Nie nasza sprawa

twojacena.pl 2 godzin temu

Niezainteresowanie przybiera różne formy usłyszała Łucja, gdy w pobliżu przeszła kobieca wypowiedź. Czasem trzeba zamknąć oczy i udawać, iż coś nas nie dotyczy, iż nie ma nas w tej sprawie. A innym razem to wręcz przestępstwo.

Och, Łucjo, to tylko filozofia odparła druga kobieta.

Łucja odwróciła się ku oknu, przyglądając się przejeżdżającym domom, samochodom i przechodniom. Małe miasteczko Kościan dopiero rozbudzało się po nocnym śnie.

Dziś drogo było jeździć komunikacją miejską. Jurek zadzwonił już od wieczora i ostrzegł, iż będzie musiał wypracować całą noc, więc po co się gniewać? Praca to praca. Łucja wielokrotnie dostawała propozycję podwiezienia od kolegi, młodego chłopaka, który patrzył na nią z zbyt wielkim zainteresowaniem, ale odmawiała niewłaściwe to dla mężatki, by wsiadać w samochód z obcymi mężczyznami.

Po raz kolejny wybrała numer męża, wsłuchała się w długie, niekończące się sygnały i z westchnieniem odłożyła telefon do torebki.

Znowu wpatrzyła się w okno. Pewnie zajęty, jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie Łucję kręciło w brzuchu wczesna ciąża dawała o sobie znać. Nagle poczuła ukłucie i przytuliła się, żeby złagodzić ból.

***

W pracy łagodny ból ukrywała pod natłokiem obowiązków, bo szef sklepu należącego do znanej sieci nie miał wolnej chwili. Głowa wirowała, ale nie było czasu w rozpamiętywanie. Dziś szczególnie było pośpiechu: już za chwilę przyjedzie kontrola z centrali. Zestresowana Łucja wyciągnęła z kasy Darię, kręconą sprzedawczynię:

Dario, idź pomóż Anie umyć lodówkę, bo nas pożrą! Ja już ruszam z raportami!

i poszybowała do swojego biura.

Daria, podglądając, jak Łucja znika w zapleczu, pochyliła się do koleżanki, która układała butelki mleka, i szepnęła:

Aniu, słyszałaś, iż mąż Łuczki ją zdradza?

Ania podniosła brwi, przerażona, i spytała:

Naprawdę? To prawda?

Widziałam go rano wychodzącego z domu mojej koleżanki, Lidy. Ona go pożegnała pocałunkiem! Co za dramat!

To trzeba Łucję poinformować. Po co mi to mówisz?

Daria zaśmiała się, obracając palcem przy skroni:

Co ty, Aniu? Myślisz, iż każdy ma romans? A i tak się rozwiodą!

Ania zamyśliła się i odparła:

Czy będą rozwodzić się, czy nie, to ich sprawa. Ale prawda musi wyjść na jaw, bo Łucja ma prawo ją znać Może i lepiej, bo zdrada nie buduje rodziny.

Daria kolejny raz wybuchła śmiechem i lekko pogardliwie spojrzała na rozmówczynię:

To nie nasza sprawa. Dobrotliwe dusze, jak ty, ostatecznie zostają poświęcone.

Ania westchnęła i nie kontynuowała sporu. Może Daria miała rację, ale coś nie dawało jej spokoju.

Łucja i Ania były bliskimi przyjaciółkami, prawie jak siostry. Od dziecka uczono je, iż gorzka prawda lepsza jest od słodkiego kłamstwa, a bolesne obnażenie szczere niż iluzja pomyślności.

Być może administrator sklepu Dariusz odczuł to samo, kiedy zobaczył zmęczoną Łucję w biurze. Myśląc, popijał kawę i dokańczał raport na laptopie.

Łucjo, nie martw się tak, wszystko będzie dobrze uśmiechnął się.

Łucja machnęła ręką i westchnęła:

Nie martwię się. Jurek nie odbiera telefonu, więc się niepokoję.

Dariusz milczał. Łucja od razu go polubiła, gdy dopiero zaczął w sklepie. Najpierw zwykły sprzedawca, później sprytny i pracowity chłopak, który awansował na administratora.

Może jest zajęty wykrztusił Dariusz. Nie miał prawa wtrącać się w cudze sprawy, choć widział, iż mąż traktuje żonę lodowato.

