Nie czuję do ciebie nienawiści

newskey24.com 1 tydzień temu

Nie uwierzysz, jak nic się nie zmienia

Weronika nerwowo skubała mankiet płaszcza, patrząc przez okno taksówki. Za szybą migały znajome od dzieciństwa ulice te same, po których kiedyś biegała z Rafałem, śmiejąc się i snując marzenia na przyszłość. Siedem lat Całe siedem lat nie było jej w domu.

Jesteśmy na miejscu odezwał się cicho kierowca.

Taksówka zatrzymała się miękko pod starym blokiem z wielkiej płyty. Weronika odruchowo sprawdziła, czy ma telefon, wyjęła portfel i zapłaciła kierowcy gotówką stówką złotych. Zamknęła za sobą drzwi, przez chwilę stała bez ruchu, głęboko wdychając powietrze rodzinnego miasta. Naprawdę tu pachniało inaczej niż w Warszawie, gdzie teraz mieszkała świeżo skoszoną trawą z małego skweru, jeszcze ciepłym chlebem z piekarni na rogu i czymś nieuchwytnym, co od razu kojarzyło się z jednym słowem: dom. Od tego serce ścisnęło jej się boleśnie i słodko zarazem, bo była tu zarówno radość, jak i lęk przed tym, co przyniesie powrót.

Przyjechała tylko na kilka dni oficjalnie po to, żeby pomóc mamie z papierami, których odkładanie na później nie miało już sensu. Chciała pospacerować po starych kątach, zobaczyć, czy jeszcze są takie jak kiedyś. Ale w głębi duszy była jeszcze inna, prawdziwa przyczyna tej wizyty bardzo chciała zobaczyć Rafała. A kto wie, może wszystko się jeszcze odwróci?

Wiedziała, iż Rafał mieszka niedaleko. Nie, żeby go śledziła nie miała w zwyczaju wypytywać o niego wprost. Czasem znajomi, których spotykała albo z którymi pisała na Facebooku, niechcący rzucali jego imię. Tak dowiadywała się przypadkiem, iż zmienił pracę i teraz świetnie mu się powodzi, kupił mieszkanie, ściągnął matkę z drugiego końca Polski Ilekroć słyszała coś o nim, przed oczami pojawiał się jego obraz ciekawe, czy bardzo się zmienił? Czym żyje? O czym myśli? gwałtownie jednak odpędzała te myśli, bała się puścić je zbyt daleko

*************

Następnego dnia rano Weronika wyszła na miasto. Nie miała żadnych planów. Chciała po prostu powłóczyć się po centrum, poczuć rytm ulic, popatrzeć na witryny sklepów, zobaczyć miejsca, które kiedyś były całym jej światem. Zatrzymała się przed kiosk, w którym kiedyś kupowała Bravo Girl, na ławce pod blokiem tam z kumpelami dzieliły się plotkami, mijała knajpkę, w której pierwszy raz zamówiła cappuccino i niemal wylała je na nową bluzkę.

I nagle go zobaczyła.

Rafał szedł drugą stroną ulicy. Nie zauważył jej, był zamyślony, z głową lekko pochyloną. Weronika zaniemówiła. Miała wrażenie, iż przestaje oddychać. Wyglądał prawie tak samo jak siedem lat temu wysoki, z tą charakterystyczną swobodą w ruchach. choćby fryzurę miał taką samą.

Nie zastanawiając się, przeszła na drugą stronę na przejściu, sygnalizator już migał na żółto, klakson zawył, ale ona choćby tego nie odczuła. Nogi same ją niosły, serce waliło jak młot.

Rafał! krzyknęła, dopadając go przy wejściu do sklepu.

Głos jej zadrżał nie wiedziała, iż tak bardzo się boi. On się odwrócił. Na jego twarzy nie pokazała się żadna emocja.

Weronika? rzucił sucho, obojętnie niemal.

Ten spokojny, odległy ton bolał bardziej niż cokolwiek innego. Wszystko, co tłumiła od siedmiu lat, wybuchło w jednej chwili. Łzy napłynęły do oczu, a głos zaczął się łamać.

Rafał ja Tak bardzo cię skrzywdziłam wyrzuciła z siebie, wylewając słowa, jakby bała się, iż jeżeli się zatrzyma, już nie będzie w stanie ich z siebie wydobyć. Wiem, iż nie mam prawa choćby się tu zbliżać, ale łkała już otwarcie, nie próbując choćby wycierać łez. Kocham cię, przez cały czas cię kocham. Przepraszam. Błagam, wybacz.

