Nie zamierzam dożywać u boku starej ruderki warknął mąż.
Wystarczy! Mam dość! Igor z trzaskiem zatrzasnął szufladę, aż flakoniki z wodą kolońską podskoczyły. Dosyć tego gadania o chorych stawach i lekach! Chcę żyć, a nie wegetować w tym szpitalu!
Stoję w drzwiach sypialni. Patrzę, jak Igor pakuje do torby nieliczne rzeczy. Trzydzieści dwa lata wspólnego życia mieszczą się w jednym plecaku i reklamówce z adidasami. Ta myśl boli bardziej niż wszystko inne.
Igor zaczynam cicho mama po udarze nie da rady być sama. Czy ty to rozumiesz?
Twoja mama to twoja sprawa! Nie będę mieszkał z niedołężną staruszką rzuca na mnie, nie oderwawszy wzroku od pakowania. Mam pięćdziesiąt osiem lat, a nie osiemdziesiąt! Nie zamierzam zamieniać mieszkania w oddział intensywnej terapii!
Drżę. Od pół roku słowa młodość i starość pojawiają się w domu coraz częściej. Igor zaczął farbować siwe włosy, kupił rower i kurtkę z prawdziwej skóry. A potem pojawiła się Sylwia rozwiedziona, pełna życia sąsiadka z piątego piętra.
Przeprowadzasz się do niej? pytam, choć odpowiedź brzmi znajomo.
Igor odwraca się gwałtownie. Przez chwilę przebiega mu po twarzy wstyd, ale zaraz znika i zostaje tylko upór.
Tak, do niej. I wiesz czemu? Bo przy niej zapominam o wieku. Ona nie liczy moich siwych włosów. Nie wypomina chorego serca. Jest wolna. Rozumiesz?
Wolna. Słowo uderza mnie prosto w serce. Zerkam mimowolnie w lustro zmęczona twarz, nowe zmarszczki wokół ust. Dawniej nazywał mnie swoją pięknością, a teraz…
Już niedługo skończysz sześćdziesiąt lat, Igor ledwie szepczę. Naprawdę myślisz…
Co? rzuca z gniewem. Że nie zasługuję na szczęście? Nowe życie? Wielu w moim wieku…
Ucieka do młodszych kochanek? uśmiecham się gorzko. Smutna statystyka.
Wzrusza ramionami z irytacją.
Znowu to robisz! Zawsze wszystko obracasz w błoto! A ja chcę po prostu oddychać pełną piersią, wiesz?
Zapinając plecak, zamek błyskawiczny dźwięczy niczym wyrok.
Powiedz mamie, iż życzę jej zdrowia mruczy, idąc ku wyjściu. Mam nadzieję, iż będzie wam miło. Dwóm… zawahał się, ale dokończył: Dwóm starszym koleżankom.
Drzwi zatrzaskują się z hukiem. Siadam na łóżku i gapię się w jeden punkt. Dwóm starszym koleżankom. Przecież mam tylko pięćdziesiąt trzy lata. Czy to już starość?
Z pokoju obok dobiega cichy głos:
Valuśka, coś się stało?
Nic, mamo z trudem się podnoszę. Igor wyjechał. Ma sprawy do załatwienia.
Kłamstwo ściska w gardle, ale nie mogę powiedzieć prawdy. Jeszcze brakowałoby, żeby osiemdziesięcioletnia mama zaczęła siebie obwiniać o rozpad mojego małżeństwa.
Kolejne dni płyną szaro. Robię wszystko, co trzeba: gotuję, sprzątam, opieką się mamą. W głowie kołacze się jedno pytanie: kiedy? Kiedy przestałam dostrzegać mur, który się między nami postawił?
Przypominam sobie Sylwię. Od niedawna rozwiedziona, widywałyśmy się pod skrzynkami pocztowymi. Pełna energii, kolorowe sukienki, głośny śmiech. Szczerze jej współczułam sama z dzieckiem.
Potem zauważyłam, jak Igor zerka przez okno, gdy Sylwia spaceruje z psem. Jak przypadkiem wita ją pod blokiem, gdy wraca z pracy. Jak coraz częściej przesiaduje w piwnicy.
Córeczko głos mamy wyrywa mnie z zamyślenia myjesz jedną filiżankę już pół godziny. Usiądź ze mną.
