Mam 62 lata i od prawie czterdziestu lat uczę języka polskiego w liceum w Krakowie. Moje życie płynie w ustalonym rytmie: dyżury na szkolnych korytarzach, Mickiewicz, nie do końca gorąca herbata i stosy wypracowań do sprawdzenia.
Co roku w grudniu zlecam moim uczniom projekt: Wywiad ze starszą osobą o najpiękniejszym świątecznym wspomnieniu. Zwykle wzbudza to w nich lekki opór i niezadowolenie.
To zadanie, którego szczerze nie znoszą.
Jednak w tym roku cicha Zuzanna podeszła do mnie po dzwonku, ściskając kartkę z zadaniem.
Pani Barbaro, czy mogę przeprowadzić wywiad z panią? zapytała zdecydowanym głosem.
Roześmiałam się: Kochana, moje wspomnienia są pewnie nudne. Zrób wywiad z babcią, sąsiadką albo kimś, kto naprawdę przeżył coś niezwykłego!
Nie odstępowała jednak i ponownie zapytała z przekonaniem: Chciałabym przeprowadzić wywiad właśnie z panią. Jej oczy błyszczały determinacją.
Ostatecznie uległam: W porządku, jutro po lekcjach. Ale jeżeli zapytasz o keks, ostrzegam, iż nie będę dla niego łaskawa. Uśmiechnęła się szeroko: Umowa stoi.
Powrót do przeszłości
Następnego dnia usiadła przede mną w pustej klasie, notatnik miał już otwarty, bujała się lekko na krześle.
Jej pierwsze pytanie było proste: Jak wyglądały święta, gdy była pani dzieckiem?
Opowiedziałam o nieudanym keksie, o tym, jak tata włączał polskie kolędy z radia i o tym jednym roku, gdy nasza choinka nagle się przechyliła, jakby była już bardzo zmęczona.
Mogę zadać bardziej osobiste pytanie?
Kiedy spytała, czy w święta zdarzały mi się romantyczne uniesienia, poczułam, jak w sercu coś się poruszyło.
Był taki ktoś Nazywał się Piotr. Byliśmy młodzi, szaleni, marzyliśmy o przyszłości, jakiej choćby nie potrafiliśmy sobie wyobrazić.
Czterdzieści lat poszukiwań
Po kilku dniach Zuzanna wróciła, trzymając komórkę z jakimiś wiadomościami.
Pani Barbaro, chyba go znalazłam!
Nie wierzyłam: Kogo znalazłaś?
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, gdy pokazała mi ekran telefonu: Szukam dziewczyny, którą kochałem 40 lat temu. Serce zabiło mi szybciej. To było dużo więcej, niż mogłam się spodziewać.
Na zdjęciu byłam ja siedemnastoletnia, w granatowym płaszczu, z charakterystycznym odstającym zębem.
Napisać do niego? zapytała, patrząc mi prosto w oczy. Zabrakło mi słów.
Gdy powiedziała, iż może nawiązać kontakt, poczułam, iż w środku na nowo budzi się nadzieja. Uświadomiłam sobie, iż on nigdy nie zapomniał, iż szukał mnie przez wszystkie te lata.
W końcu wymieniliśmy kilka wiadomości i umówiliśmy się na spotkanie w kawiarni przy Rynku. Długo zastanawiałam się, w co się ubrać, by pozostać sobą taką, jaką jestem dziś.
Spotkanie, które wszystko zmieniło
Gdy go zobaczyłam, widziałam, iż bardzo się zmienił, ale jego oczy pozostały te same ciepłe i prawdziwe. Barbaro powiedział cicho. Tej krótkiej chwili wystarczyło, bym zrozumiała, iż tak naprawdę nigdy się nie zgubiliśmy.
Rozmowa poprowadziła nas z powrotem do dawnych czasów, pozwoliła wrócić do wspomnień i dawnych emocji. Opowiadaliśmy sobie, jak potoczyło się nasze życie, ale też o sobie nigdy nie zapomnieliśmy.
Przez te wszystkie lata byłaś dla mnie kimś wyjątkowym powiedział.
W tej chwili poczułam, iż wraca do mnie nadzieja, iż życie jeszcze się nie kończy. Z Piotrem nie było nam pisane wcześniej, ale dziś mamy szansę napisać własną historię na nowo.
Podsumowanie
Choć oboje przeszliśmy przez trudne chwile, spotkanie z Piotrem pokazało mi, iż nadzieja jest zawsze obecna w naszym życiu. Czyż nie na tym polega sens istnienia by mieć odwagę zacząć jeszcze raz? Dziś jestem gotowa na przyszłość i z euforią patrzę, co przyniosą nam kolejne dni. Czasem, by odnaleźć szczęście, wystarczy otworzyć serce i pozwolić sobie na drugą szansę.











