Nie jesteś żoną, jesteś służącą. Nie masz dzieci!
Mamo, Aniela mieszka tutaj. Remontujemy kamienicę przy Starym Rynku, nie da się w niej zamieszkać. Jest wolny pokój, po co miałaby kręcić się w kurzu? rzucił mąż Anieli, Michał, nie kryjąc rozbawienia.
Ten pomysł nie dzierżył go w żadne sztywne kajdany, czego nie można było powiedzieć o jego żonie i teściowej. Zofia, matka Michała, nie znosiła synowej.
Muszę pracować, nie mogę tu zostać szepnęła Aniela, drżącą głową.
Żona Michała pracowała zdalnie, więc potrzebowała ciszy niczym w kościelnym zakątku. Michał spędzał cały dzień w warszawskim biurze, a pod jednym dachem dzielić się przestrzenią z teściową zdawało się być trudnym zadaniem. Aniela przyzwyczaiła się do samotności w mieszkaniu, więc każdy hałas odbijał się w niej echem.
Patrzyła na Zofię i nie mogła znaleźć słów. Zofia nie chciała, by w jej domu gościła Aniela, ale nie było wyjścia. Usiedli przy stole, a z jednego kąta kuchni wyłonił się dym jak z surrealistycznego obrazu, i zaczęli kolację.
Anielo, podaj proszę swoją ulubioną sałatkę powiedział Michał.
Michale, nie jedz tej chemii. Przygotowałam inną, zdrowszą protestowała Zofia, rozciągając ręce jakby chciała złapać niewidzialny wiatr.
Aniela zmieniła wyraz twarzy. Jej mąż był uczulony na pomidory jak Zofia mogła o tym zapomnieć? Zofia, kiedy Michał był mały, nie przywiązywała wagi do alergii. Mówiła: Nie biegaj do lekarzy, dam mu tabletkę i przejdzie.
On ma alergię. Dlaczego włożyłaś pomidory do sałatki? zapytała Aniela.
Co ty wymyślasz? Jeden pomidor, nic się nie stanie odpowiedziała Zofia, zacierając ręce w powietrzu.
On będzie chory.
Anielo, uspokój się. On nie ma alergii. Jego własna matka zna go lepiej niż ty.
Ja jestem jego żoną. Zajmuję się moim mężem.
Ty nie jesteś żoną, tylko służącą. Nie masz dzieci! Kiedy je będziesz mieć, wtedy pogadamy.
Aniela zerwała się od stołu, jakby uniosła się w północ, i poszybowała do sypialni. Zofia zawsze trafiała w bolesne miejsce słowami. Michał przybiegł, by pocieszyć żonę.
Michale, przepraszam. Lepiej pójdę do rodziców albo do biura. Nie będę mieszkał z twoją matką.
Pozwól mi z nią porozmawiać. Ona przestanie!
Nie, już przegadaliśmy to milion razy. Nie dogadamy się pod jednym dachem.
Zdecydowali się wynająć małe mieszkanie przy Krakowskiej, by uniknąć kolejnego rodzinnego skandalu. Zofia oczywiście miała pretensje, ale nie miała wyboru. Aniela, choć wciąż dręczona, poczuła ulgę, iż ma tak wyrozumiałego i życzliwego męża, którego ciepło przypominało złote promienie w grudniowym słoneczniku.













