Nie podoba wam się, iż chcę mieć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem budować swoje życie, a wy…

twojacena.pl 9 godzin temu

Nie podoba się wam, iż chcę mieć własną rodzinę? Uciekłem od was, zacząłem układać sobie życie, a wy znów przyjeżdżacie i wszystko po staremu! odburknął Dawid, z goryczą patrząc na matkę. Zosiu, nie przejmuj się tak! Wiem, iż z miasta do wsi ciężko się przyzwyczaić, ale damy radę! pocieszał ukochaną. Poradzimy sobie. Ważne, żebyś była obok!

Zosia była zagubiona. Po co zakochała się w chłopaku ze wsi? I to tak, iż aż drżały jej kolana! Miała już dwadzieścia osiem lat, była niezależna, miała świetną pracę w Warszawie, własne, dwupokojowe mieszkanie, na które zapracowała wytrwale i sumiennie. Dawid miał trzydzieści lat, liczną rodzinę i dom na wsi, niedaleko Lublina.

Poznali się zupełnym przypadkiem w wesołym miasteczku podczas festynu. Dawid wpadł tam, czekając, aż jego mama zrobi zakupy, a Zosię wyciągnęły koleżanki. Wymienili się numerami, tak zaczęła się ich znajomość. Dawid starał się ją zaskakiwać przyjeżdżał do miasta, był troskliwy, szczery i dobry, czym rozmiękczył serce miejskiej dziewczyny. Wśród miejskich chłopaków takich jak on już nie było.

Z czasem Dawid poprosił ją o rękę, a ona, mimo niepewności, zgodziła się.

Córcia, spróbuj. Dawid to chłopak gospodarny, uczciwy i rodzinny przytaknęła mama Zosi. Jak się nie uda, zawsze możesz wrócić do miasta.

Zosia nie miała nic do stracenia mogła pracować zdalnie, bo w jej firmie taka opcja stawała się coraz powszechniejsza, a powietrze na wsi, mówili, czyste i zdrowe! Tylko jeden szczegół ją nurtował…

Dawidzie, w jakim charakterze mam jechać do was? zapytała w końcu.

Jako narzeczona, a za rok zrobimy wesele i pojedziemy na urlop. Uzbieram wtedy pieniądze na wszystko, by o złotówkach nie myśleć odpowiedział nieco nieśmiało.

Teoretycznie wszystko wydawało się w porządku, ale Zosia czuła pewien niepokój, którego nie potrafiła nazwać. Postanowiła jednak ową niepewność zignorować.

Wzięła tydzień urlopu, spakowała walizkę i, zamykając swoje wymarzone mieszkanie, wyruszyła samochodem na wieś, gdzie już czekał na nią Dawid.

Pierwszego wieczora na wsi bardzo jej się podobało. Lato było upalne, razem podlali ogródek, przygotowali kolację we dwoje szło im wszystko sprawnie i miło. Było zupełnie inaczej, ale bardzo przyjemnie.

W piątek, gdy Zosia kończyła nakładać kolację, do kuchni wpadł Dawid z wieścią:
Kochanie, rodzice jadą do nas! I jeszcze brat z żoną! był podenerwowany.

Ale na co? Zosia poczuła lekką panikę.

Pomóc nam i się poznać dodał Dawid, krzątając się. Mam nadzieję, iż nie na długo… dodał z niepokojem.

Zosia była zaniepokojona, ale mama zadzwoniła i dodała otuchy:
Spokojnie, dziecko. To tylko próba. Nie spodoba ci się wrócisz. Najważniejsze, iż masz dokąd.

Zosia postanowiła więc nie przejmować się na zapas: Przecież mnie nie zjedzą! powtarzała sobie w myślach.

Goście przyjechali wieczorem. Pierwsza wysiadła pani Helena, kobieta pokaźnej postury, w rozkloszowanej sukni z krótkimi, ciemnymi włosami.
No cześć, synowa! przywitała Zosię, mocno ściskając syna.