Mówiła szybko, chaotycznie w głowie przelatywały jej tysiące uzasadnień, opowieści, próśb, ale teraz liczyły się tylko te słowa: kocham cię, przepraszam.

Objęła go dzień moim ruchem, przytuliła się do jego piersi, jakby tak mogła cofnąć czas o siedem lat. Nie widziała ani ludzi spieszących ulicą, ani samochodów, tylko jego ciepło i tę ostatnią desperacką nadzieję, iż on ją też przytuli.

Rafał nie odsunął się od razu. Przez ułamek sekundy wydawało się Weronice, iż coś w nim drgnęło ramiona lekko opadły, jakby sam chciał odwzajemnić jej gest. Ta ulotna chwila zapaliła w niej iskierkę: może jeszcze da się coś naprawić, może i on tęsknił

Ale moment minął. Rafał mocno złapał ją za ramiona i delikatnie, ale stanowczo odsunął. Oczy miał spokojne, ale zimne. Już nie był tym chłopakiem, z którym kiedyś śmiała się do rozpuku. Przed nią stał dorosły facet, nieprzejednany, przez lata wykuwający w sobie dystans i obojętność.

Idź stąd wyszeptał jej do ucha.

Powiedział to beznamiętnie, tak jakby była kompletnie obcą osobą, która już nic dla niego nie znaczy.

Nienawidzę cię dorzucił po chwili, tym razem w głosie pobrzmiewała czysta pogarda.

Odwrócił się i odszedł, choćby nie oglądając się za siebie. Weronika stała jak rażona prądem. Mijali ją ludzie, świat żył swoim rytmem ktoś krzyczał komuś z okna, tramwaj dzwonił na następnych światłach, dzieci bawiły się na pobliskim skwerze A ona niczego już nie dostrzegała.

Słyszała tylko oddalające się kroki Rafała, swoje urywane, szarpane oddechy i wciąż tę samą myśl: To już koniec. Na zawsze.

Szedł do domu jak przez mgłę, nogi słuchały jej tylko z rozpędu, a przed oczami miała pustkę. Chciała tylko zniknąć.

Wchodząc do mieszkania mamy, choćby się nie odezwała usiadła bez słowa przy stole, patrząc w okno. Mama zobaczyła jej zapłakane oczy i wygasłą twarz. Nie pytała o nic, tylko westchnęła cicho i poszła zagotować wodę na herbatę. Zwyczajny dźwięk, prosty zapach herbaty i widok znajomej filiżanki wszystko było takie zwykłe, a jednocześnie zupełnie inne niż to, co działo się w jej sercu. Tylko takie zwyczajności pozwalały jej złapać oddech.

Nie wybaczył wyszeptała w końcu, tuląc kubek w dłoniach. Ciepła para łaskotała ją po twarzy, ale prawie tego nie czuła. Palce zaciskała coraz mocniej, jakby to one były jedyną kotwicą, a spojrzenie wbijała w bursztynowy płyn.

Mama usiadła obok, głaskała ją po ramieniu, cichutko, tak jak wtedy, kiedy Weronika wracała do domu z rozbitym kolanem. Ten odruch natychmiast uruchomił dziecięce wspomnienia, poczuła się nagle krucha i mała.

Przecież wiedziałaś, jak to się kończy powiedziała mama, bez pretensji, raczej z czułym smutkiem.

Wiedziałam skinęła głową. W głosie słychać było zmęczenie. Ale miałam nadzieję. Naiwna, co?

Wcale nie. Sama podjęłaś decyzję. Bardzo go wtedy zraniłaś, długo nie mógł się pozbierać On zrobił się jak ten Kaj z Królowej Śniegu dodała cicho mama. Nikogo już potem do siebie nie dopuścił.

Weronika westchnęła, odstawiła herbatę i opadła ciężko na oparcie. Przed oczami znów stanęło jej siedem lat wstecz.

Wtedy wszystko wydawało się takie proste. Miała dwadzieścia dwa lata, świat przed sobą, wydawało się, iż wszystko można mieć od razu. Był Rafał dobry, pewny, zawsze w pobliżu, gotowy pomóc, choćby jeżeli był zmęczony po pracy i studiach wieczorowych. Nie mówił dużo, ale robił więcej niż wszyscy razem.

Ale był jeden problem przynajmniej tak jej się wtedy wydawało. Rafał pracował fizycznie na budowie, uczył się zaocznie, marzył o swojej firmie budowlanej. Plany miał rozsądne, ale wymagały jeszcze czasu a Weronika nie chciała czekać.

