Nie mogąc znaleźć spokoju, obserwowała świat podczas snu małej dziewczynki.

polregion.pl 1 godzina temu

Wanda nie mogła znaleźć sobie miejsca. W ramionach zasnęła mała Zosia, a ona wciąż nie potrafiła odejść od okna. Minęła już godzina, od kiedy wpatrywała się w podwórko.

Kilka godzin temu wrócił z pracy jej ukochany mąż Tomek. Wanda była w kuchni, on jednak nie przyszedł do niej. Gdy weszła do pokoju, zobaczyła, jak pakuje swoje rzeczy.

— Dokąd idziesz? — spytała zmieszana.

— Wychodzę. Odchodzę od ciebie do kobiety, którą kocham.

— Tomek, żartujesz? Coś się stało w pracy? Wyjeżdżasz w delegację?

— Co ty nie rozumiesz? Mamy się dosyć. W twojej głowie jest tylko Zosia, mnie nie zauważasz, o siebie nie dbasz.

— Nie krzycz, obudzisz Zosię.

— Proszę bardzo. Znów myślisz tylko o niej. Facet od ciebie odchodzi, a ty…

— Prawdziwy facet nie porzuciłby żony z małym dzieckiem — cicho powiedziała Wanda i wyszła do córeczki.

Znała charakter męża. Gdyby teraz kontynuowali tę rozmowę, wybuchłaby awantura. W oczach miała już łzy, których nie zamierzała mu pokazać. Wzięła Zosię z łóżeczka i wyszła do kuchni. Tam Tomek nie zajrzy — nie miał tam nic do zabrania.

Przez okno widziała, jak wsiadł do samochodu i odjechał. choćby się nie obejrzał, a ona wciąż nie mogła oderwać wzroku od okna. Może liczyła, iż lada chwila jego auto znów pojawi się na podwórku, a on powie, iż to był tylko głupi żart. Nic takiego się jednak nie stało.

Całą noc nie mogła zasnąć. Nie miała do kogo zadzwonić, by opowiedzieć o swoim nieszczęściu. Dla matki od dawna była nikomu niepotrzebna. Ta cieszyła się, gdy córka wyszła za mąż, i praktycznie od razu o niej zapomniała. Dla Larysy zawsze istniało tylko jedno dziecko — młodszy brat Wandy. Miała przyjaciółki, ale to same mamy w jej sytuacji. Teraz pewnie odpoczywały. I co niby mogłyby dla niej zrobić?

Zasnęła dopiero nad ranem. Próbowała dodzwonić się do Tomka, ale odrzucił połączenie i wysłał SMS-a, by więcej go nie niepokoiła.

Właśnie wtedy Zosia zaczęła marudzić. Wanda podeszła do niej. Nie mogła się załamywać. Odszedł? Niech idzie. Ma córeczkę, o którą musi dbać. Musi wymyślić, jak żyć dalej.

Gdy sprawdziła stan konta i gotówkę w portfelu, ogarnął ją przerażenie. choćby gdyby poprosiła gospodynię o pięć dni zwłoki w opłacie czynszu do czasu wypłaty zasiłku, i tak by jej nie starczyło. A przecież trzeba jeszcze coś jeść. Mogłaby znaleźć pracę zdalną, ale Tomek zabrał swój laptop.

Miała jeszcze dwa tygodnie opłaconego wynajmu, by coś wymyślić. Musiała działać szybko.

Gdy jednak obdzwoniła wszystkich znajomych, zrozumiała, iż nic z tego nie wyjdzie. Nikt nie zatrudni jej z małym dzieckiem. choćby do mycia podłóg ktoś musiałby zająć się Zosią choć na godzinę czy dwie. A nie miała z kim. Zmiana mieszkania też by nie pomogła — i tak wynajmowali już tanie lokum. Jedynym wyjściem była przeprowadzka do rodziców. Ale ona spóźniła się z założeniem rodziny, a brat ożenił się wcześnie. Mieszkał z matką i swoją rodziną, w której rosły już bliźniaki. W dwupokojowym mieszkaniu żyło więc pięć osób. Gdyby dołączyła ona z Zosią, jak mieliby się wszyscy pomieścić?

