Nie jesteś żoną, a tylko służącą. Dzieci nie masz!
Mamo, Halina się tu wprowadzi. U nas remont, tona gruzu, syf powiedział mąż Haliny, Piotr. Mamy przecież wolny pokój, niech dziewczyna sobie tu pobędzie, co jej szkodzi?
Jemu zdawało się to naturalne, matce jednak ani trochę nie było do śmiechu. Teściowa nie cierpiała synowej.
Ja muszę pracować, nie mogę tu być cały dzień szepnęła Halina.
Halina pracowała z domu, a jedyne czego pragnęła, to cisza i spokój. Piotr znikał do pracy o ósmej rano i wracał późnym popołudniem, a zostawać z teściową na kwaterze przypominało przymusowe wczasy w Rzeszowie po sezonie. Halina lubiła samotność własnych czterech ścian; nikt wtedy nie wchodził jej w paradę.
Siedziały, patrzyły na siebie milcząco przez gęsty dym wieczornej herbaty. Teściowa wolałaby głowę w szafie zamknąć, niż Halinę w swoim domu zobaczyć. ale innego wyjścia nie było.
Usiedli do kolacji, stół w ciapki, lampa bzyczy.
Halina, podaj swój popisowy śledzik z jabłkiem rzucił Piotr.
Piotrze, nie jedz tego paskudztwa wtrąciła teściowa Zrobiłam ci własną sałatkę, zdrowsza, nasze swojskie warzywka.
Halina nagle spoważniała. Piotr miał alergię na paprykę, teściowa o tym wiedziała. Ale kiedyś to bagatelizowała. Za młodu Piotra, mówiła tylko: Dajcie spokój, nic mu nie będzie, aspirynę połknie i minie.
On ma uczulenie. Dlaczego wrzuciłaś paprykę do sałatki? powiedziała Halina cicho.
Nie wymyślaj, Halinko. To tylko kawałek machnęła ręką teściowa. Odrobina cierpienia jeszcze nikogo nie zabiła.
On zachoruje.
Uspokój się, Halina! Jego matka go zna lepiej, niż ty kiedykolwiek będziesz.
Jestem jego żoną. Dbam o niego.
Żona? Służąca raczej. Dzieci nie masz, to o czym tu rozmawiać?
Halina wstała, a krzesłem zadźwięczało o kafle. Uciekła do sypialni, czując, jak pod powiekami zbierają się krwiste żale. Teściowa zawsze potrafiła wygrzebać spod ziemi najczulsze miejsce. Piotr poszedł ją ratować.
Halinko, przepraszam. Może naprawdę lepiej pójdę do rodziców. Albo zanocuję w biurze. Z twoją matką nie wytrzymam już ani chwili.
Daj mi chwilę, pogadam z nią, będzie dobrze prosił Piotr.
To już było, Piotrze sapnęła. Milion razy. Spokoju razem nie zaznamy, nigdy.
Koniec końców zdecydowali się wynająć kawalerkę na obrzeżach Warszawy. Kilka tysięcy złotych miesięcznie bezcenne. Teściowa jeszcze przez tydzień stękała w słuchawkę, potem ucichła. Halina z ulgą wyciągnęła nogi na swojej wersalce i mruknęła do siebie z uczuciem jakiego nie znała: mam, nareszcie, naprawdę życzliwego i wyrozumiałego męża.