Nie chodziło jej o bogactwo, tylko o stabilizację. Nie marzyła o willi pod Warszawą po prostu chciała mieć poczucie, iż cokolwiek się stanie, da sobie radę. Chciała wiedzieć, iż za rok czy pięć będzie miała prace, mieszkanie, swoje zaplecze. Z Rafałem wszystko było trochę nieokreślone: dorabianie na lewo, wieczorne kursy, przyszłość rozmazana za tyle lat

I kiedy wujek z Warszawy zaproponował jej pracę w swojej firmie, zgodziła się od razu, nie zastanawiała się długo. To był konkret, szansa, którą trzeba było wykorzystać.

Ale była i druga prawda, ta, o której Weronika próbowała nie myśleć. W tym trudnym okresie pojawił się w jej życiu Igor. Biznesmen, dwa razy starszy, pewny siebie, obyty. Poznali się przypadkiem na firmowej imprezie Weronika czuła się wtedy nieco nieswojo, świeżo miastowa, w nowej sukience. Igor od razu się nią zainteresował, zagadał, był szarmancki i bardzo przekonujący.

Wszystko zaczęło się niewinnie: kilka kwiatów z karteczką Dla najpiękniejszej, potem kolacja w restauracji, w której ceny przyprawiały ją o zawrót głowy, wyjście do teatru, na wystawę, a potem prezenty jedwabne chustki, delikatna biżuteria, buty za miesięczną pensję. Każdy gest okraszał uwagą, iż ona zasługuje na więcej niż sobie wyobraża. Że powinna nauczyć się przyjmować to, co niesie los.

Najpierw się broniła, trochę wycofywała, tłumaczyła, ale Igor był zbyt dobry w przekonywaniu. Z czasem przyjęła jego świat jazda taksówkami, wybieranie prezentów bez patrzenia na cenę, luksusowe knajpki i miękkość nowych sukienek. To było jak bajka, z której nie chciało się wybudzać.

Płynnie zaczęli się spotykać. Nie dlatego, iż czuła wielką namiętność ten świat po prostu był wygodny, bezproblemowy. Nie martwiła się już o kasę na czynsz, o nowy komplet ubrań na kolejny dzień. On się wszystkim zajmował, dając jej beztroskę, za którą Weronika coraz mocniej przepadała.

Tak bardzo, iż zapomniała o chłopaku, który tęsknił i czekał. Z czasem choćby go pogardzała i nie kryła się z tym, powtarzając, iż Rafał nigdy się w życiu nie wybije.

Raz wróciła do rodzinnego miasta. Nie po to, żeby pogadać z Rafałem, nie po to, żeby się tłumaczyć. Chciała mu po prostu pokazać, jak teraz wygląda życie kobiety z klasą. Chciała, żeby zobaczył, iż nie pomyliła się w wyborze wywalczyła sobie wszystko, co najlepsze. I niech wie, iż nie żałuje.

Zaplanowała wszystko wybrała spotkanie w najmodniejszej kawiarni na rynku, tej, do której Rafał wpadał czasem po pracy. Włożyła odświętną sukienkę od Igora, nową torebkę i pierścionek z dużym bursztynem. Usiadła w rogu sali, przy oknie, demonstrując szeroki, nieco sztuczny śmiech w chwili, kiedy Rafał wszedł do środka. Musiał ją zobaczyć. Ich spojrzenia się skrzyżowały w jego oczach ujrzała ból, niedowierzanie, ogromny żal Ale nie odwróciła wzroku. Wprost przeciwnie patrzyła mu wyzywająco w oczy.

I wtedy myślała, iż wygrała. Zasłużyła na lepszy świat, wybrała dla siebie pewność zamiast gdybania i marzeń. Było jej się wydawało, iż jest wreszcie szczęśliwa.

Tylko kiedy Rafał wyszedł z kawiarni, a ona została z nowym znajomym, jej śmiech ucichł. Spojrzała na pierścionek, na torebkę, na swojego adoratora i nagle wszystko wydało jej się obce, sztuczne, bez znaczenia. Dosyć gwałtownie zrozumiała, iż wszystko to jest pozorne i pustka wróciła ze zdwojoną siłą.