Pewnie uśmiechnęła się Łucja, schowała telefon do kieszeni i pośpieszyła wyjść.

W sali zapanował zamęt przyjechali kontrolerzy

***

Kolejny tydzień Ania nie mogła znaleźć spokoju, patrząc na Łucję. Z opowieści przyjaciółki wyczuła, iż mąż coraz częściej zostaje w pracy, a ciężarna Łucja zmuszona jest jeździć autobusem, choć jej mąż mógłby ją podwieźć, zwłaszcza iż w małym Kościanie autobusy nie jeżdżą regularnie.

Postanowiła zweryfikować swoje domysły. Rano zadeklarowała spóźnienie i znalazła się pod domem domniemanej kochanki.

Matka Anny zawsze mawiała, iż serce pęka za tymi, na których nam zależy. Dziś dziewczyna przekonała się o prawdziwości tej myśli zobaczyła, jak Jurek z uśmiechem obejmuje blondynkę, całuje ją i obiecuje przyjechać wieczorem. Serce Anny zadrżało. Łucja żyje z takim zdrajcą! Dobra, pomocna, zawsze gotowa wesprzeć, a ma przy sobie podcinacza!

Wieczorem Ania postanowiła działać. Nie wypowie tego słowami, a zrobi to inaczej. Gdy Łucja wyjechała, Ania wślizgnęła się do zaplecza, gdzie właśnie Dariusz szykował się do domu.

Dariuszu, muszę z tobą pogadać powiedziała, przyciskając zaciśnięte usta.

Chłopak spojrzał na nią zdziwiony.

Chodzi o Łucję wyjaśniła. Widziałam własnymi oczami, jak jej mąż się z nią spotyka.

Dariusz zamyślił się, spuszczając wzrok:

To ich życie rodzinne Czy to przyzwoite wtrącać się?

Przyzwoite, nieprzyzwoite uśmiechnęła się Ania. Ona musi znać prawdę.

A co, jeżeli coś się stanie z dzieckiem? kontrargumentował Dariusz.

To chyba przeznaczenie odciął Ania. Prawda ważniejsza niż kłamstwo. Zawołaj mnie do mojej wsi, gdzie babcia Zofia zna się na takim. Pomogła już innym, a prawda i tak ją znajdzie.

Dariusz się wahał.

Łucja ci się podoba, prawda? rzuciła ostatni argument. Nie odmawiasz jej szansy na poznanie prawdy?

Po długiej chwili Dariusz westchnął i przystał.

***

Babcia Zofia przywitała młodych gości ciepło. Nie wyglądała jak czarownica, a raczej jak typowa starsza pani w szaroniebieskim swetrze i długiej spódnicy, pod którą bulgotały zgięte kolana w ciepłych rajstopach. Jej szare oczy miały przenikający, wyostrzony blask.

Ania podała jej zdjęcie Łucji, opowiadając, co ją trapi. Zofia uśmiechnęła się, zapaliła świecę i przemówiła nad ekranem telefonu:

Widzę, iż mąż nie jest jej przeznaczeniem. Rozstanie nastąpi, choć nie od razu. Nie jest szczery, kłamie i knuje. A serce Łucji jest czyste i dobre.

Czy da się to przyspieszyć? wyszeptała Ania.

Nie mogę przyspieszyć losu, ale pomogę jej zobaczyć prawdę. A potem sama zdecyduje, co dalej

Zofia wstała i powoli ruszyła na zimny taras. Przyniosła worek z lnianą torbą i duży garnek. Zgarbowała z garnka garść suszonych ziół i szepnęła, wsypując je do torby:

Zioła polne, wiatry łąkowe, pomóżcie Łucji, otwórzcie prawdę. Niech tak będzie Anno, dodaj je do jedzenia. Smak słaby, nie zauważy. Są nieszkodliwe.

Jest w ciąży? dopytał Dariusz, patrząc na staruszkę.

Zofia zmrużyła oczy:

Nie zaszkodzi jej, to i nagietek, i dziewanna oraz kilka innych, które nie są trujące A ty, chłopcze, gotów przyjąć jej dziecko, jeżeli wyrzuci tego zdrajcę?

Dariusz przełknął ślinę i drżącym głosem zgodził się:

Zrobię to. Nie ma obcych dzieci.

