Nie będę mógł żyć bez was

newskey24.com 1 dzień temu

Nie potrafię żyć bez was

Iga, przepraszam, zakochałem się w innej. Odchodzę, mieszkanie zostaje wam. Wybacz, iż znikam tak cicho, bez uprzedzenia. Nie mogłem patrzeć na twoje łzy, więc zostawiam ci tę kartkę. Uwierz mi, mnie też nie jest łatwo… Ucałuj ode mnie syna

****

Słoneczko, wstawaj! Iga obudziła syna, Igorka, a potem przeszła do sypialni, gdzie spał jej mąż Sławek.

Kochanie, zaraz musisz się zbierać do pracy! Pobudka! zaśmiała się, gilgocząc wystającą spod kołdry piętę męża.

Sławek warknął z niezadowoleniem i przewrócił się na drugi bok. On zawsze miał problem ze wstawaniem, w przeciwieństwie do Igi. Ona już o świcie była na nogach: zanim obudziła swoich chłopaków, jak ich nazywała, zdążyła zrobić śniadanie, ogarnąć siebie oraz mieszkanie. Ale też i spać chodziła wcześnie, bo dzień ją wykańczał.

Siedziała w kuchni, gdy z pokoju wyszedł ziewając Igorek.

Najpierw umyć zęby, potem śniadanie wskazała mu łazienkę.

Chłopiec bez protestów poszedł się myć. Po kilku minutach, kiedy jedli już we dwoje w kuchni, w drzwiach stanął Sławek.

Wiesz co, chyba dziś zostanę w domu. Zaraz zadzwonię do pracy, uprzedzę

Był blady jak ściana, przez co Iga poczuła niepokój.

Co się stało? Źle się czujesz?

Głowa mi pęka… I jeszcze niedobrze mi… Sławek oparł się o framugę drzwi.

Iga zerwała się, przyłożyła dłoń do jego czoła i z troską popatrzyła mu prosto w oczy.

Chyba nie masz gorączki. Może mam z tobą zostać?

Nie, Iguniu, ty jedź do pracy, Igorka zawieź do szkoły, a ja się prześpię może mi minie. Odpocznę trochę.

Zadzwoń, jakby co przestrzegła go Iga.

Jasne, kochanie uśmiechnął się słabo do zobaczenia wieczorem.

Przez cały dzień Iga chodziła jak na szpilkach, martwiąc się o chorego na pozór męża. Był taki zmęczony i blady. Może ostatnio za dużo pracuje tłumaczyła sobie. Jednak w środku czuła niepokój, coś wisiało w powietrzu.

Załatwiła wszystko szybciej w pracy, zabrała syna ze szkoły (poszedł do kolegi, ale przyjechała po niego), a potem wróciła do domu. Z każdą minutą niepokój narastał, a Igorek coraz częściej spoglądał na nią z troską.

Mamo, co się dzieje? zapytał w drodze do bloku. Miałeś mnie odebrać później. I w ogóle dziwnie wyglądasz, jesteś blada. Wy oboje chorzy?

Spojrzała na dwunastoletniego już syna. Przestał być mały, ale wciąż był dzieckiem, którego nie chciała niepotrzebnie straszyć.

Nic się nie dzieje, Igorku, martwię się po prostu o twojego tatę. Źle się czuł, chcę sprawdzić, czy wszystko w porządku.

Igor coś burknął pod nosem, ale więcej nie zamęczał pytań. Dojechali do celu bez przygód i Iga pędem ruszyła do windy, a Igorek gramolił się za nią z ciężkim tornistrem. Nie rozumiał, co ją tak niepokoi.

Iga z trzęsącymi się dłońmi otworzyła drzwi od mieszkania i wpadła do środka. Panowała cisza. Po Sławku nie było śladu. Przeszła wszystkie pokoje i wróciła do salonu, gdzie stał Igor. Był blady jak ściana, oczy miał pełne łez. W ręce ściskał jakiś liścik, który najwyraźniej przeczytał.

Co to? Daj mi! głos Igi drżał, gdy Igor podał jej kartkę.

