Nie chciała, ale to zrobiła
Palenia papierosów nie umiała, ale była przekonana, iż pomaga jej to uspokoić nerwy. Stała na podwórku przed domem i patrzyła na wiejską ulicę, jej myśli krążyły wokół smutnych, ciężkich spraw. Ostatnio życie przyniosło jej sporo zmartwień.
Julia mieszkała sama w domu po zmarłej babci, rodzice żyli w sąsiedniej wsi, siedem kilometrów dalej. Chciała samodzielności, miała już dwadzieścia trzy lata. Pracowała na poczcie.
Nie skończyła choćby papierosa, zgasiła go i wyrzuciła:
Nie podoba mi się to palenie, a Gosia pali non stop, to ona mi poleciła, ponoć pomaga na nerwy, ale nie sądzę myślała.
W tym momencie podjechał pod jej dom samochód nowego dzielnicowego, Piotra, którego przenieśli ze Szczytna. Julia wiedziała o nim z opowieści koleżanek z poczty. Przez chwilę śledziła wzrokiem jego auto i weszła do domu, zaczynało się ściemniać, a ją dziś czekało coś ważnego i niebezpiecznego
Poprzedniego dnia w urzędzie pocztowym nie było tłumu, ale co chwilę pojawiał się ktoś z miejscowych.
Jutro tu będzie prawdziwy tłok rzuciła pani Halina dziś cisza przed burzą, bo za chwilę wypłata emerytur.
Pani Halina pracowała na poczcie od młodości, wszyscy ją znają, a ona wszystkim powtarza:
Już trzydzieści lat pracuję na poczcie, wszyscy mnie tu kojarzą, nie wyobrażam sobie innej roboty.
Oj, pani Halinko śmiała się młoda Gosia moja mama mówi, iż bez pani i poczta by nie działała. Wszystko tu się na pani opiera.
Bez przesady, znalazłby się ktoś, kto mnie zastąpi, moje miejsce nie jest święte. Odejście na emeryturę to tylko kwestia czasu
Dzień dobry weszła pełniejsza kobieta w wieku około czterdziestu dwóch lat, Marlena. Ufff, gorąco dzisiaj. Przyszłam, bo sąsiadka babcia Franciszka, prosiła, żeby zamówić dla niej prenumeratę czasopisma. Ona bardzo lubi czytać gazety. Jutro z samego rana wyjeżdżamy nad morze, aż do Chorwacji Prosiła, bo kończy jej się prenumerata, a boi się zostać bez lektury Biedna, nie chodzi już, więc sporo czyta. Twierdzi, iż czas wtedy szybciej leci.
Marlena, nie boisz się lecieć tak daleko, jeszcze samolotem? dopytywała pani Halina Chorwacja to świetny wybór, popluskacie się w słońcu, mówiła z nutą zazdrości, jakby sama niedawno tam była.
Nie boję się. Pierwszego dnia wrzucę zdjęcia do internetu, kupiłam nowy strój kąpielowy, więc śledźcie moje relacje obiecała Marlena i wyszła.
Tyle pieniędzy potrzeba, żeby całą rodziną lecieć do Chorwacji przewróciła oczami Gosia.
A co się dziwić, jej mąż Krzysiek ma gospodarstwo rolne, pieniądze się tam kręcą skwitowała pani Halina.
Julia milczała, siedziała pod ścianą, patrzyła w monitor i wszystko uważnie słuchała, obserwowała. Myślała
Po pewnym czasie pojawił się dzielnicowy Piotr i wesoło zagadał:
Dzień dobry, czekam na zawiadomienie, sprawdzicie czy coś jest? skierował się do Gosi, przy czym dostrzegł Julię i zamilkł, patrząc na nią.
Nie wiedziałem, iż tu tak ładne panie pracują Tylko bardzo smutna rzucił.
Pani Halina śledziła jego spojrzenie.
Aaa, Julia niedawno pochowała narzeczonego.
Rozumiem powiedział cicho Piotr, a Gosia oznajmiła, iż nic na jego nazwisko nie przyszło.
Trzy tygodnie wcześniej narzeczony Julii, Paweł, zginął tragicznie. Znaleźli go zamordowanego w mieście, na opuszczonej parceli. Mówiło się, iż hazardowo się zadłużał, grywał po kryjomu w nielegalnym klubie. Julia o tym nie wiedziała. Policja nie złapała sprawcy, ale do Julii zapukano późnym wieczorem dwóch młodych mężczyzn z miasta. Wcześniej widziała Pawła z nimi.
Twój narzeczony był nam winny sporą sumę.
Ale on nie żyje wystraszona Julia.
Ale długi się nie kończą ze śmiercią. Ty musisz je spłacić jeden z nich, Marcin, wymienił kwotę sto tysięcy złotych.
Skąd niby mam wziąć takie pieniądze?
Twój problem. U was we wsi są zamożni. Myśl! patrzył słodko, ale groźnie.
Nie wiem, kto jest bogaty
Nie ściemniaj, na poczcie pracujesz, masz pełną wiedzę powiedział Marcin zdecydowanie. Nam kasa jest potrzebna. Za dwa tygodnie wracamy po pieniądze. Jak pójdziesz na policję, już nie będziesz żyć. Tu są wytrychy, każdy zamek otworzysz dodał.