***

Dodanie ziół Łucji okazało się najtrudniejszym elementem całej intrygi, zwłaszcza iż wymiotowało ją od wszystkiego. Jednak tuż przed zamknięciem sklepu Łucja nagle zapragnęła szybkiego makaronu.

Przyrządzę ci, usiądź! wykrzyknęła Ania i poszła do sali. Złapała paczkę makaronu, pociągnęła torbę Zofii z kieszeni i pobiegła z powrotem do zaplecza.

Dariusz siedział przy stole i milczał. W głębi serca liczył, iż Łucja odejdzie od zdrajcy, choć nie był pewien, czy ich plan jest słuszny. Czy wtrącać się w tak prywatne sprawy?

Ania westchnęła z ulgą, gdy Łucja z apetytem skończyła ostatnią łyżkę. Również Dariusz odczuwał niepokój, ale poczucie obowiązku i lojalności przeważyły.

***

Wszystko jednak rozegrało się dopiero rano. Łucja, jak zwykle, zająła miejsce przy oknie w autobusie i zamyśliła się nad mijanymi krajobrazami. Nie słyszała rozmowy kierowcy przez telefon, dopóki nie ogłosił głośno:

Szanowni pasażerowie, proszę się nie martwić, ale z powodu korka i remontu przejazdu kolejowego będziemy musieli objazd.

A potem wydarzyło się coś, co przypominało koszmar mąż wyszedł z domu, przytulił się do jasnej blondynki, pocałowali się jakby pożądali, a Łucja rzuciła się ku oknu, nie mogąc uwierzyć własnym oczom, a w brzuchu znów zakłuło. Rozmył się obraz.

Obudziła się w szpitalu. Pierwsze, co ujrzała, to zaniepokojona twarz Ani.

Łucjo wybacz, ale to chyba moja wina

O co ci chodzi? wymamrotała Łucja. Widziałam Jurego z Lidą Kwiatkowską. Czy on

Do sali wkroczył Jurek, podnosząc na Łucję winny wzrok, ale nie zdążył nic powiedzieć.

Od kiedy pracujesz u Kwiatkowskiej nocami? zapytała Łucja.

Łucjo, przepraszam, ale lekarz ci zabronił, a ja muszę, rozumiesz, żeby utrzymać rodzinę odpowiedział z fałszywym uśmiechem.

Odejdź! Gdy tylko wyjdę wniosę pozew o rozwód! wykrzyknęła Łucja.

Jurek odszedł, nie próbując wymówić przeprosin.

A co z dzieckiem? zapytała Łucja.

Lekarz powiedział, iż wszystko w porządku. Było ryzyko poronienia, ale udało się zapewniła Ania.

W tej chwili do sali wpadł nieśmiało Dariusz z dużą torbą owoców. Lekarka, która pojawiła się zaraz po nim, zauważyła tłok i zwróciła uwagę:

Proszę go wpuścić, proszę.

Łucja poprosiła, by pozwolono mu wejść, i usiadła na łóżku. Lekarka westchnęła i machnęła ręką. Ania wyszła, zostawiając Dariusza sam na sam z Łucją.

Łucjo, bardzo się o ciebie martwiłem o ciebie i maleństwo zaczął niepewnie.

Ty zawsze o mnie myślisz odpowiedziała Łucja z uśmiechem w przeciwieństwie do niektórych.

Zapomnij uśmiechnął się Dariusz.

Wtedy wpadła głowa Ani:

Łucjo, muszę przyznać. To ja wszystko wymyśliłam, byś dowiedziała się o zdradzie. Nie mogłam patrzeć, jak cię oszukuje. Proszę, nie gniewaj się.

Łucja rozbawiona przez chwilę pomyślała, po czym odparła:

Byłoby mi przykro, gdybyś wiedziała i nie powiedziała. Nie lubię kłamstw. A tak przy okazji, śniła mi się staruszka, co mówiła, iż nie jest ci przeznaczony ten zdrajca. Los zjawi się, kiedy się obudzisz.

Łucja spojrzała na Dariusza, który nie przestawał ją obserwować.

Ania podeszła, usiadła na stołku i delikatnie pogładziła Łucję po ręce. Teraz była pewna, iż postąpiła słusznie. Zdradę trzeba wytrącać z życia, póki nie za późno. Szansa na nowy początek wciąż istnieje, gdy przy boku są prawdziwi przyjaciele i kochający ludzie. Reszta rozwiąże się sama.

Idź do oryginalnego materiału