Faktycznie stoję przy zlewie z jedną filiżanką w dłoni i patrzę przez okno.
Już kończę, mamusiu.
Waluś siada miękko, podpiera się oparciem krzesła wszystko rozumiem. Nie okłamuj mnie.
Mamo…
Zostawił cię, tak? Przeszedł do tej z piątego piętra?
Przytakuję, a łzy cisną się do oczu.
Głupi stwierdza z przekąsem mama. Wiesz, co się dzieje z facetami po sześćdziesiątce? Jakby im się diabeł do ciała wdał zaczynają szukać młodości tam, gdzie jej nigdy nie było.
Mamo, już dość.
Ale co dość? nieoczekiwanie śmieje się głośno. Twój ojciec też tak zdurniał w wieku pięćdziesięciu dwóch lat. Myślał, iż życie mu ucieka.
Patrzę na mamę z niedowierzaniem.
Tata? Nigdy nie mówiłaś…
I po co miałam mówić? wzrusza ramionami. Po dwóch miesiącach wrócił. Z podkulonym ogonem. Ale już go nie chciałam.
Naprawdę?
Tak. Mama puszcza do mnie oko. Przez te dwa miesiące zrozumiałam życie się nie kończy. Zapisałam się na kurs haftu. I co najlepsze poczułam, iż łatwiej mi żyć bez niego. Więcej powietrza, rozumiesz?
Przez chwilę milczy, patrząc na swoje ręce stare, w plamach wątrobowych, ale przez cały czas zręczne.
Widzisz, Waluś, lata nie są najważniejsze. Najważniejsze, co się dzieje w sercu. Ja mam osiemdziesiąt pięć, a ciągle czuję się młodą dziewczyną.
Uśmiecham się mimowolnie. Tak, to prawda. Mama, mimo bolącego kręgosłupa i chorób, promieniuje jakąś niezwykłą siłą życiową. Dlatego wszyscy chcą być blisko niej?
Igor mówi dalej mama nie ucieka od ciebie. On ucieka od siebie. Od lęku przed starością. Myśli, iż mając młodą obok, sam się odmłodzi.
Bronisz go? czuję, jak narasta we mnie żal.
Gdzie tam. Kręci głową. Szkoda mi go. Bo dobrze wiem, iż nie znajdzie tam tego, czego szuka. Przed czasem nie uciekniesz, Waluś. On i tak cię dogoni.
Nagle za oknem słychać śmiech. Zerkam: Igor z Sylwią spacerują po podwórku, niesie jej siatki; coś mówi, ona z werwą gestykuluje, a on patrzy na nią z zachwytem a moje serce boleśnie się zaciska.
Nie zamęczaj się tym mama ciągnie mnie za rękę od okna. Chodźmy na herbatę. Mam jeszcze miodowe pierniki.
Mamo, jakie pierniki? mój głos drży.
On głupi, to jego wybór powtarza mama spokojnie. Ty szukaj swojej drogi. Wiesz co? Jutro pójdziemy do parku. Po remoncie jest tam naprawdę ładnie.
Chcę powiedzieć, iż nie mam siły na spacery. Ale w głosie mamy jest coś, co każe mi milczeć. Może naprawdę czas żyć?
Park zaskoczył. Po modernizacji jest zupełnie inny nowe alejki, fontanny, przytulne ławki. W centrum kulturalnym obok rozbrzmiewa cicha muzyka.
Spójrz mama zatrzymuje się przy tablicy ogłoszeń nabór do klubu literackiego. I do studia tańca. O, choćby joga dla seniorów!
Mamo, tylko nie mów, że…
A czemu nie? udaje poważną, a w jej oku błyska figlarnie. W moim wieku mogę jeszcze pokazać, co potrafię!
Na dowód macha ręką jej laska wysuwa się i spada z hukiem na chodnik.
Oj! mama zawstydzona.
Pozwoli pani pomóc ktoś mówi uprzejmie.
Elegancki mężczyzna podnosi laskę. Kłania się lekko.
Proszę bardzo.
Dziękuję, bardzo uprzejmie mama nieoczekiwanie się rumieni.
Michał Szymański przedstawia się. Prowadzę tu spotkania literackie. Widzę, iż interesuje się pani naszymi wydarzeniami?
No tak… zaczynam, ale mama mnie przerywa:
Oczywiście! Moja córka świetnie pisze wiersze. Jeszcze w czasach studenckich publikowała w gazetce.
