Film „A Song of Humble Beauty” („Pieśń o pięknie w prostocie”) miał swoją premierę podczas 65. Krakowskiego Festiwalu Filmowego w konkursie polskim w maju 2025 roku. Powstał w koprodukcji z Instytutem Adama Mickiewicza i stanowi domknięcie tryptyku związanego tematycznie z kwestią uchodźctwa (jego dwie pierwsze części to „W tym samym mieście, pod tym samym niebem / In the Same City, Under the Same Sky” oraz „Najgłośniej słychać milczenie / Silence Heard Loud”). Anna Konik, która realizowała trzecią część trylogii w ramach Karaczi Biennale 2024 w Pakistanie, tak uzasadnia wybór tematu i miejsca:

fot. z archiwum A. Konik
Tym razem chciałam spojrzeć na problem migracji od środka – mówi artystka – dotrzeć do miejsc, z których człowiek musi się wyrwać, by walczyć o nowe życie. Taka perspektywa pozwoliła mi lepiej zrozumieć rozdarcie i ból, które czują osoby zmuszone do opuszczenia rodzinnych domów.
Piękno
Oglądam mieszkańców Pakistanu przy pracach wykonywanych manualnie, takich jak te, które w krajach cywilizacyjnego Zachodu powoli zanikają, zastępowane przez produkcję fabryczną lub w ogóle ginące. manualne barwienie tkanin, rysowanie wzorów, wykonywanie matryc do pieczątek i odbijanie ich na materiałach, manualne wytwarzanie naczyń z gliny i metalu, ich malowanie i zdobienie, tkanie dywanów, szydełkowanie torebek z plastikowych woreczków, plecenie koszy.

fot. z archiwum A. Konik
Początkowo wydaje mi się, iż to będzie o tych pięknych przedmiotach – bliskie ujęcia podkreślają i zestawiają ze sobą kolory, wzory, struktury tworzyw, ale także pejzaże, budując poprzez odpowiedni montaż nowe wizualne faktury.
Pracę rzemieślników reżyserka pokazuje w dużej mierze poprzez ruchy ich rąk: zabarwionych farbą, zręcznych w wyplataniu, trzymających dłuta, pędzelki, pieczątki, wykręcających i rozkładających mokre tkaniny, mniej lub bardziej umięśnionych, zniszczonych fizycznym wysiłkiem. Dłonie stają się tu emblematyczne, praca rąk jest w centrum uwagi kamery, ukazując ich archetypiczną użyteczność, zdolność do tworzenia czegoś z materiałów pierwotnych: nitki, papieru, roślinnego proszku, gliny, metalu.
Cena piękna
W miarę upływu filmu czuję się wciągana w obserwację żmudnego, powtarzalnego procesu pracy, która kończy się dopiero ze zmierzchem. Nie ma tu nachalnego epatowania biedą, sensacyjnych scen nędzy życia źle opłacanych, wyzyskiwanych pakistańskich rzemieślników. Ale widzę: te zniszczone dłonie, małe zagracone zakładziki, tuż przy ruchliwej drodze, wychudzonych pracowników w nędznych ubraniach siedzących na ziemi, wdychających opary toksycznych farb, zanurzających w nich ręce, produkujących piękne przedmioty najprostszymi narzędziami, bez zachowania jakichkolwiek zasad BHP, wieczorami kładących się do snu na posadzce lokalnej świątyni. Pytana o to, jak rzemieślnicy widzą swoją sytuację, czy ją akceptują, czy się na nią skarżą, buntują, reżyserka odpowiada:

fot. z archiwum A. Konik
Nie za dużo mówili o swojej pracy, nie analizowali siebie jako osób, które wykonują pracę. Dla nich to forma medytacji, duchowości związana także z religią. Żyją, żeby pracować, a rodzaj zajęcia jest częścią nie tylko statusu społecznego, ale też częścią kultury.
Pieśń uważności
To jednak wciąż nie wszystko. Opowieść filmowa Anny Konik przebiega bez jednego słowa, w milczeniu. A temu milczeniu towarzyszy skupienie na detalach, ludziach, ich dłoniach i na powtarzalnym, rytmicznym ruchu, niezbędnym do wykonania określonych czynności. Pieśń jest zawieszona między pięknem a trudem, jej muzyką są tu naturalne dźwięki towarzyszące pracy: stukanie, wycinanie, skręcanie, wyplatanie, odgłosy ulicy, wypasanych zwierząt, świątynne śpiewy, a czasem zupełna cisza. Owszem, mamy tu muzykę skomponowaną przez Wojciecha Błażejczyka, ale jest ona organiczna, stapia się z naturalnymi odgłosami tego miejsca. Nie ma rozmów, nie ma narratora. Brak słów pozwala na medytację ruchu i towarzyszących mu dźwięków. Anna Konik świadomie zrezygnowała ze słów, chociaż mogła podjąć dialogi, korzystając z pomocy tłumacza.

