Nie kochasz go, a nam było dobrze – spróbujmy zacząć od nowa, dobrze?

twojacena.pl 12 godzin temu

Nie kochasz go, a nam przecież było dobrze może spróbujemy od nowa, co?

Dziś znów wracam myślami do tego, co było. Ślub, potem rozstanie Trzy lata temu formalnie zakończyliśmy nasze małżeństwo. Obyło się bez dramatów i oskarżeń, zgodnie napisaliśmy w pozwie: niezgodność charakterów. Emilia, nasza córka, była jeszcze malutka. Przez pewien czas żyła w przekonaniu, iż tata wyjechał tylko na chwilę. W weekendy świat kręcił się wokół ich spotkań wracali wieczorem uśmiechnięci, kolację jedliśmy wspólnie. Potem Krzysztof wychodził, a Emilka długo machała mu z okna, pilnowała, żeby tata nie odjechał za szybko

Tydzień temu Emilia skończyła sześć lat. Przez ostatni rok kontakt między nią a Krzysztofem nie był zbyt częsty. Powody były dwa. On poznał kogoś, nie mógł już poświęcać córce każdego weekendu, ja też zaczęłam się z kimś spotykać. Z Arturem poznaliśmy się podczas wycieczki do Biebrzańskiego Parku Narodowego. Ja z Emilką zostaliśmy z tyłu, Artur także zaszedł gdzieś w bok i nie zauważył, iż odłączył się od reszty. Później dogoniliśmy przewodnika razem, zaczęliśmy rozmawiać. Wymiana numerów telefonów i poszło dalej.

Artur był zupełnym przeciwieństwem Krzysztofa raczej małomówny, wyważony, można na nim polegać. Zawsze dotrzymywał słowa, nigdy nie zapominał ani się nie spóźniał. W naszym małżeństwie z Krzysztofem często kłóciliśmy się o codzienne sprawy trochę przez jego zapominalstwo i brak zaangażowania. Chyba dlatego tak skończyliśmy…

Na urodzinach Emilii miał pojawić się zarówno Krzysztof, jak i Artur. Stresowałam się, czy panowie znajdą wspólny język, jak będą się zachowywać. Emilia, wiadomo, czekała przede wszystkim na tatę, chociaż z Arturem zawsze była miła i nie sprawiała kłopotów.

Zaproszeni goście pojawili się punktualnie, tylko Krzysztof się spóźnił. Emilia nalegała, by zaczekać na niego z tortem. Musiałam improwizować wspominki, rozmowy o tym, co u kogo słychać.

W końcu tata pojawił się w drzwiach, z wielkim kolorowym pudełkiem i olbrzymim bukietem dla mnie. Poczułam lekkie zakłopotanie. Artur przywitał się uprzejmie, a Krzysztof, jakby ostatnie trzy lata nie miały znaczenia, od razu zajął miejsce gospodarza domu rozsadzał gości, pilnował napojów, dowcipkował jak dawniej.

Emilia trzymała się go cały czas. Artur oglądał to z dystansem, chyba czuł się nieswojo, choć starałam się nie zostawić go samego.

Po jakiejś chwili Artur przeprosił wszystkich, powołał się na pilne sprawy w pracy i wyszedł.

Kiedy został tylko Krzysztof, atmosfera się zmieniła. Poszliśmy do kuchni po ciasto powiedziałam, żeby trochę się uspokoił. Wtedy były mąż rzucił nagle:
Nie kochasz go, a przecież nam razem było dobrze może damy sobie jeszcze jedną szansę?

Osłupiałam. Przez chwilę nie wiedziałam, co odpowiedzieć. W końcu powiedziałam:
Nie, Krzysiu, nie chcę. My się już nie sprawdzimy. Łączy nas tylko Emilia. Cieszę się, iż jest dla niej dobrym ojcem, iż ona na niego czeka ale ja już na ciebie nie czekam. Zwłaszcza odkąd zacząłeś spotykać się z tamtą kobietą.

On odparł:
To zupełnie co innego, fizyczna sprawa, bez głębszych uczuć Przecież nie planuję z nią przyszłości.
Tym bardziej powinieneś szukać osoby, z którą będziesz chciał być na dłużej, a nie tylko

Goście wracali do domów. Krzysztof wyszedł ostatni, pomógł mi posprzątać, zmył naczynia, położył Emilkę spać. Wciąż z nadzieją patrzył, czy nie poproszę, żeby został na noc. Nie doczekał się podziękował za rozmowę, pocałował mnie delikatnie w policzek i wyszedł

Zadzwoniłam późnym wieczorem do Artura i zapytałam, czy w niedzielę pójdziemy razem z Emilką na piknik. Ucieszył się, jakby znów był dzieckiem powiedział, iż wszystko odłoży na bok i przyjedzie po nas o dziewiątej rano.

Równo o dziewiątej zadzwonił dzwonek do drzwi, a Emilia wykrzyknęła: Hurra! Urodziny jeszcze trwają!. Cała nasza trójka spędziła wspaniały dzień pod chmurką, na łące za miastem. Wieczorem, kiedy wróciliśmy do mieszkania, zapytałam moją córkę:
Emilko, czy miałabyś coś przeciwko, żeby Artur zamieszkał z nami?
Dziewczynka spojrzała mi prosto w oczy i odpowiedziała z powagą:
Ty zawsze na niego czekasz, więc jeżeli zamieszka z nami, będziesz go widywać codziennieEmilka spojrzała na mnie poważnie, przez chwilę milczała, a potem popatrzyła na Artura, który właśnie rozpakowywał jej plecak po wycieczce. Uśmiechnęła się szeroko i powiedziała:
Byłoby super! Wtedy zawsze ktoś będzie w domu, choćby jak tata jest daleko.

Artur przystanął, zaskoczony, wzruszenie przemknęło mu po twarzy. Podszedł do nas, wziął Emilię na ręce, spojrzał na mnie ciepło i cicho zapytał:
A ty jesteś pewna?

Spojrzałam na nich moją córeczkę śmiejącą się głośno, jego, tak innego niż wszystko, co znałam. Był dom, był spokój i radość. Uświadomiłam sobie, iż żaden powrót do przeszłości nie da mi tego, co teraz przyszło niespiesznie, zwyczajnie, z czułością.

Tak odparłam. Jestem bardzo pewna.

Był wieczór, do okien zaglądała czerwcowa mgła. Zamknęłam drzwi na klucz, a w środku poczułam w końcu spokój. Emilia przytuliła się do Artura, ja objęłam ich oboje, a świat choć wciąż nie perfekcyjny znowu wydawał się pełen możliwości.

Idź do oryginalnego materiału