Pan Stanisław tylko skinął głową, a brat Dawida, Marek, przywitał się życzliwie i żartobliwie. Jego żona, blondynka Elżbieta, spojrzała na Zosię chłodno.
Marek, pomóż mi z rzeczami! zawołała, ignorując Zosię.

Zosia zaprosiła wszystkich do stołu, mając nadzieję, iż atmosfera się rozluźni. Ugotowane przez nią potrawy ze świeżych wiejskich produktów zyskały uznanie pani Heleny:
Oj, napracowałaś się, Zosiu! powiedziała z uznaniem.

Pan Stanisław mruknął z aprobatą, ale Elżbieta grzebała widelcem w kurczaku:
Kto tak gotuje? Nawymyślają, a potem trzeba to jeść…

Marek zaoponował:
Daj spokój, smaczne jest!

Tylko tobie zawsze wszystko smakuje… odburknęła Elżbieta.

Dawid spojrzał przepraszająco na Zosię.
Elu, trochę szacunku. Zosia się postarała, powiedział stanowczo.

A kto dał jej takie imię? Moja krowa ma na imię Zosia! rzuciła złośliwie Elżbieta.

Zosia parsknęła śmiechem. Dawid szepnął:
O co chodzi?

Moja koleżanka ma świnkę morską Elżbietę odpowiedziała cicho Zosia. Ale wszyscy to usłyszeli…

Pani Helena spojrzała krzywo na synową, panowie ledwo się powstrzymali od śmiechu, a Elżbieta zarumieniła się ze złości.

Co za brak kultury! syknęła.

Ty zaczęłaś wzruszyła ramionami Zosia.

Jestem żoną Marka, a ty kim? oburzyła się Elżbieta.

Przynajmniej jestem uprzejma dla gości odparowała Zosia.

Ja nie do ciebie przyjechałam! triumfowała Elżbieta.

A ja cię nie zapraszałem, dorzucił Dawid. Na jak długo planujecie zostać?

Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli zaskoczeni na Dawida.

W końcu pani Helena się odezwała:
Nauczymy Zosię wiejskiego życia i wrócimy.

Mamo, naprawdę nie trzeba. Radziliśmy sobie doskonale odpowiedział Dawid.

Oj, Dawidek, narobiłeś sobie kłopotu zasyczała Elżbieta.

Wystarczy, mamy w rodzinie jedną leniwą osobę i to nie jest Zosia powiedział Dawid ze śmiechem. A teraz, dziękuję za kolację. Goście mogą już iść odpocząć.

Dawid podał rękę Zosi i zaczęli razem sprzątać w kuchni, ignorując niezadowolone spojrzenia rodziny. Zosia uznała, iż dobrze jest mieć wsparcie partnera nie pozwoli się upokarzać. W razie czego zawsze może wrócić do Warszawy.

Sobota nie zaczęła się najlepiej. Do ich pokoju bez pukania wpadła teściowa:
A czemu my jeszcze śpimy? Do obiadu nie śpimy! Śniadanie trzeba przygotować!

Zosia zerknęła nieprzytomnie na telefon ósma rano! Pani Heleno, w lodówce wszystko jest. Pozwoli pani, iż się ubiorę? wykrztusiła, przykrywając się kołdrą.

O, paniusia! Lodówka nie gotuje, trzeba wstać i zabrać się do pracy! upomniała ją Helena i trzasnęła drzwiami.

Zosia ubrała się i zeszła na dół. Dawid przygotowywał śniadanie.
Kochanie, już wstałaś? ucieszył się.

Tak, gdyby nie twoja mama, jeszcze bym spała westchnęła Zosia.

Teściowa wzruszyła ramionami:
Mamy tu nie tylko niezdarną, ale i leniwą!

Zosia zgrzytnęła zębami.
Mamo, czy musiałaś tu przychodzić? zdziwił się Dawid.

