Nie dam rady żyć bez was
Gosiu, przepraszam, zakochałem się w innej. Odchodzę, mieszkanie zostawiam wam. Przepraszam, iż odszedłem tak cicho, bez uprzedzenia. Nie mogłem patrzeć na twoje łzy, więc wolałem zostawić wiadomość. Uwierz, dla mnie to też trudne… I ucałuj ode mnie syna.
****
Wstawaj, słoneczko! Gosia zerwała z łóżka syna, Antosia, a potem poszła do sypialni do męża, Pawła.
Kochany, zaraz musisz do pracy! z uśmiechem połaskotała mu wystającą spod kołdry stopę.
Paweł jęknął i zaczął się budzić. On zawsze miał problem ze wstawaniem, w przeciwieństwie do Gosi. Ona była na nogach od świtu i zanim jej mężczyźni, jak mówiła o Pawle i Antosiu, podnieśli się z łóżek, miała już ugotowane śniadanie, była uczesana i miała ogarnięte pół mieszkania. Tyle iż zmęczona kładła się do łóżka zawsze wcześnie.
Siedziała już w kuchni, kiedy Antoś wychynął ze swojego pokoju, jeszcze zaspany i ziewający.
Najpierw łazienka, potem śniadanie wskazała na łazienkę.
Chłopiec posłusznie poszedł myć zęby. Po kilku minutach, gdy jedli już śniadanie, z sypialni wytoczył się Paweł.
Wiesz co? Chyba dzisiaj zostanę w domu. Zaraz zadzwonię do pracy…
Wyglądał blado. Gosia od razu poczuła niepokój.
Co się stało? Źle się czujesz?
Głowa mnie boli. I jakoś mi niedobrze… Paweł oparł się o futrynę.
Gosia wstała, dotknęła mu czoła i z troską zajrzała mu w oczy.
Nie masz gorączki. Może mam zostać z tobą?
Nie, Gośka, jedź do pracy i odwieź Antosia do szkoły. Ja się położę, może mi przejdzie.
Ale jak coś, dzwoń ostrzegła go.
Jasne Paweł uśmiechnął się do niej blado zobaczymy się wieczorem.
Tego dnia Gosia była jak na szpilkach. Martwiła się o Pawła, który nagle się rozchorował. Taki blady i zmęczony… Może po prostu jest przemęczony w pracy, myślała. Jednak gdzieś w środku czuła dziwny niepokój, jakby zaraz miało wydarzyć się coś złego.
Wyszła z pracy wcześniej, zabrała Antosia od kolegi, u którego ten był po szkole, i wracali razem do domu. Była coraz bardziej niespokojna, Antoś też patrzył na nią z niepokojem.
Mamo, co się dzieje? zapytał w aucie. Miałaś być później. I wyglądasz jakaś blada. Wy oboje jesteście chorzy?
Spojrzała na dwunastoletniego syna. Już nie taki mały, ale wciąż dziecko i nie chciała go niepotrzebnie straszyć.
Antoś, po prostu martwię się o tatę. Źle się czuł, chcę sprawdzić, czy wszystko w porządku.
Westchnął tylko i więcej nie pytał. Dojechali do domu, Gosia niemal zbiegła do windy. Antoś za nią, dźwigając ciężki plecak. Nie rozumiał jeszcze jej niepokoju.
Gosia otworzyła drzwi drżącymi rękami i gwałtownie weszła do mieszkania. W środku było cicho, Pawła nigdzie nie było. Chodziła po wszystkich pokojach, aż wróciła do salonu, gdzie stał Antoś. Był blady i wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać. W ręku trzymał kartkę, którą wyraźnie już przeczytał.
Co tam masz? Daj pokaż!
Ręce Gosi się trzęsły, a Antoś tylko podał jej kartkę.
Gosiu, przepraszam, zakochałem się w innej. Odchodzę, mieszkanie zostawiam wam. Przepraszam, iż odszedłem tak cicho, bez uprzedzenia. Nie mogłem patrzeć na twoje łzy, więc wolałem zostawić wiadomość. Uwierz, dla mnie to też trudne… I ucałuj ode mnie syna…
Dupek mruknął Antoś.
Nie mów tak, to twój tata! Gosia spojrzała na syna zdezorientowana.
Zostawił nas! Nienawidzę go!
Antoś pobiegł do siebie do pokoju i zatrzasnął drzwi. Bolało go to strasznie, nie rozumiał, dlaczego tata tak postąpił. Przecież nic złego się nie działo… A Gosia wczytywała się w liścik dalej.
Z Lidią spotykam się już od dwóch lat i nie mogłem odejść wcześniej. Ale teraz po prostu muszę. Mam nadzieję, iż kiedyś mi wybaczysz. Tylko proszę, nie pokazuj tego Antosiowi, nie chcę, żeby źle o mnie myślał.
Parsknęła śmiechem przez łzy Antoś sam do wszystkiego doszedł i na pewno sam wie, co o tym wszystkim myśleć.
Pokręciła się jeszcze po mieszkaniu, weszła do sypialni i dopiero tam dotarło do niej, iż nie ma rzeczy Pawła. Usiadła na podłodze i rozryczała się, cała rozsypana. Świat się zawalił dosłownie w jednej chwili.