Gdy wyszli, Julia zatrzasnęła drzwi i długo stała, nasłuchując ciszy. Krew pulsowała w skroniach, dom pogrążony był w mroku. Po dobie Julia zdecydowała się w nocy zakraść do domu Marleny wiedziała, iż wyjechali, a psa nie mieli w obejściu, tylko brama była zamknięta, ale przeskoczyła przez płot.
Nie wiedziała, jak wejdzie do środka, ale jak jej poradził Marcin, wytrychem otworzyła zamek. Serce waliło, łamała prawo, była jak tamci bandyci, którzy zmusili ją do tej zbrodni.
Julia przez długi czas szukała pieniędzy w dobrze oświetlonej przez latarnię na ulicy sypialni.
Boże, co ja robię myślała żyć bardzo chcę, Paweł, coś ty narobił. Ty już nie musisz cierpieć, a ja za ciebie ryzykuję wolnością.
Wiedziała, iż powinna udać się na policję, ale panicznie bała się Marcina. Znalazła jedynie piętnaście tysięcy złotych, w szufladzie komody złote pierścionek Marleny i bransoletę. Na biurku zobaczyła laptop, schowała go również do torby.
Cicho wyszła z domu, zarzuciła torbę na ramię, rozglądała się, niemo w ciemnościach, szczeknął gdzieś leniwie pies sąsiadów. Żadnej żywej duszy, nic nie zauważyła. Dygotała ze strachu.
W domu ukryła torbę w starym babcinym kufrze w komórce, pod zapomniane ubrania. Nie zmrużyła oka tej nocy, ból głowy nie opuszczał ją przez cały dzień w pracy. Około południa wyskoczyła z poczty do miejscowego baru.
Dzień dobry przywitał się Piotr, a ona aż podskoczyła wystraszona, uśmiechnął się nie bój się, po prostu nam po drodze, też tu jem.
Dzień dobry odparła cicho, analizując w głowie: czy on już wie o kradzieży? Czekał tu na mnie?
Tak, czekałem zażartował Piotr.
Zobaczyła wesołe spojrzenie, poczuła ulgę, on żartował. Od tej pory zaczęli często jadać razem, a wieczorami Piotr odprowadzał ją z pracy, później zostawał u niej.
Plotki rozeszły się gwałtownie po wsi:
Złapała Julka dzielnicowego, sprytna! narzekała Tamara Piotr podobał się mojej Elżbiecie, przegapiła okazję, a tu nagle ta
Daj spokój, widać, iż Piotr zakochany w Julii, Iskrzy między nimi.
Łączyła ich prawdziwa miłość, choć część sąsiadek oskarżała Julię:
Narzeczonego dopiero co pochowała, a już z kimś innym.
I co ma, całe życie sama cierpieć? bronili jej inni.
Julia nie miała spokoju, zbliżał się dzień, w którym mieli pojawić się po dług. Bała się co jeżeli Piotr będzie akurat u niej Bardzo chciała się mu przyznać, ale czas uciekał. Nie wytrzymała, dwa dni przed terminem postanowiła:
Piotr, muszę ci coś powiedzieć zaczęła nieśmiało, a on się roześmiał.
Wiem, kocham cię bardzo
Nie o tym
Piotr słuchał w skupieniu, trudno mu było uwierzyć, iż taka delikatna kobieta mogła zrobić coś takiego. Ale po chwili uzmysławiał sobie: przecież ją zastraszyli.
Julka, będziesz musiała odpowiedzieć za to. Gdzie są te rzeczy? Trzeba było od razu do mnie zadzwonić
Oddała mu torbę, długo rozmawiali, przekonywał ją, uspokajał. Dwa dni później zapukali późno do jej domu Marcin z kolegą, zażądali pieniędzy.
Nie znalazłam całej kwoty, ale coś wymyślę, proszę o jeszcze trochę czasu błagała.
Marcin złapał ją za ramię i ścisnął boleśnie.
Czas się skończył. Albo pieniądze, albo szarpał ją za bluzkę, rozdarł ją. W tym momencie jego kolega upadł na podłogę, chwilę później Marcin. Obaj leżeli skuci, Piotr już zakładał im kajdanki, drugi policjant prowadził wspólnika Marcina.
Już po wszystkim wyszeptał Piotr dostaną za swoje. Rano zgłoś się na komendę, będziemy to wyjaśniać.
Julia ze szczegółami opowiedziała o wszystkim śledczemu. Marlena wróciła z rodziną z wakacji, rzeczy gwałtownie jej oddano. Piotr poprosił, by winę Julii zachowano w tajemnicy. Tak się wszystko ułożyło. Nikt by się nie spodziewał, iż Julia taka spokojna dziewczyna mogłaby zrobić coś takiego. Wieś była przekonana, iż to Marcin i jego wspólnik, oni też zamordowali Pawła. Trafili na długo do więzienia.
Wkrótce Piotr oświadczył się Julii i odbyło się wesele. Miłość Piotra oczyściła Julię ze wszystkich win i uleczyła jej rany. Teraz razem wychowują córeczkę Zosię.
Nauczyłem się, iż nigdy nie wolno milczeć wobec zagrożenia pomoc może być bliżej, niż nam się wydaje.














