Nie ma już z kim pogadać. Opowieść o mamie, córce i wiosennych wspomnieniach z warszawskiego liceum …

polregion.pl 14 godzin temu

Mamo, no co Ty mówisz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do Ciebie dwa razy dziennie zapytała zmęczonym głosem córka.

Ależ nie, Małgosiu, co Ty, nie o to mi chodzi westchnęła smutno pani Nina Marciniak. Po prostu nie mam już znajomych w swoim wieku. Zostałam sama ze swojego pokolenia.

Mamo, nie przesadzaj. Masz przecież swoją przyjaciółkę z liceum, Irenę. I w ogóle, jesteś bardzo na czasie, wyglądasz znacznie młodziej niż jesteś. Mamo, no przestań już zmartwiła się Małgosia.

Przecież wiesz, iż Irena ma ciężką astmę, przez telefon nie bardzo może rozmawiać, od razu się dusi. A mieszka daleko, na drugim końcu Warszawy. Kiedyś przyjaźniłyśmy się we trzy, pamiętasz, opowiadałam. No ale Marysi już dawno nie ma. Wczoraj zajrzała do mnie sąsiadka z naprzeciwka, pani Tania. Zaprosiłam ją na herbatę, miła kobieta, często do mnie zagląda. Przyniosła jeszcze drożdżówki, piekła dla wnuków. Opowiadała o dzieciach, wnukach. Ona też już babcia, choć jest ode mnie piętnaście lat młodsza. Tylko jej wspomnienia z dzieciństwa, szkoły, są zupełnie inne niż moje.

A mnie tak bardzo brakuje rozmów z kimś z własnego pokolenia mówiła Nina Marciniak, choć wiedziała, iż córka tego nie zrozumie. Jeszcze jest młoda. Jej czas jest teraz, za oknem, a na wspomnienia nie ma jeszcze ciągot. Małgosia jest naprawdę dobrą i troskliwą córką, to nie jej wina.

Mamo, we wtorek mam bilety na wieczór z romansami. Pamiętasz, iż bardzo chciałaś iść? I już nie marudź, załóż tę bordową sukienkę, w niej wyglądasz prześlicznie!

Dobrze, Małgosiu, już wszystko w porządku, sama nie wiem, czemu tak mi dzisiaj smutno. Dobranoc, jutro znów zadzwonimy. Połóż się wcześniej spać, bo kompletnie się nie wysypiasz przestawiła temat pani Nina.

Tak, mamusiu, dobranoc i Małgosia się rozłączyła.

Nina Marciniak milcząco patrzy teraz przez okno na drgające światła wieczornej Warszawy…

Dziesiąta klasa, też wiosna. Tyle planów. Jakby to było wczoraj. Irenie podobał się wtedy Sławek Malinowski z ich klasy. A Sławkowi z kolei podobała się Nina. Wieczorami dzwonił do niej na numer stacjonarny, zapraszał na spacery. Dla Niny był tylko kolegą, nie chciała go zwodzić.

Potem Sławek poszedł do wojska, wrócił po dwóch latach, ożenił się. Zamieszkał w tej starej kamienicy, w której dawniej mieszkała Irena. Miał wtedy jeszcze telefon stacjonarny numer

Nina, nie do końca świadomie, wystukuje na swoim telefonie ten stary numer. Sygnał nie pojawia się od razu. Wreszcie ktoś podnosi słuchawkę. Chwila szeleszczenia, a potem słyszy cichy męski głos:

Halo, słucham?

Może za późno? Może w ogóle nie powinnam dzwonić? A może Sławek już mnie nie pamięta, albo to nie on?

Dobry wieczór Nina próbuje mówić spokojnie, choć głos lekko jej się łamie.

Cisza, znów szeleszczenie i nagle słyszy zaskoczone:

Nina? To naprawdę Ty?! No pewnie, iż Ty! Poznałbym Twój głos zawsze i wszędzie. Jak się mnie znalazłaś? Przecież choćby sam tutaj rzadko bywam

Sławek, to naprawdę Ty! w Niny głosie rozlega się nagła radość. Tak dawno nikt nie mówił do niej po imieniu, zawsze tylko mama, babcia albo pani Nina, no chyba, iż Irena.

A proste Nina brzmi tak czule, wiosennie, jakby w ogóle nie było tych wszystkich lat.

Nina, jak się masz? Tak się cieszę, iż Cię słyszę te słowa sprawiają, iż serce Niny wybucha radością. Przecież najbardziej się bała, iż ją nie pozna albo rozmowa będzie nie na miejscu.

Pamiętasz dziesiątą klasę? Jak z Witkiem Wojtczakiem pływaliśmy z Wami na łódce po Wiśle? Potem jadł lody na Nowym Świecie i udawał, iż nie zdarł sobie rąk od wioseł. Grali wtedy na skwerze muzykę Sławek mówi cicho, z nostalgią.