Mamo! czerwienię się. To dawne czasy.
Poezja nie zna czasu mówi łagodnie Michał. jeżeli macie chęć, właśnie zaczynamy dyskusję nad nowymi tekstami. Zapraszam.
Tak właśnie trafiłam do klubu literackiego. Sama nie wiem, jak chciałam tylko towarzyszyć mamie, a wciągnęło mnie. Zapach starych książek, stonowane rozmowy, uważne twarze tworzyły inne życie. Tam nikt nie oceniał wyglądu czy wieku. Liczyły się myśli i uczucia.
Potem wieczór poetycki. Kameralny, tylko dla znajomych. A ja denerwowałam się jak przed maturą.
Czytałam wiersze o miłości, o stracie, o tym, iż życie nie kończy się na bólu. Z każdym wersem coś we mnie się rozluźniało, budziło, ożywało.
W drodze do domu wpadłam na Igora. Wracał od Sylwii. Stał niepewnie, jak winny chłopiec.
Waluś, świetnie wyglądasz.
Patrzę na niego milcząco. Dziwne, nie boli mnie już to spojrzenie. W środku tylko spokój i lekka rezygnacja.
Dziękuję mówię obojętnie. To już wszystko?
Nie, chciałem… przepraszam… chciałem wyjaśnić. Zrozumiałem wiele…
Że się rozczarowałeś? lekko unoszę brew. Czy Sylwia okazała się mniej idealna?
Skrzywił się niepewnie:
Nie to miałem na myśli. Ona jest młoda, atrakcyjna, ale… zawiesił głos. Nie mamy o czym rozmawiać.
Sądzisz, iż trzydziestopięcioletnie kobiety dyskutują o kulturze PRL? śmieję się z niedowierzaniem. Igor, naiwność cię zgubiła.
W ogóle nie o to chodzi marszczy brwi. Waluś, chyba zrobiłem coś głupiego. Może…
Nie mówię stanowczo. Nic nie może być. Wiesz, choćby jestem ci wdzięczna.
Za co? mruga zaskoczony.
Za to, iż odszedłeś. Za to, iż kazałeś mi zrozumieć, iż życie to nie tylko kuchnia i sprzątanie.
Chcę wrócić do domu wyciąga rękę. Naprawimy wszystko.
Cofam się łagodnie, ale zdecydowanie:
Nie, Igor. Nie chcesz wrócić do domu. Domu już nie ma. Tej Wali, która ci prała skarpetki i milczała przy kolacji, już nie ma. A z nową się nie znasz. I chyba by cię przestraszyła.
Dlaczego?
Bo ona żyje dla siebie.
W tym momencie podchodzi mama, bez laski pod rękę prowadzi ją Michał Szymański.
Och, Igor patrzy chłodno. przez cały czas tu jesteś?
Dzień dobry, pani Elżbieto bąka. Już wychodzę.
I słusznie kiwa głową. A następnym razem, gdy zachce ci się uciekać przed wiekiem, zastanów się: może problem nie w innych?
Igor drży, jakby dostał z liścia. Odwraca się i gwałtownie znika.
Mamo! szepczę nie trzeba było…
A czemu nie? wzrusza ramionami. Prawdę trzeba mówić. Michał Szymański zaproponował mi prowadzenie kółka Bajki z naszego dzieciństwa dla wnuków. Fajny pomysł.
Pani Elżbieta ma dar opowiadania uśmiecha się Michał. Dzieci będą zachwycone.
Patrzę na mamę odmłodzoną, z błyszczącymi oczami i myślę: może na tym polega mądrość? Nie walczyć z wiekiem, tylko przyjąć go jako dar? Szukać w sobie czegoś nowego?
Po dwóch miesiącach Igor rozstał się z Sylwią. Mówiono, iż ona znalazła sobie kogoś młodszego. A jeszcze miesiąc później przysłał mi wiadomość krótką, pełną żalu i próśb o wybaczenie. Nie odpisałam.
Po co? Mam własne życie. Dwa razy w tygodniu spotykam się z klubem literackim. I wiecie co? W wieku pięćdziesięciu trzech lat czuję się po raz pierwszy od dawna naprawdę młoda. Bo młodość to nie skóra bez zmarszczek. Młodość to odwaga bycia sobą. Niezależnie od metryki.