Nie wiedziała, ile siedziała tak na podłodze, wypłakując to wszystko z siebie. Strasznie chciała cofnąć czas, zostać w domu, nic nie zmieniać. Gdzieś jednak czuła, iż Paweł i tak by odszedł. Był uparty, jak już coś postanowił, to koniec. Gdyby miał choć odrobinę odwagi i powiedział jej to prosto w oczy… Ale nie, uciekł jak tchórz.
Kiedy w końcu ogarnęła twarz i wyszła z sypialni, poszła do pokoju syna. Leżał na łóżku, gapił się w sufit widać było, iż i on płakał.
Mamo, czemu on tak zrobił?
Synku, nie wiem. Przestał mnie kochać, ale nie ciebie. przez cały czas jesteś jego synem.
Nie, mamo, sam napisał, iż musiał odejść. To znaczy, iż ta jego nowa pewnie jest w ciąży. Ja wiem, nie jestem dzieckiem. Pewnie mnie też już nie kocha. Może coś źle zrobiłem? Przecież mieliśmy iść razem na mecz i do pizzerii w sobotę. Może się mną znudził? Za dużo chcę?
Serce Gosi pękło na te jego słowa. Sama czuła bardzo podobnie. Ale wiedziała, iż on potrzebuje ojca. Nie chciała robić z syna broni w swoim konflikcie z Pawłem. Pogłaskała go po ręku i cicho powiedziała:
Antosiu, nie znudziłeś mu się, to wiem na pewno. Tata nie chciał, żebyś przeczytał ten list. Znalazł inną kobietę, masz rację, ale zawsze będziesz dla niego ważny. Zobaczysz, będzie chciał cię odwiedzać.
On cię zdradził szepnął Antoś.
Gosia doskonale to rozumiała. Sama czuła ból, gniew, rozczarowanie i chęć odwetu. Dwa lata potrafił tak grać, patrzyć w oczy i udawać miłość, a za plecami spotykać się z inną.
Kolejne dni były bardzo trudne. Złożyła wniosek o rozwód, a Antoś mówił, iż nie wybaczy ojcu. Był już na tyle dorosły, iż rozumiał sytuację. Wieczorami słyszała jeszcze jego ciche łkanie.
Ale z czasem zrobiło się łatwiej. Przyzwyczaili się do życia bez Pawła. On choćby nie próbował spotykać się z synem. Mówił, iż nie ma czasu, iż ma teraz inną rodzinę. Antoś się na niego obraził, przeżywał to bardzo, ale trwało to mniej więcej pół roku.
Pewnego dnia, wracając z pracy, Gosia usłyszała na klatce ogromne zamieszanie. Szybkim krokiem weszła na piętro i od razu poznała głosy Antosia i Pawła. Paweł stał pod drzwiami, patrzył błagalnie na syna, który cały roztrzęsiony i zły krzyczał:
Idź stąd! Nie masz prawa tu być! Nienawidzę cię! Mama też cię już nie kocha!
Antoś, posłuchaj mnie… Synku…
Idź sobie!
Gosia podeszła do nich szybko. Na jej widok Antoś trochę się uspokoił, za to Paweł wyraźnie się ucieszył i podszedł bliżej.
Gosiu, wróciłem do was. Antoś mnie nie wpuszcza, ale może ty mi wybaczysz?
Mamo, nie! Antoś patrzył błagalnie i jednocześnie z gniewem.
A Gosia spojrzała w oczy Pawła. Kiedyś nie wyobrażała sobie życia bez niego. Po tym, co zrobił, wiedziała jednak, iż choć wybaczyć może, to wrócić już nie chce.
I co dalej? Paweł zrobił krok ku drzwiom i uśmiechnął się nieśmiało. Przyjmiecie ojca i męża do domu?
Byłeś nim pół roku temu jej głos był chłodny teraz już nie masz do tego prawa. Chcesz połowy mieszkania? Idź do sądu. Ale my nie jesteśmy już rodziną.
Co? Wygonisz mnie? Gosia, błagam! choćby nie wiesz, jak mi was brakuje! Nie dam rady żyć bez was!
Już ci wybaczyłam, ale nie będziemy żyć razem.
Po tych słowach weszła do mieszkania i zatrzasnęła drzwi. Antoś uśmiechnął się delikatnie. Jemu też ciężko było wygonić ojca, ale nie potrafił wybaczyć.
Nie przejmuj się nim, mamo. Nam dobrze razem. W dwójkę.
Gosia odwzajemniła uśmiech, ocierając oczy. Przez wizjer zobaczyła, jak Paweł chwilę jeszcze stoi pod drzwiami, a potem wolno odchodzi. Poczuła ulgę, pierwszy raz od dawna. Pomyślała, iż czas pogodzić się z tym, co było i iść dalej.
Antoś, jesteś super mrugnęła do syna.
To może zamówimy pizzę? I coś słodkiego? Może mini szarlotki? Trzeba to świętować, co?
Wyraźnie humor mu się poprawił.
Czemu nie? I kremówki!
Gosia ucieszyła się, widząc jaśniejące oczy syna. Przez te miesiące tak rzadko widywała u niego uśmiech. Miała wreszcie pewność, iż wszystko się ułoży. Może nie od razu… Ale będzie dobrze.