Iga, przepraszam, zakochałem się w innej. Odchodzę, mieszkanie zostaje wam. Wybacz, iż znikam tak cicho, bez uprzedzenia. Nie mogłem patrzeć na twoje łzy, więc zostawiam ci tę kartkę. Uwierz mi, mnie też nie jest łatwo Ucałuj ode mnie syna

Drań wyszeptał Igor.

Nie mów tak, w końcu to twój tata próbowała się ogarnąć Iga.

On nas zostawił! Nienawidzę go!

Igor wbiegł do swojego pokoju i zatrzasnął drzwi. Rozpacz wzięła nad nim górę, nie mógł pojąć, jak ojciec mógł tak postąpić. Wszystko wydawało się być w porządku Iga zaczęła czytać dalej.

Poznałem Martę już dwa lata temu, nie potrafiłem odejść wcześniej. Ale teraz muszę. Mam nadzieję, iż kiedyś mi wybaczysz. Proszę, nie pokazuj tego Igorkowi. Nie chcę, żeby mnie znienawidził.

Iga gorzko się uśmiechnęła. Ich syn sam się domyślił i sam ocenił ojca za to, co zrobił ich rodzinie.

Chodziła bez celu po mieszkaniu, zajrzała do sypialni. Rzeczy Sławka już tam nie było. Wtedy wreszcie dotarło do niej, co się stało. Osunęła się na podłogę i zapłakała gorzko. Całe jej życie runęło w jednej chwili, zupełnie niespodziewanie.

Nie wiedziała, ile trwała w tym stanie, zanurzona we łzach i bólu po utracie małżeństwa. Chciała cofnąć czas, zostać rano w domu, wtedy Sławek by nie odszedł. Ale podskórnie czuła, iż jeżeli podjął decyzję, to nic by go nie zatrzymało. Przynajmniej gdyby był odważny, powiedziałby jej to w oczy. Ale on wybrał ucieczkę zostawił ją jak tchórz, choćby się nie żegnając.

Gdy w końcu się opanowała, umyła twarz i weszła do pokoju syna. Igor leżał na łóżku i patrzył w sufit. Widać było, iż również płakał.

Mamo, dlaczego on tak postąpił?

Synku, nie wiem. Przestał mnie kochać, ale ty wciąż jesteś jego synem.

Nie, mamo, sam wyraźnie napisał, iż musi odejść. To znaczy, iż jego nowa kobieta jest w ciąży. Wiem wszystko, nie jestem dzieckiem… To znaczy, iż mnie też już nie kocha. Może zrobiłem coś źle? Przecież byliśmy umówieni na mecz i lody… Może miał mnie dość? Za dużo chciałem?

Iga z bólem słuchała rozważań syna. Sama czuła podobnie. Ale wiedziała, iż Igor potrzebuje ojca. Domyślała się, iż Sławek będzie chciał mieć z nim kontakt i nie chciała ich skłócać. Pogładziła go więc po ręce i łagodnie powiedziała:

Igorku, na pewno byś mu się nie znudził. Wiem to. Tata nie chciał, byś czytał ten list. Znalazł inną kobietę, to prawda, ale ty zawsze będziesz dla niego ważny. Prędzej czy później on sam będzie chciał się z tobą spotykać.

On cię zdradził burknął Igor ponuro.

Iga rozumiała i to uczucie. Sama czuła gniew, nienawiść, ból i pragnienie zemsty. Dwa lata ją oszukiwał, patrzył w oczy, mówił kocham, a spotykał się z inną.

Kolejne dni upłynęły w przytłaczającej atmosferze. Iga złożyła papiery rozwodowe, a Igor zarzekał się, iż nigdy ojcu nie wybaczy. Rozumiał już wszystko, był duży, ale wieczorami Iga słyszała jego ciche szlochy.

W końcu z czasem powoli zaczęli uczyć się żyć bez Sławka, który, co gorsza, nie był zainteresowany kontaktem z synem. Tłumaczył, iż nie ma czasu, bo ma już nową rodzinę. Igor cierpiał, nie reagował na telefony Sławka tak było przez pół roku.

Pewnego razu, wracając po pracy, Iga usłyszała w klatce schodowej głośne krzyki. Przyspieszyła kroku. Igor i Sławek stali w drzwiach, a Igor rozczochrany i roztrzęsiony krzyczał:

Wynoś się stąd! Nie masz prawa tu być! Nienawidzę cię! Mama też nie chce cię widzieć!

