Natalia wraca właśnie z osiedlowego sklepu, taszcząc ciężkie siatki. Już jest niemal pod domem, gdy zauważa samochód stojący pod bramą. Kto to może być? Przecież nikogo się nie spodziewałam myśli zaskoczona. Podchodzi bliżej i na podwórku widzi młodego mężczyznę. Przyjechał! wykrzykuje i rzuca się w ramiona synowi.
Mamo, poczekaj chwilę. Muszę coś ważnego powiedzieć syn lekko ją odsuwa. Co się stało? dopytuje zestresowana Natalia.
Lepiej usiądź mówi cicho Wojtek.
Natalia siada na ławce pod domem, gotowa na najgorsze.
Mieszka sama w malowniczej wsi na Mazurach. Męża straciła dwa lata temu, a jedyny syn Wojtek jak wyjechał do Gdańska najpierw na studia po wojsku, tak już do matki nie wrócił na stałe. Pracuje na stoczni jako inżynier. Najpierw wynajmował kawalerkę, ale ostatnio widać, iż wiele się w jego życiu zmieniło tylko nie wtajemniczał mamy w szczegóły.
Nie odwiedzał jej często, dopóki nie dorobił się auta. A od roku potrafił przyjechać nagle, bez zapowiedzi, z pełnymi torbami jedzenia, ubrań. Natalia odmawiała, ale syn zawsze coś przywoził. Ostatnio obdarował ją robioną na drutach wełnianą chustą.
O życiu prywatnym cisza jak makiem zasiał. Wszystko dobrze, mówił tylko, nie martw się, mamo. A tymczasem dowiedziała się od sąsiadki Wiesi młodej dziewczyny, która pojechała na weekend do Gdańska.
Dobra matka posłała z nią dla syna powidła oraz marynowane grzybki. Wiesia zadzwoniła i spotkała się z Wojtkiem.
Oj, ciociu Natalio, przyjechał po wszystko z jakąś panią w aucie. choćby nie wysiadła, starsza od niego, na oko z pięć lat, pulchna, mocno umalowana. Kazał cię pozdrowić, powiedział iż niedługo przyjedzie.
Kto to taka? dziwi się Natalia.
Skąd ja mam wiedzieć, choćby nosa z samochodu nie wyściubiła wzrusza ramionami Wiesia.
Natalia zamyśliła się, bo syn nigdy nie mówił jej o żadnych dziewczynach. Może o to wypyta przy najbliższej okazji. Czekać nie musiała długo.
Idzie właśnie powoli do domu z zakupami, gdy widzi syna i małego chłopca przy furtce, a obok stoi samochód.
Przyjechał! znowu serce bije radośnie, biegnie go uściskać, ale syn się lekko odsuwa.
Cześć, mamo. Poznaj, to Jurek. Teraz traktuję go jak syna.
Wchodźcie do domu, nie stoimy tak na podwórku mówi gwałtownie Natalia.
Szybko nakrywa do stołu. W garnku ziemniaczki jeszcze ciepłe, do tego kiszona kapusta, ogórki, gotowane mięso miękkie i pachnące.
Jurek siedzi cichutko przy stole, grzebie w talerzu, na nikogo nie patrzy. Zjedli, wypili herbatę, Natalia posłała chłopca na dwór, żeby się rozejrzał, a sami zostali pogadać.
Mamo, muszę ci się przyznać… Żonałem się w zeszłym roku. To znaczy, cywilnie, bez wesela, z Elżbietą. Jurek to jej syn. Nie uprzedzałem cię, nie gniewaj się. Ela nie chce poznawać teściowej.
A to dlaczego? Jestem taka zła, czy za bardzo wiejska?
Nie, mamo. Jej pierwszy mąż miał bardzo trudną matkę kłóciły się ostro, aż Ela od niego odeszła. On zmarł rok później, teściowa niedługo po nim. Elżbiecie został po nich z Jurkiem mieszkanie i auto. Jak się poznaliśmy, zaprosiła mnie do siebie, potem się pobraliśmy. O teściach nie chce choćby słyszeć.
A Jurka na co przywiozłeś?
Bo mamy lato, a Ela jest w ciąży, rodzi w sierpniu. Ciężko jej z Jurkiem, trzeba mieć na niego oko, a ja ciągle w pracy. Zostanie tu do jesieni, potem go zabiorę.
Z przyjemnością się nim zaopiekuję!
A czy on chce zostać tu z babcią?
Nikt go nie pyta. Mama powiedziała, żeby słuchał.
Natalii nie podoba się taki ton, ale nie komentuje Elżbiety nie zna, więc nie wie, czego się spodziewać. Chłopak ma osiem lat nie taki mały, a niedługo doczeka się prawdziwego wnuka czy wnuczki. Radość!
Następnego poranka syn wyjeżdża, a Jurek cały dzień siedzi przy oknie z nadąsaną miną.
Natalia podchodzi do niego i mówi:
No co, Jurku, spróbujemy się zaprzyjaźnić? Mów mi babciu Natalia. Do której klasy idziesz?
Do drugiej mamrocze chłopiec, nie patrząc na nią.
Chodź, pokażę ci kury i ogródek. Zaraz będą truskawki, sam sobie nazbierasz.
Nie pójdę z panią.
Dlaczego? Nie skrzywdzę cię, a mój Azor też nie jeżeli o psa się boisz.
Mama mówiła, iż pani jest zła. I długo tu nie będę. A psa się nie boję.
No popatrz! A twoja mama choćby mnie nie zna No, siedź tu, jak wolisz. Ja idę do swoich zajęć.
