Najtrudniejsze w życiu z szczeniakiem wcale nie jest to, co większość ludzi sobie wyobraża.
To nie te spacery w deszczu, kiedy pada jak z cebra, kiedy zimno przenika do kości, kiedy nie zmrużyłeś oka albo kiedy coś ściska cię od środka.
To nie odmawianie sobie wyjazdu czy spotkania ze znajomymi, bo zapraszają cię ale psa nie możesz zabrać.
To nie sierść, która przykleja się do pościeli, do koszuli, choćby czasem ląduje w zupie.
To nie te niekończące się mycia podłogi, pełne świadomości, iż za pół godziny znowu będzie tak samo.
To nie rachunki u weterynarza, ani nie ten strach, iż przeoczysz coś ważnego.
To nie jest choćby utrata odrobiny wolności, bo wasza wolność już staje się wspólna my.
To także nie jest to, iż serce już nie należy tylko do ciebie…
To wszystko jest miłością.
To wszystko jest życiem.
To wszystko wybrałeś sam.
Najtrudniejsze przychodzi powoli tak jak ten ból w kościach, który czuć, gdy zmienia się pogoda. Jak chłód listopadowego wieczoru, co na początku nie doskwiera, ale w końcu przeszywa na wskroś.
Przychodzi dzień, kiedy nagle zdajesz sobie sprawę:
on już nie może tak jak dawniej.
Stara się ale nie daje rady.
Biegnie do ciebie, jak zawsze, ale już inaczej.
Wpatruje się swoimi oczami twoimi oczami ale ich blask coraz częściej zastępuje zmęczenie; w tym spojrzeniu jest cicha prośba:
Jestem tu, ale każdego dnia to troszkę trudniejsze.
I przypominasz sobie, jaki był kiedyś.
A teraz widzisz go takim, jakim jest cały twój, całkowicie tobie oddany.
Zawsze w ciebie wierzył:
że będziesz obok,
że mu pomożesz,
że go nie zawiedziesz.
I dotrzymałeś słowa.
Ale teraz nie zdołasz go uchronić przed starością.
Najbardziej boli świadomość, iż dla ciebie był pocieszeniem
a ty dla niego byłeś CAŁYM ŚWIATEM:
całym życiem,
całym niebem,
całą nadzieją.
A ty nie jesteś gotów.
Nie jesteś gotów go zostawić.
Nie jesteś gotów patrzeć, jak gaśnie ten, kto nauczył cię kochać bez granic.
A potem przychodzi cisza.
Ciężka, przytłaczająca.
Puste miejsce na poduszce.
Miska, po której nikt już nie będzie oblizywał.
I serce w kawałkach.
Wychodzisz znów na spacer.
Ale już bez niego.
I łapiesz się na tym, iż mówisz do wiatru:
No chodź, mój maluszku
Gdybym mógł cofnąć czas
wybrałbym go jeszcze raz.
Wybrałbym wszystko: zmęczenie, tęsknotę, oddanie.
Bo ta miłość jest prawdziwa.
Mieć psa to zaprosić do życia ogień.
Ogień, który grzeje cię zawsze,
nawet kiedy jego już nie ma.
Bo pies ma w tym świecie jedną misję:
oddać ci swoje serce.











