pełne plam, z cienką skórą, ale przez cały czas sprawne.
Widzisz, Waluś, lata nie są najważniejsze. Ważne, co dzieje się w sercu. Ja mam osiemdziesiąt pięć, a w duszy ciągle siedzi ta młoda dziewczyna.
Nie mogłam się nie uśmiechnąć. To prawda moja mama mimo chorób zawsze emanowała szczególną życiową energią. Może dlatego ludzie ją lubili?
Twój Andrzej mówiła mama dalej nie uciekł od ciebie. Ucieka przed samym sobą. Boi się starości. Myśli, iż z młodą kobietą i sam będzie młodszy.
Broni go mama? poczułam, jak oburzenie rośnie we mnie.
Gdzie tam pokręciła głową. Szkoda mi go. On tam nie znajdzie tego, czego szuka. Czasu nie oszuka, córeczko. I tak go dogoni.
Za oknem rozległ się śmiech. Spojrzałam instynktownie Andrzej z Basią spacerowali po podwórzu, Andrzej niósł jej torby. Coś zabawnego opowiadała; patrzył na nią z zachwytem, aż zabolało mnie serce.
Nie dręcz się mama delikatnie odsunęła mnie od okna. Chodź na herbatę. Upiekłam świeże pierniki.
Pierniki, mama? głos mi się załamał.
Głupi z niego powtórzyła cierpliwie. Ale to jego droga. Ty znajdź swoją. A wiesz co? Jutro pójdziemy do parku. Po remoncie jest tam tak pięknie.
Chciałam zaprotestować, iż nie mam siły na spacer, ale w głosie mamy było coś, co kazało mi zamilknąć. Może faktycznie czas zacząć żyć?
Park zaskoczył. Po remoncie miał nowe alejki, fontanny, wygodne ławki. W centrum otwarto dom kultury, z którego płynęła muzyka.
Patrz, Waluś zatrzymała się mama przy tablicy z ogłoszeniami nabór do klubu literackiego. Studio tańca. A tu yoga dla seniorów!
Mama skrzywiłam się lekko tylko nie powiedz
A co? poruszyła brwi. Ja w swoim wieku jeszcze potrafię niejedno!
Na dowód machnęła ręką, aż jej laska z hukiem upadła.
Oj zarumieniła się mama.
Pozwoli pani pomóc? rozległ się ciepły, męski głos.
Elegancki mężczyzna w średnim wieku podniósł laskę i z ukłonem podał ją mamie:
Proszę bardzo.
Dziękuję mama niespodziewanie się zaróżowiła. To bardzo uprzejmie.
Michał Szymanowski przedstawił się. Prowadzę tu spotkania literackie. Interesują się pani wydarzeniami w naszym centrum?
Oczywiście! przerwała mi mama, zanim zdążyłam zaprotestować. Moja córka cudownie pisze wiersze. Publikowali ją w gazetce na uczelni!
Mamo! rumieniłam się. To było dawno.
Poezja nie zna wieku łagodnie uśmiechnął się Michał. Może zechciałyby panie dziś wstąpić na spotkanie? Dyskutujemy teraz nad świeżymi utworami.
Tak właśnie trafiłam do klubu literackiego. Chciałam tylko wesprzeć mamę, a zostałam na dłużej. Zapach książek, ciche rozmowy, skupione twarze tam nikt nie oceniał wyglądu, nikt nie wspominał o wieku. Liczyły się myśli i uczucia.
Potem był wieczór poezji. Kameralny, dla swoich. Mimo tego tremowałam jak przed maturą.
Czytałam swoje wiersze o miłości, o stracie, o tym, iż życie nie kończy się wraz z bólem. Każdy wers uwalniał coś we mnie; czułam, jak zrzucam ciężar, odzyskuję siebie.
Wracając, natknęłam się na Andrzeja. Wracał od Basi. Stanął niepewnie, jak dzieciak po karze.
Waluś, wyglądasz świetnie.
Patrzyłam na niego w milczeniu. Co dziwne nie czułam już bólu. Tylko spokój.
Dziękuję odparłam spokojnie. I to wszystko?
Nie, posłuchaj podszedł bliżej. Chciałem powiedzieć Zrozumiałem
Że się rozczarowałeś? uniosłam brwi. Basia nie była idealna?
Skrzywił się:
Nie o to chodzi. Jest młoda, ładna, to fakt, ale zawahał się nie mamy o czym rozmawiać.
A myślałeś, iż trzydziestopięciolatka interesuje się polską literaturą? nieoczekiwanie się roześmiałam. Andrzej, naiwny jesteś.
Powiedzmy, iż trochę głupot narobiłem Może jednak
Nie, Andrzej zdecydowanie pokręciłam głową. Nic się nie może. Wiesz co? choćby jestem ci wdzięczna.
Za co? zdziwił się.
Że odszedłeś. Dzięki temu zrozumiałam, iż życie nie kończy się na gotowaniu i sprzątaniu.
Waluś, zrozumiałem. Chcę wrócić. Naprawimy to.
Odsunęłam jego rękę delikatnie, ale stanowczo:
Nie, Andrzej. Nie chcesz wrócić. Bo tu już nie ma domu. Tamtej Wali, co prała ci skarpetki i milczała przy kolacji, już nie ma. A nową Walę znasz za słabo. I pewnie by cię przestraszyła.
Dlaczego?
Bo ona żyje przede wszystkim dla siebie.
W tym momencie podeszła mama bez laski, pod rękę z Michałem Szymanowskim.
O, Andrzej spojrzała chłodno. Jeszcze tutaj?
Dzień dobry, pani Heleno wydusił. Już wychodzę.
I dobrze pokiwała głową. Tylko pomyśl, gdy znów zechcesz uciekać przed starością Może problem jest w tobie, nie w innych?
Andrzej zadrżał, jakby go dotknęła. gwałtownie odszedł.
Mamo! pogroziłam. Nie powinnaś
A czemu nie mówić prawdy? wzruszyła ramionami. A Michał zaproponował mi prowadzenie kółka Bajki naszego dzieciństwa dla seniorów i wnuków. Urocze!
Pani Helena ma dar opowiadacza uśmiechnął się Michał. Dzieci będą zachwycone.
Patrzyłam na mamę wyraźnie odmłodniałą, z błyszczącymi oczami i myślałam: może właśnie w tym tkwi mądrość? Nie walczyć z czasem, ale traktować go jak dar. Szansę, by odkryć w sobie coś nowego.
Po dwóch miesiącach Andrzej rozstał się z Basią. Usłyszałam, iż ona znalazła kogoś młodszego. Po kolejnym miesiącu dostałam od niego wiadomość krótką, chaotyczną, pełną żalu i próśb o przebaczenie. Nie odpisałam.
Po co? Teraz mam własne życie. Dwa razy w tygodniu chodzę na spotkania literackie. Wiecie co? Mając pięćdziesiąt trzy lata, po raz pierwszy od dawna czuję się naprawdę młoda. Bo młodość nie jest w gładkiej skórze. To odwaga, by być sobą. W każdym wieku.