Natalia wychodzi na podwórko. Szkoda jej chłopca, widocznie Elżbietę mocno życie doświadczyło przez poprzednią teściową i teraz wychowuje syna w nieufności do nowych ludzi. Może uda się to ocieplić cierpliwością i sercem.
Zajmuje się swoim niewielkim gospośtarstwem trochę kur, parę kaczek. Mleko, twaróg, śmietanę kupuje u sąsiadki u mamy Wiesi, oczywiście za złotówki. Na wymianę czasem zaniesie im jajka albo świeże maliny. Tak sobie pomagają.
Mija tydzień. Jurek zaczyna wychodzić na podwórko. To pogłaszcze Azora, to truskawki zje prosto z krzaczka. Do pracy w obejściu się nie garnie, ale Natalia nie naciska. Pewnego dnia proponuje mu wyjście po zakupy do sklepu zgadza się.
Wracając, chłopak nie zamyka ust. Rozgadali się i od tej pory jakby w Jurku coś się odmieniło. Zaczął sprzątać, podlewać grządki, sam karmił Azora i zaprzyjaźnił się z sąsiadującymi chłopakami. Wieczorami wszystkie dzieciaki biegały po ulicy grając w piłkę i Jurek nie chciał wracać do domu.
Wesoły, zabrał się choćby za książkę o Robinsonie Crusoe starą po Wojtku, ale czyta z zapartym tchem, codziennie opowiada babci o przygodach i śmieje się z Piętaszka, podczas gdy Natalia wieczorami dzierga na drutach. Przypomina jej się dzieciństwo syna był równie żywy i rozmowny.
W sierpniu przyjeżdża Wojtek, szczęśliwy, roześmiany przynosi radosną nowinę. Z Elżbietą urodziła mu się córeczka, Julia. Jutro odbiera je ze szpitala, ale wpadł opowiedzieć i spytać o syna.
Tato, ja chcę jeszcze zostać z babcią Natalią! Bardzo mi tu dobrze, zobaczę siostrę jak pójdę do szkoły, może potem przyjadę.
Został więc do września. Natalia wręczyła synowi prezenty dla wnuczki wydziergane maleńkie skarpetki, czapeczkę, lekką puchową kołderkę, a synowej na zimę rękawiczki. Wojtek serdecznie ją uściskał, uścisnął także dłoń syna jak dorosłemu i wyjechali.
Pod koniec sierpnia Jurek biega z chłopcami po ulicy, gdy z daleka nadjeżdża samochód. Dzieci rozstępują się ciekawie na boki. Auto staje przed domem Natalii, wysiada pełna buzi kobieta z niemowlakiem w ramionach, za nią Wojtek. Odbiera skarb od żony, a do niej biegnie już Jurek.
Mama przyjechała! krzyczy rozradowany, ale potyka się o kamień.
Nie płacze, tylko przykłada liść babki do kolana, jak go nauczyli chłopcy. Elżbieta tuli syna, bierze go za rękę. Idą do domu.
Co to za zwyczaje, żeby Jurek bez opieki biegał po ulicy? mówi Elżbieta na powitanie.
Dzień dobry, córko odpowiada Natalia. U nas tu zwyczajny widok, chłopaki zawsze biegają po wsi. Jurek mi bardzo pomagał, grządki podlewał, z Azorem się bawił, to co miał siedzieć w domu?
Natalia podchodzi do wnuczki śpi cicho, taka malutka i śliczna, aż łza w oku babci się kręci.
Gości sadza do stołu, stawia gorący barszcz ze śmietaną, świeży chleb i zagaduje o dom i sprawy.
Przyjechaliśmy po Jurka mówi pewnym tonem Elżbieta. Zaraz szkoła. Chyba jesteście już zmęczeni, a Jurek pewnie tęskni za miastem?
Chłopiec wstaje i wykrzykuje:
Ja nie chcę do miasta! Chcę być z babcią! Mamo, skłamałaś, iż jest zła. Jest najlepsza!
Policzki Elżbiety robią się czerwone, zaciąga się urażona.
Nie mówi się tak do mamy, Jurku łagodnie napomina Natalia. Przeproś i idź się pobawić, tylko nie opuszczaj podwórka.
Chłopak spuszcza głowę, mówi swoje przepraszam, już nie będę i wychodzi.
Nie martw się, Elu, bardzo dobry z niego chłopiec, grzeczny, wychowałaś go na medal. Dziękuję, synku, za niego, miałam tyle euforii tego lata! Przysyłajcie go choć na każde wakacje, zawsze będzie tu mile widziany.
Nagle Julia zaczyna płakać, Elżbieta biegnie do niej. Dwa kolejne dni rodzina spędza razem. Wojtek coś tam reperuje, Elżbieta pilnuje córeczki, teściowa gotuje i dogląda rodziny, Jurek raz tu, raz tam raz pomaga ojcu, raz babci, raz siostrzyczce, chętnie opowiada wszystkim jak cudownie spędził lato.
W końcu rodzina szykuje się do drogi. Wojtek żegna się ze swoją mamą i synem. Elżbieta podchodzi jeszcze do teściowej, obejmuje ją i mówi:
Dziękuję, mamo. Swojej prawie już nie pamiętam, nie myślałam, iż teściowa może być taka kochana. Wybacz mi. Wojtka bardzo kocham, masz wspaniałego syna.
Teraz już twój, córko. A ja mam wielką radość. Jurka przywieźcie znowu otoczyłam go sercem jak własnego.
I tak się rozstali. Wszystko w rodzinie zaczęło układać się dobrze. Mamę na zimę zabrali do siebie, by pomagała z dziećmi i w domu. Teściowa z synową zaprzyjaźniły się na dobre, ku wielkiej uldze Wojtka i euforii sprytnego Jurka.