*************

Ta wygrana gwałtownie okazała się gorzka. Przez pierwsze miesiące Igor jeszcze był taki, jak na początku: kwiaty, restauracje, komplementy. Ale potem ogniwo przygasło, tak jakby zabrakło mu paliwa. Najpierw przestał ją komplementować, potem coraz częściej pojawiały się niewybredne uwagi: Może byś bardziej o siebie zadbała?, Dlaczego tak głośno się śmiejesz? To nie wypada, Może czas znaleźć lepszych znajomych niż te twoje prowincjonalne koleżanki?.

Bywał coraz rzadziej, często znikał na całe tygodnie, zostawiając ją samą w wynajętym przez siebie apartamencie. Weronika wracała z pracy, siadała na łóżku, słuchała tylko odgłosu zegara w pustym mieszkaniu. Gdy próbowała wyjaśnić, iż coraz gorzej się z tym czuje, zbywał ją, rzucając bez cienia emocji:

Przecież masz wszystko, o czym marzyłaś. Czego ci jeszcze brakuje?

Weronika tłumaczyła sobie, iż pewnie jest zmęczony pracą, stresem, iż to taki trudny okres Ale dobrze wiedziała, iż po prostu była dla niego nową zabawką, którą się znudził. Wszystko przestało mieć znaczenie: sukienki, które kiedyś kochała, zwisały martwo na wieszakach, kolczyki i bransoletki pokrywały się kurzem, restauracje napawały ją tylko niechęcią. choćby perfumy, które kiedyś uważała za symbol awansu społecznego, teraz przyprawiały ją o mdłości.

Coraz częściej patrzyła tęsknie przez okno i myślała: A co, gdyby ale nie pozwalała sobie kończyć tego zdania, bo wiedziała, jakie pytanie za tym idzie: I co dalej?

W tych samotnych wieczorach, gdy w apartamencie panowała złowroga cisza, Weronika coraz wyraźniej widziała, iż jej marzenia o stabilizacji okazały się puste. Bez kogoś, z kim chce się dzielić tę stabilność, wszystko traciło sens.

Myślami coraz częściej wracała do Rafała. Przypominała sobie jego dłonie szorstkie, silne, a jednocześnie tak czułe, gdy brał ją za ręce. Czuła jego miękki, spokojny uśmiech, który pojawiał się tylko w domu. Pamiętała, iż nie obiecywał złotych gór, po prostu mówił o tym, co zechcą razem osiągnąć. I tylko przy nim naprawdę czuła się bezpieczna

*************

Trzeciego dnia pobytu w domu poszła do parku, gdzie kiedyś chodzili razem z Rafałem. Miała ochotę posiedzieć na tej samej ławce pod klonem tam wygadywali się, śmiali się z głupot Kiedyś Rafał powiedział: Wiesz, marzę o tym, żebyśmy mieli dom pełen słońca i śmiechu. Brzmiało wtedy naiwnie, ale teraz uświadomiła sobie, ile straciła

Zatrzymała się przy tej ławce, wciągając głęboko powietrze. I wtedy usłyszała znany głos:

Weronika?

Odwróciła się, a tam stał Tomek, ich wspólny znajomy z Rafałem. Zdziwił się jej widokiem, ale gwałtownie się uśmiechnął, szczerze, serdecznie.

Nie wierzę! Co cię tu przywiało? zagadał.

Weronika zawahała się chwilkę, starając się opanować głos.

U mamy jestem. Porządki, trochę spraw

Tomek zaproponował spacer i usiedli razem na ławce. Przez chwilę rozmawiali o wszystkim i niczym o nowościach w mieście, starych znajomych Weronika czuła, jak trochę puszcza napięcie.

Po paru minutach Tomek spytał nagle:

A widziałaś Rafała?

Zapadła cisza. Weronika opuściła wzrok na jesienne liście pod nogami. Przed oczami znów miała wczorajszą scenę. W końcu szepnęła:

Tak, wczoraj.

I co? dopytał.

Nie chce mnie znać. Nienawidzi mnie przyznała krótko.

Tomek westchnął, oparł się łokciami na kolanach i zapatrzył w głąb parku.

On bardzo długo dochodził do siebie. Po prostu zniknęłaś, Weronika. Bez słowa, bez pożegnania. Dla niego to był cios prosto w serce.

Zacisnęła pięści. Wiedziała to wszystko, ale słysząc to od kogoś innego, bolało jeszcze bardziej.

Wiem. Mam ogromną winę

Tomek nie oceniał jej, nie spieszył się z morałami. Mówił spokojnie:

Próbował cię zapomnieć, spotykał się choćby z kimś, ale Nie wyszło mu. Po tej waszej słynnej kawie z Igorem był wrakiem człowieka, nie chciał się z nikim widywać.

