Rok temu zostałem sam. Po pogrzebie mojej żony powoli dochodziłem do siebie i wtedy uświadomiłem sobie, iż oprócz samotności mam jeszcze jeden poważny problem. Zacząłem dramatycznie odczuwać brak pieniędzy. Żyję bardzo oszczędnie, nie pozwalam sobie na żadne zbytki, a mimo to co chwilę pojawiają się nieprzewidziane wydatki na leki czy wizyty u lekarzy.
Wychowaliśmy z żoną dwoje dzieci, zawsze staraliśmy się im pomagać, oddawaliśmy im każdą złotówkę, jaką mieliśmy. Duża część pieniędzy, które oszczędzaliśmy na dom czy lepsze warunki, trafiała w efekcie do rodzin naszych dzieci. Nie wiem, ile życia mi jeszcze zostało, ale wiem jedno po mnie mieszkanie odziedziczą syn i córka, chyba iż kiedyś zdecyduję się napisać testament i postąpić inaczej, choć na razie tego nie planuję. Dzieci są wykształcone, rozumieją, ile warte jest mieszkanie w Warszawie, i jakie perspektywy wiążą się z jego odziedziczeniem.
Kilka razy próbowałem dać dzieciom do zrozumienia, iż mam problem z domknięciem budżetu. Gdyby przejęły na siebie coraz wyższe rachunki za media, nie musiałbym się martwić, skąd wziąć pieniądze do kolejnej emerytury. Moja córka, Dominika, udawała jednak, iż nie za bardzo rozumie, o co mi chodzi, a w rodzinie syna, Bartosza, wszystkim zarządza synowa, więc moje aluzje i prośby pozostawały bez echa.
Wiem mniej więcej, ile moja córka i syn zarabiają cieszę się, iż powodzi im się dobrze, mają samochody, mogą jeździć na wakacje. Wnuki mają zawsze kieszonkowe, a widząc, z jaką łatwością wydają sumy porównywalne do mojej emerytury, często nachodzi mnie pytanie, czy wychowaliśmy aż tak obojętne dzieci, iż nie chcą widzieć mnie praktycznie bez grosza i nie próbują pomóc w żaden sposób. Przecież z żoną zawsze byliśmy dla nich przykładem jeździliśmy do naszych rodziców z siatkami pełnymi zakupów, kupowaliśmy im lekarstwa, opłacaliśmy wizyty lekarskie i nigdy nie zostawialiśmy ich samych w potrzebie.
Przyjaciel zasugerował mi nawet, żebym, nie pytając dzieci o zgodę, przeprowadził się do któregoś z nich, a mieszkanie wynajął. Nie chciałbym w ten sposób rozwiązywać sytuacji, ale chyba będę musiał, jeżeli kolejna rozmowa z dziećmi nie przyniesie zmiany. Nie jestem w stanie żyć z samej emerytury, a wszystkie oszczędności już poszły na dzieci
Dziś dociera do mnie jeszcze mocniej, iż poświęcając całe życie rodzinie, często zbyt łatwo zapominamy o sobie. Być może trzeba uczyć się stawiać granice i rozmawiać otwarcie choćby jeżeli wcześniej wydawało się, iż dzieci wszystko rozumieją bez słów.