Pewnie, iż pamiętam! Nina wybucha szczęśliwym śmiechem. A nasza wycieczka do Kampinosu z noclegiem? Nie umieliśmy otworzyć puszki z konserwą, a tak bardzo chciało się jeść!

No tak! śmieje się Sławek Ale Witek w końcu otworzył, a potem do rana śpiewaliśmy przy ognisku. Przysięgam, wtedy zdecydowałem się nauczyć grać na gitarze.

I jak, nauczyłeś się? głos Niny staje się znów młody, tak bardzo napełniony wspomnieniami. Sławek przypomina jej tyle szczegółów, iż znów czuje się, jak wtedy.

A co u Ciebie teraz? pyta Sławek, po chwili sam sobie odpowiada Zresztą, słychać po Twoim głosie, iż jesteś szczęśliwa. Dzieci, wnuki? Piszesz dalej wiersze? Pamiętam! Rozpłynąć się w nocy, by znów obudzić się nad ranem! Pełne życia!

Ty zawsze byłaś takim słońcem! Przy Tobie człowiek czuł się cieplej w środku, nic nie mogło zamrozić serca. Twoi bliscy mają skarb, mając taką mamę i babcię.

Oj przestań już mnie chwalić Moje lata już minęły

Przerywa jej:

Przestań! Tyle w Tobie energii, iż telefon mi się rozgrzał! Żartuję. Nie wierzę, iż straciłaś euforia życia. Twoje lata jeszcze nie minęły, Nina. Ciesz się i korzystaj z życia. Słońce świeci dla Ciebie.

I wiatr pędzi chmury dla Ciebie.

I ptaki śpiewają dla Ciebie!

Sławek, przez cały czas jesteś marzycielem A jak u Ciebie? Bo tylko o sobie gadam i nagle w słuchawce szumi, coś trzaska, połączenie się urywa.

Nina przez chwilę siedzi z telefonem w ręku. Chciała oddzwonić, ale uznaje, iż nie wypada, jest późno. Może innym razem.

Jak przyjemnie było z nim rozmawiać, ile wspomnień wróciło… Ostry dźwięk telefonu sprawia, iż podskakuje. Dzwoni wnuczka.

Tak, Daria, nie śpię jeszcze. Co mama powiedziała? Tak, mam świetny humor, idziemy z mamą na koncert. Wpadniesz jutro? Super, czekam.

W doskonałym nastroju Nina kładzie się do łóżka. Tyle nowych planów! Zasypiając, układa kolejne wersy wiersza…

Rano Nina postanawia odwiedzić Irenę. Kilka przystanków tramwajem, przecież wcale nie czuje się taka stara.

Irena jest zachwycona:

No wreszcie! Miałaś przyjść od dawna! Wow, kupiłaś tort morelowy? Moją ulubioną! Opowiadaj Irena zakasłała mocno, potrząsnęła dłonią. Spokojnie, mam nowy inhalator, już mi pomaga. Chodź, idziemy na herbatę. Nina, wyglądasz, jakbyś odmłodniała. Co się stało?

Sama nie wiem, piąta młodość! Wyobraź sobie przypadkiem zadzwoniłam wczoraj do Sławka Malinowskiego. No, pamiętasz, Twój ulubieniec z dziesiątej klasy? Zaczęliśmy tyle wspominać, o połowie już zapomniałam. Czemu milczysz, Irka, co Ci? Znowu atak?

Irena zbledła i patrzy w milczeniu na Ninę. W końcu szepcze:

Nina Czy Ty nie wiedziałaś, iż Sławka nie ma od roku? Zmarł. I mieszkał już gdzie indziej, dawno się wyprowadził.

Niemożliwe! To z kim rozmawiałam? Przecież pamiętał wszystkie szczegóły naszej młodości. Tak źle mi było przed rozmową

A po niej poczułam, iż życie jeszcze się nie skończyło, iż są jeszcze siły, jest smak życia… Jak to możliwe? Nina nie może uwierzyć. Ale to był jego głos, słyszałam go! Tak pięknie powiedział: Słońce świeci dla Ciebie. I wiatr pędzi chmury dla Ciebie. I ptaki śpiewają dla Ciebie!

Irena kręci głową, wciąż nie dowierzając. W końcu mówi:

Nina, nie wiem jak, ale to był na pewno on. Jego słowa, jego styl. On Cię kochał. On chciał dodać Ci otuchy choćby stamtąd. I chyba mu się udało. Takiej uśmiechniętej i pełnej energii już dawno Cię nie widziałam.

Kiedyś ktoś poskłada Twoje nadwątlone serce w całość. I przypomnisz sobie, iż jesteś po prostu szczęśliwa.

Idź do oryginalnego materiału