Igorku, posłuchaj, synku

Wynoś się!

Wtedy pojawiła się Iga. Igor nieco się uspokoił, a Sławek z nadzieją spojrzał na byłą żonę.

Iga, wróciłem do was. Igor mnie nie wpuszcza, ale ty mnie chyba wybaczysz?

Mamo, nie pozwól mu! Igor spojrzał na nią błagalnie, a jednocześnie z wyrzutem.

Iga spojrzała na Sławka przez chwilę. Kiedyś bez niego nie wyobrażała sobie życia, ale po tym wszystkim wiedziała już, iż choćby jeżeli go wybaczy, ich rodzina już nie istnieje.

No więc? Sławek zrobił krok do drzwi i próbował się uśmiechnąć. Przyjmiecie ojca i męża z powrotem?

Byłeś nim pół roku temu odpowiedziała cicho więcej już nie masz prawa do naszego domu. jeżeli chcesz połowy mieszkania, zgłoś się do sądu o podział. Ale rodziny z nas więcej nie będzie.

Co? Przegonisz mnie? Iga, błagam cię! Nie wiem, co mnie wtedy napadło. Nie potrafię bez was żyć!

Wybaczyłam ci, ale z tobą już nie będziemy mieszkać.

Po tych słowach weszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi. Igor spojrzał na nią i, choć było mu trudno, uśmiechnął się lekko.

Mamo, nie przejmuj się nim. Jest nam dobrze tak, jak jest razem.

Iga odwzajemniła uśmiech, ocierając łzy. Zerknęła przez judasza Sławek stał przez chwilę, patrząc w ich stronę, po czym powlókł się na dół, jakby trochę mniejszy.

W głębi duszy poczuła ulgę, iż potrafiła wyrzucić z domu niewiernego i przestać żałować przeszłości.

Igorku, jesteś dzielny puszczała do niego oko.

To może… zamówimy pizzę? W końcu mamy powód do świętowania! Co, mamo?

Igor zrozumiał, iż trudny etap mają już za sobą.

A czemu nie? I do tego pączki!

Iga uśmiechnęła się szeroko, widząc rozradowaną twarz syna. Ostatnimi miesiącami rzadko się uśmiechał i ciągle był przygaszony ale wyglądało na to, iż ten czas już przeminął. Teraz była pewna, iż dadzą sobie radę. Choć może nie od razuWieczorem, kiedy z kuchni roznosił się zapach pizzy, Iga usiadła z Igorem na kanapie, blisko siebie, z kocem zrzuconym swobodnie na nogach. W tle brzęczała ich ulubiona muzyka, a pod stołem leżały rozpakowane pudełka, których nikomu nie chciało się schować. Po raz pierwszy od miesięcy w mieszkaniu zapanował spokój, lekka atmosfera i poczucie, iż oto wraca normalność.

Mamo, a jeżeli on znowu przyjdzie? spytał Igor cicho, wyłapując chwilę, gdy oboje ucichli.

Może przyjdzie, może nie odpowiedziała spokojnie. Ale my mamy siebie. choćby jeżeli coś się zawali, to damy radę. Zawsze.

Na ekranie telefonu pojawił się nowy SMS: Przepraszam. Kocham was oboje. Kiedyś zrozumiecie. Iga przez chwilę patrzyła w milczeniu, po czym bez żalu wykasowała wiadomość. Spojrzała na syna i poczuła, jak znika ostatni ciężar żal, tęsknota, wspomnienia. Wszystko powoli zostawało za drzwiami, razem z kimś, kto już tu nie należał.

Ty mi zawsze wystarczysz, Igorku szepnęła, przyciągając syna do siebie.

Igor rozpromienił się, jakby właśnie usłyszał najlepszą rzecz na świecie. Przytulił się do niej mocniej, czując, iż nic ich już nie złamie. Nagle wszystko wydawało się prostsze i choć przyszłość była nieznana, byli gotowi, by ją wspólnie zbudować cegiełka po cegiełce.

Mogli żyć bez niego. Ale nie potrafiliby żyć bez siebie. Iga po raz pierwszy od dawna była tego pewna.

Idź do oryginalnego materiału