Wanda powiadomiła gospodynię, iż wyprowadza się po upływie opłaconego okresu. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Tak, mogła wynająć pokój w akademiku, choćby przeglądała takie oferty. Ale sąsiedztwo było tam takie, iż nie życzyłaby go wrogowi. Pisała do Tomka z prośbą o pomoc finansową dla córki, ale nie odpowiadał. choćby nie czytał wiadomości. Pewnie dodał ją do czarnej listy.

Zostało pięć dni do wyprowadzki. Wanda zaczęła pakować rzeczy. Nie było ich wiele, ale potrzebowała czymś zająć myśli. Wtedy zadzwonili do drzwi.

Otworzyła i zastygła w zdumieniu. Na progu stała Krystyna Bronisławówna — jej teściowa.

*„Czyżby moje problemy właśnie się powiększyły?”* — pomyślała Wanda, wpuszczając ją do środka.

Ich relacje nigdy nie były ciepłe. Udawały uśmiechy, choć w sercach żywiły do siebie niechęć. Już podczas pierwszego spotkania przyszła teściowa dała do zrozumienia, iż Wanda jej nie odpowiada. Jak wiele matek uznała, iż syn dokonał złego wyboru. Przecież mógł znaleźć lepszą. Dlatego Wanda od razu powiedziała, iż nie zamieszkają razem. Nie dogadałyby się. Wynajęli więc mieszkanie.

Gdy Krystyna Bronisławówna odwiedzała ich, było jak w tych dowcipach: *„Wandziu, a ty tu w ogóle kurze ścierasz?”* choćby jedzenie, które gotowała Wanda, teściowa omijała szerokim łukiem, mówiąc, iż to danie dla świń. Gdy Wanda zaszła w ciążę, teściowa trochę odpuściła. Ale gdy urodziła się Zosia, od razu oświadczyła, iż dziecko „nie w ich rodzie”, więc Tomek powinien sprawdzić, czy jest ojcem.

Dopiero gdy Zosia skończyła pół roku, Krystyna Bronisławówna zaczęła dostrzegać w niej rodzinne rysy i czasem brała ją na ręce.

Tomek, jak mógł, uspokajał żonę. Mówił, iż matka wychowała go sama i dlatego jest tak zazdrosna. Prosił o cierpliwość — przecież nie przychodziła często. Choć Wanda chętnie skorzystałaby czasem z pomocy, nigdy nie prosiła teściowej.

A teraz stała w jej przedpokoju, i to po tym, jak Tomek odszedł. Pewnie przyszła, by zrobić jej na złość po raz ostatni. Ale Wandzie już wszystko było jedno.

Z zamyślenia wyrwał ją głos Krystyny Bronisławówny:

— No, gwałtownie pakuj rzeczy. Nie ma tu dla was miejsca.

— Krystyno Bronisławówno, przepraszam, nie rozumiem.

— Co tu rozumieć? Pakuj się, mówię. Jedziecie do mnie.

— Do was?

— A ty gdzieś się wybierałaś? Do matki, gdzie „pięciu na ławie”?

— Tak. Wiecie o wszystkim?

— Oczywiście, iż wiem. Szkoda, iż nie wcześniej. Dziś ten dureń mi powiedział. Mam trzypokojowe mieszkanie. Wszystkim starczy miejsca.

Wanda nie miała wyboru. Postanowiła zaryzykować.

Gdy przyjechały do domu Krystyny BronisławPo latach Wanda, Krystyna Bronisławówna, Zosia i ich nowa rodzina siedzieli przy świątecznym stole, śmiejąc się z dawnych trosk, bo teraz wiedzieli, iż najważniejsze to być razem.

Idź do oryginalnego materiału