Nie udało wam się dobrze wychować dzieci. O, patrzcie na Krzyśka
Basia na początku zupełnie nie rozumiała, dlaczego mama zaczęła się do niej przyczepiać. Przecież jeszcze niedawno wszystko było w porządku, zwłaszcza gdy była dzieckiem. Mama stawiała ją za wzór starszemu bratu, ciągle ją chwaliła.
Żyli raczej przeciętnie, nie bogato, ale i nie biednie. Wszystko, co potrzebne, było w domu, a na większe zakupy rodzina zbierała przez dłuższy czas. Samochód mieli stary, ale jeździł. Jak coś się zepsuło, tata zawsze naprawił.
Po liceum brat Krzysiek dostał się na Politechnikę w Warszawie. Sporo pieniędzy na niego szło czesne, wynajem mieszkania, jedzenie…
Basia widziała, iż rodzicom coraz trudniej ogarnąć wszystkie wydatki, na wszystkim zaczęli oszczędzać. A przecież ona też za dwa lata miała iść na studia.
Drugiej warszawianki nie utrzymamy, przecież u nas też jest uczelnia, złóż papiery tutaj.
No to Basia została w rodzinnym mieście (Piotrków Trybunalski), zaczęła studia na miejscu. Od razu znalazła sobie pracę. Najpierw jako kurierka w weekendy, potem kelnerowała w pobliskiej kawiarni. Studiowała dziennie, ale na budżecie, na ciuchy zarabiała sama, choćby jedzenie czasem w domu kupowała za swoje.
Dobra robota, Basieńko, przydasz się w domu. Studiujesz, pracujesz. A Krzysiek to nie daje rady, wiele nauki w Warszawie, ciężko tam. Ledwo zipie.
Ja też jestem zmęczona, czasem prace piszę po nocach.
E tam, co tam zmęczona, w domu to nie to samo.
W końcu brat skończył studia, zaczął szukać pracy. Po co wracać do swojego miasta, skoro w stolicy są lepsze perspektywy? Pracy szukał długo, bo oczekiwania miał wysokie. Rodzice znów mu pomagali.
Trzeba mu pomóc, jak już się złapie, to potem się wszystko ułoży.
I złapał… Krzysiek znalazł pracę, a wręcz ekspresowo się ożenił z córką swojego szefa, bo dziewczyna zaszła w ciążę.
Pojawił się syn, więc zakotwiczył się na dobre. Rodzice synowej kupili młodym mieszkanie, teść Krzyśka załatwił mu awans i lepszą pensję. Szczęście jak z obrazka. Rodzice odetchnęli z ulgą.
Basia wyszła za mąż mniej spektakularnie nie za syna dyrektora, tylko za zwyczajnego chłopaka. Mieszkanie kupowali długo, daleko im było do Warszawy.
Urodziła córkę, potem przyszli na świat bliźniacy. Czekali na drugie dziecko, a tu wyskoczyły od razu dwa! Ciężko było, ale nie narzekali. Dzieci rosły, do szkoły chodziły.
Po trzydziestu pięciu latach małżeństwa rodzice postanowili wreszcie zorganizować jubileusz. Dwudziestopięcio- ani trzydziestolecia nie świętowali zawsze brakowało pieniędzy, a teraz się odważyli.
Krzysiek przyjechał z synem, żona zajęta ale wysłała prezent: bon do sklepu AGD, podpowiadając, żeby kupili sobie zmywarkę do naczyń.
Krzysiek wręczył prezent zawczasu, razem wybrali sprzęt i zamontowali. Mamusia przez cały wieczór chodziła dumna, każdemu pokazywała tę zmywarkę. Po imprezie naczyń nie musicie zbierać, maszyna zrobi wszystko!.
Prezent od rodziny Basi, przy całym tym zachwycie nad zmywarką, jakoś zginął w tłumie. Voucher na weekendowy pobyt dla dwojga był dużo droższy, ale w cieniu zmywarki przygasł.
Rodzice pojechali na wycieczkę i choćby podziękowali córce, ale skomentowali, iż pieniądze wydała bez sensu wyjazd się skończył, a zmywarka została i służy.
Potem się zaczęło. Przy każdej okazji mama wbijała szpileczki o sukcesie syna. Syn mieszka w Warszawie, to znaczy Człowiek! Zrobił karierę, ma mieszkanie, żonę, dziecko i to jedno!
Jedno dziecko… A ty po co rodziłaś trójkę? To nie dzieci w ławkach jak w szkole, trzeba ich wykształcić! Teraz niby łatwo, ale zobaczysz, co potem O, u Krzyśka…
A Krzysiek ma mieszkanie jak z katalogu, odkurzacz sam czyści, światło samo się włącza i wyłącza, zmywa się bez dotykania ręki, jedzenie dowożą, a i pomoc domową mają…
Mamo, ja wszystko sama ogarniam, dzieci i mąż mi pomagają.
Ale u Krzyśka…
A twój brat…
Czas leciał, dzieci Basi dorosły. Może nie studiowały w Warszawie, ale wszystkie zdały na studia w Piotrkowie, mają wykształcenie wyższe. Mama musiała skomentować.