Przecież wiejskie życie takie jest! dorzuciła Elżbieta. Krowę kupicie i trzeba będzie dziś o świcie wstać do dojenia!

Nie planujemy mieć krowy odpowiedział Dawid.

Bo Zosia nie umie doić! śmiała się Elżbieta.

Ty też nie umiesz, a żyjesz odbił piłeczkę Dawid.

Od kiedy Zosia jesteś tutaj, Dawid sam nie do poznania! wtrąciła się matka.

Zosia miała dosyć. Dawid, wracam do siebie. Gdy twoja rodzina wyjedzie, dzwoń, jeżeli nabierzesz odwagi. Wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy.

Co?! To przez ciebie Dawid już nie pamięta o rodzinie! Ty niszczysz naszą rodzinę! wykrzyknęła Helena.

Dość! grzmotnął Dawid, aż wszyscy ucichli.

Nie podoba się wam, iż chcę własnej rodziny? Uciekłem, zacząłem nowe życie, a wy znów wszystko burzycie!
Synu, straciłeś głowę! Wszystkie pieniądze idą na tą Ją interesują tylko twoje złote! łkała Helena.

Mamo, Zosia sama na siebie zarabia. A ja zbieram na wesele! Dawid objął Zosię, nie pozwalając jej wyjść. Chcecie szczęścia? Jedźcie do siebie! Do nas tylko po zaproszeniu! Zwłaszcza Elżbieta.

Rodzina oniemiała ze zdziwienia. Dawid zaprowadził Zosię do ich pokoju, a sam wrócił do gości, którzy w pośpiechu pakowali walizki.

Synu, wybieraj: ja czy ona! zażądała matka.

O, a Elżbietę przyjęłaś? powoli, ale stanowczo, spytał Dawid.

Czemu porównujesz! burknęła Elżbieta.

Ojciec, pan Stanisław, skinął głową z uznaniem:
Synu, postępujesz słusznie. Będziemy cię wspierać.

Brat przytulił Dawida:
Pilnuj swojego szczęścia szepnął z uśmiechem.

Rodzina wyjechała.

Zosia czuła się początkowo nieswojo, ale poczuła też, jak bardzo Dawid był jej oddany.

Znów razem robili wszystko, wspierali się w codziennych obowiązkach, a Dawid bardzo to doceniał. Tymczasem w domu jego mamy i bratowej panowało zamieszanie.

Mamo, Elżbieto! Kupiliśmy wam krowę! od progu ogłosił Marek.

Co?! Zwariowałeś? zdumiała się Helena.

Od jutra Elżbieta doi i wygania ją na pastwisko Marek nie żartował.

Marek, przecież to niepoważne! płakała Elżbieta.

Sami tego chcieliście uśmiechnął się pan Stanisław. A i śniadanie ma być codziennie na siódmą, gorące, żadnych kanapek.

Zaczęło się wychowywanie domowych gospodyń!

To, co przedtem one zarzucały Zosi, teraz dotyczyło ich samych. Matka zrozumiała, iż przesadziła wobec młodej kobiety Zosia nie tylko gospodarska, ale i zaradna. Stawiać jej nie miały szans.

Z czasem pani Helena pogodziła się z synem, ale do nich już tak chętnie nie przyjeżdżała a nuż Zosia potrafi jeszcze coś, o czym nie wiedzą?

Dawid w końcu nareszcie poprosił Zosię o rękę. Na weselu bawiła się cała wieś i miasto!

Nie można powiedzieć, żeby pani Helena i Elżbieta pokochały synową, ale starały się już jej nie drażnić z nią lepiej nie zadzierać.

A Zosia była szczęśliwa! Wszystko robili razem i nie bali się już żadnych niespodziewanych gości. Bo przecież najważniejsze, iż byli dla siebie nawzajem najważniejsi i razem budowali swój dom.

Idź do oryginalnego materiału