fot. z archiwum A. Konik
To milczenie pozwalało nam się odnaleźć po obu stronach, zaakceptować wzajemne różnice i spojrzeć na siebie bez oceniania. Pierwotne impulsy związane z aktywnością są bliskie wszystkim ludziom, zmienia się tylko kontekst.
Mi jako widzowi ten sposób pokazywania pozwolił wejść w stan, który nazywam „pieśnią uważności” – poczułam się zaproszona do patrzenia na świat tych ludzi w skupieniu i nieoceniającym okiem.
Nieoceniające oko
W naszej niedawnej rozmowie Anna Konik przywołuje Borisa Groysa, który:

fot. z archiwum A. Konik
Pisząc o kinie, twierdził, iż widz jest pasywny, a tradycja kina to utrwala; to bezpieczna dla nas forma doświadczania: wchodzimy do kina, oglądamy film, wychodzimy. Rytuał jest przewidywalny i czujemy się w nim bezpiecznie.
„A Song of Humble Beauty” nie stawia żadnych tez, nie epatuje szokującymi obrazami, pozostawia widzowi przestrzeń do odbioru obrazów w sposób, którym może sam kierować. Zakłada to jednak odpowiedzialność patrzącego. Nasuwa mi się porównanie z dorastaniem: nie będę ci mówić, co masz robić, dam ci tylko narzędzia do wrażliwego odbioru świata, idź, patrz czującym, nieoceniającym okiem, posiedź ze swoją niewiedzą, niezrozumieniem, zaskoczeniem, zadawaj pytania, ale powstrzymaj się przez chwilę od interpretacji. Na świat pakistańskich rzemieślników artystka patrzy właśnie takim „nieoceniającym okiem”. Widz ma szansę dorastać, wyjść z pasywności, odkrywać, szukać i stawiać ważne pytania.
Pożytki z niewiedzy
I tak czucie i nieoceniające oko okazuje się innym, wcale nie gorszym sposobem odbioru świata niż „mędrca szkiełko i oko”. Obejrzałam ten filmkilka razy, za każdym razem próbując zostawić na boku oceny mieszkanki Europy. Nieszczęście, bieda, piękno, skromność i godność splatają się w jedno. Bo ludzie ci, od świtu do zmierzchu w pracy, emanują jednak godnością.

fot. z archiwum A. Konik
Pozostaję z pytaniami, które noszę w sobie: czy kupując przedmioty z biednych krajów, zastanawiamy się, jakim wysiłkiem powstały i w jakich warunkach pracują ci, którzy je wytwarzają? Jaka część kwoty, którą płacimy za daną rzecz, płynie do ciężko pracujących? Kto na nich zarabia?
Czy z kolei my, mieszkańcy wysoko rozwiniętych krajów, potrafimy wykonywać naszą pracę z sercem? Czy umiemy czerpać euforia z wysiłku, pokonywania siebie lub materii? Czy świadomie wybieramy, dla kogo pracujemy i co wytwarzamy? Co się stało z etosem pracy jako działaniem nadającym naszemu życiu sens? Czy wykonanie chociaż czasem czegoś manualnie – bez maszyn, udoskonaleń, internetu, AI – może być odświeżającym doświadczeniem w świecie, który – coraz wygodniejszy – generuje jednak coraz więcej pasywności, nudy i zaburzeń psychicznych? Gdy się ogląda „A Song of Humble Beauty”, te i wiele innych pytań może w każdym z nas pracować, bo ten poetycki esej filmowy oddaje inicjatywę i odpowiedzialność widzowi. Patrz nieoceniającym okiem. Zadawaj pytania.
W grudniu film będzie pokazywany w 10 kinach w Polsce w ramach programu Insider KFF. Więcej informacji tutaj