Weronika skinęła głową. Miała przed oczami obraz samotnego Rafała. Rozumiała, iż była źródłem jego bólu.

Myślałam, iż wybierając stabilizację, wybieram dobrze wyszeptała. Ale dziś już wiem

Tomek nie przerywał. Dali sobie czas. Liście szumiały, dzieci śmiały się w oddali. Życie toczyło się dalej, bez względu na ich dramaty.

Weronika przygryzła wargę, łzy same napływały do oczu.

Nie proszę go o wybaczenie, wiesz? dodała cicho. Chciałam tylko, żeby wiedział, jak bardzo żałuję. Że każdego dnia myślę o tym, co zrobiłam. To mnie dręczy. Codziennie.

Tomek spojrzał na nią z uwagą.

Może nie musi tego wiedzieć powiedział w końcu stanowczo. Daj mu spokój, nie wracaj. On już swoje przeszedł. Teraz w końcu zaczyna żyć po swojemu Wczoraj zadzwonił do mnie. Był kompletnie pijany. Nie widziałem go takiego, chroń go przed sobą, Weronika Daj mu szansę na nowe życie.

Syknęła z bólu, ale wiedziała, iż ma rację. Jej powrót i próba naprawienia wszystkiego mogły tylko rozgrzebać stare rany.

*************

Wieczorem siedziała przy oknie, patrząc na światełka miasta. Żółcie, czerwienie, błyski samochodowych reflektorów wszystko łączyło się w mozaikę, która w żaden sposób nie przykrywała pustki w środku. Myśli krążyły: wyobrażała sobie jakby to było, gdyby została. Pierwsze wspólne mieszkanie, Rafał próbujący rozkręcić firmę, wspólne plany, śmiech mimo przeciwności Tyle momentów uciekło bezpowrotnie.

Następnego dnia wyjechała. Powoli, zachowując się jakby chciała do ostatniej chwili odkładać wyjazd. Mama tylko stała w drzwiach, bez słowa, ze smutnym, ciepłym spojrzeniem.

Trzymaj się powiedziała mama, przytulając ją na pożegnanie.

Weronika skinęła głową, przytuliła się, wsunęła nos w znajomy zapach domu i zeszła po schodach.

Na dworcu kupiła bilet powrotny do Warszawy. Parę godzin w pociągu, międzyludzkim szumie Może to pozwoli jej się pogodzić z rzeczywistością.

Pociąg ruszył powoli, za oknem mignęły jeszcze raz znajome bloki i place zabaw, piekarnia z szyldem wszystko zwyczajne, a nagle takie dalekie. Gdzieś wśród tych ulic został ktoś, kogo kochała nad życie; ktoś, kogo nie umiała pożegnać ani przeprosić w swoim czasie.

*************

Minęło pół roku. Weronika niby żyła jak dawniej: praca, kawa z koleżankami, wyjście do kina raz na jakiś czas. Na zewnątrz była taka sama, wewnątrz już nie. Przestała uciekać przed przeszłością, nauczyła się ją przyjmować bez wstydu, choć dalej bolało. Wiedziała, iż skrzywdziła Rafała i nie da się już tego cofnąć ale życie toczy się dalej.

Pewnego wieczoru, gdy gotowała kolację, zadzwonił jej telefon nowy numer. Otworzyła wiadomość. Jedno zdanie: Nie nienawidzę cię. Ale nie potrafię ci wybaczyć.

Dłoń jej zadrżała, usiadła na podłodze, przyciskając komórkę do serca, jakby próbowała poczuć bicie cudzego serca tego, kto napisał te słowa.

Nie wiedziała co to oznacza. Czy to zamknięcie, czy początek. Po raz pierwszy od dawna poczuła, iż jest między nimi niewidzialna nić krucha, cienka, ledwie wyczuwalna. Ale to była jakaś więź. Ktoś, gdzieś daleko, jeszcze potrafił o niej pomyśleć i wystukać tych kilka słów.

Weronika uśmiechnęła się przez łzy. Może to nie jest koniec? Może kiedyś uda się porozmawiać spokojnie, bez żalu, bez szukania winnych. Może znajdą słowa, dzięki którym oboje pójdą naprzód razem lub osobno, ale już z czystym sumieniem.

Na razie wystarczyło jej świadomość, iż tam, kilkaset kilometrów stąd, żyje ktoś, kto ją pamięta nie jako błąd, ale jako część własnej historii.

I to na dzisiaj było już wystarczające.

Idź do oryginalnego materiału