Nie udało wam się dobrze wychować dzieci. O u Krzyśka, Maciuś…
Mamo, mamy dobre dzieci, a o Maćku nie wszystko wiesz! Byliśmy u nich z wizytą i widziałam, iż nie jest tam tak kolorowo.
Nie wymyślaj, skoro tobie nie wyszło, to dzieciom też nie wyjdzie. Biedę rozsiewacie!
Tak, jasne. Nic mi nie wyszło dobra praca, ale nie w Warszawie! Mąż zaradny, ale nie taki! Dzieci z czerwonymi paskami, ale na lokalnym poziomie!
Mieszkanie po kapitalnym remoncie, tylko pomocy domowej brak. Odkurzacz zwykły, zmywarka swoją ręką włączana, światło też.
Pomagamy wam, ale nie jak Krzysiek! Twój syn choćby na leki pieniędzy wam nie wyśle, duże ma przecież wydatki na siebie.
On Człowiek, a ty nikt!
Krzyśka któregoś dnia przywiało z powrotem do rodziców. Mama myślała, iż wpadł w odwiedziny, a okazało się, iż na stałe. Żona złożyła pozew o rozwód, teść wyrzucił go z firmy, a z synem są duże problemy.
Znów szukał roboty, ale w Piotrkowie nie znalazł pensja tu nie taka, jak w Warszawie.
Basia, pomyśleliśmy z ojcem, iż otworzymy synowi biznes. On jest gotowy, nie może przecież zostać zwyczajnym inżynierem po warszawskich standardach, powiedziała mama.
jeżeli podjęliście decyzję, to działajcie.
Potrzebujemy twojej pomocy. Trzeba kredyt, pieniądze. Przecież wy i tak nic nie potrzebujecie, nie żyjecie w Warszawie.
Ale Krzysiek też nie jest już w Warszawie! Czas zejść na ziemię.
Tobie nic nie trzeba, jemu trzeba, bo on…
Mamo, my pomagamy dzieciom, pomagamy wam nie dużo, ale każdemu po trochu. Sami musimy wymienić auto, a i inne wydatki są.
Samochód poczeka. Pieniądze dla Krzyśka są ważniejsze.
Wiem, mamo. Krzyś zawsze był najważniejszy. Odkąd wyjechał do stolicy, to się zaczęło. Nie chciałam do Warszawy, ale choćby tu mi nie pomogliście.
Cały dom rodziców poszedł na studia i życie Krzyśka, tylko dlatego, iż miał zostać kimś. Dom dziadków jeździł do Warszawy, bo Krzyś, wielka szycha przecież, auta potrzebował.
Ja kiedyś prosiłam was o pożyczkę na wózek dla bliźniaków. choćby na kredyt nie daliście! Myślisz, iż jeździliśmy po brata? U niego byliśmy? Nie! Tylko paczki z waszymi darami przez nas wysyłaliście. Nocowaliśmy w hotelu. Jego żona nas nie lubiła, bo przecież byliśmy z prowincji.
Już żona była, a teraz potrzebuje pomocy. On choćby mieszkania nie ma.
choćby samochodu mu nie zostało, rozbity przez syna.
Przestańmy roztrząsać jego kłopoty, po prostu pomóżmy.
Nie, mamo! Praca w naszym mieście jest, są przyzwoite zarobki. Ale dla niego to za mało. Dla nas wystarczająco, dla niego żenująco mało.
I co mogę zrobić? Dać kilka groszy? Pieniądze na biznes, potem na auto, potem znów na mieszkanie? Nie, mamo! Wzięłabym to do siebie, gdyby Twój wielki człowiek poprosił o wsparcie biedną siostrę z prowincji, która przecież nikim nie została!
Ty dlaczego tak do mnie mówisz?
Spokojnie, mamo. Po prostu zrozumiałam, iż człowiekiem był tylko mój brat. Skoro teraz mieszka z wami to niech wam pomaga. Czas, by był waszą podporą.
Barbara! Chcesz zmusić nas do sprzedaży mieszkania? Wiesz, co robisz?
Tak? Ja zmuszam? Nie zapomnijcie sobie przynajmniej kawalerki kupić…
Sprzedali mieszkanie, kupili starą, maleńką kawalerkę. To, co zostało, dali Krzyśkowi. Z tym pojechał do Warszawy. Przecież co mu w Piotrkowie, prowincja jakaś.
Oczywiście, interesu nie było. Krzysiek w moich oczach znów był człowiekiem, mama wciąż wypominała mi, jaka jestem nieudana, prosiła o wsparcie na remont. Pomagałam, ale na remont się nie zgodziłam.
Przecież wiem, iż mieszkanie i tak dostanie brat, to może sam się tym zajmie? Niech zadba!
Krzysiek wydał wszystkie pieniądze i wrócił do rodziców. W kawalerce było tłoczno, ale jakoś się przeciskali.
Rozkładane łóżko w kuchni za to w życiu był kimś. Okazało się, iż rodzice postawili nie na adekwatnego konia. Jak mówi się u nas przeliczyli się na całej linii…
Ciekawa jestem, co Ty myślisz o takich rodzinnych jazdach? Napisz w komentarzu, zostaw lajka!








