Stary, muszę Ci opowiedzieć, bo nie daję już rady wszystko rozpadło się na tydzień przed Dniem Kobiet. Dosłownie wybiegłam z sądu ledwo powstrzymując płacz, widziałam wszystko jak przez mgłę. W głowie wciąż dudniło mi tylko jedno zdanie: nie jesteście już mężem i żoną. Za co ja to wszystko? Dlaczego akurat mnie spotkała taka, a nie inna kara?
Wiesz, wyszłam za mąż mając zaledwie osiemnaście lat szaleństwo, wiem. To była taka miłość, iż człowiek zamiast spać w nocy to chodził jak na skrzydłach, nie dotykał ziemi. Przez pierwsze pięć lat żyliśmy naprawdę pięknie, czułam się kochana całym sercem. Zawsze starałam się być najlepszą żoną śniadanie mu z rana do łóżka zanosiłam, gotowałam tylko to, co naprawdę lubił, w domu zawsze lśniło.
Ale jego rodzice ech, oni mnie nigdy nie zaakceptowali. Ciągle gadali, iż jestem nie dla niego, iż znajdzie sobie porządną Polkę na żonę. I niestety, zdążyło to odbić się piętnem na Tomku Z czasem odsuwał się ode mnie, był coraz chłodniejszy, ciągle coś mu nie pasowało.
Naszym synkiem, Krzysiem, przez długi czas się zachwycał, rozpieszczał, dbał jak ojciec idealny. Ale potem coś mu się przestawiło, zaczął traktować go jak powietrze. Jestem pewna, iż to przez teściów Zasiali w nim ziarno niepewności, powtarzali mu w kółko, iż ten mały nie jest do ciebie podobny choć wystarczy spojrzeć, podobny jak dwie krople wody! Tomek zaczął do nich jeździć coraz częściej, praktycznie u rodziców zamieszkał. W domu bywał tylko na chwilę ciągle niezadowolony, zły, wrzaski na porządku dziennym. A ja no jak to ja zawsze wypachniona, uśmiechnięta, robiłam wszystko by w domu panował spokój.
Pewnego dnia przegiął tak się wściekł, iż mnie uderzył. Nigdy nie myślałam, iż coś takiego mnie spotka Ale wciąż wierzyłam, iż damy radę, iż wszystko jeszcze się ułoży. Niestety, niedługo potem usłyszałam, iż ma mnie dość odchodzi. Zostawił mnie i Krzysia. Błagałam, żeby się zastanowił, żeby nie rozwalał naszej rodziny, ale nie słuchał, miał to gdzieś.
Nadal go kocham, mimo iż już po rozwodzie. A on? Wysyła mi co miesiąc jakieś drobne alimenty 500 zł na dziecko, a i tak muszę się tłumaczyć z każdej złotówki! choćby jak kupię chleb w Biedronce, muszę mu wysyłać paragon na Messengera. Muszę wręcz błagać, żeby dał nam te pieniądze, jakby to był jakiś jego wielki gest, a nie obowiązek wobec własnego dziecka.
Rzadko odwiedza Krzysia, jeszcze rzadziej zabiera go gdziekolwiek może raz na dwa, trzy miesiące na wycieczkę, a małemu choćby się nie chce z nim widywać, bo czuje, iż tata to już ktoś obcy. Tomek oczywiście uważa, iż to moja wina iż niby nastawiam Krzyśka przeciwko niemu. Prawda jest taka, iż nie umiem się pogodzić z tym rozstaniem płaczę codziennie. Od kiedy się rozeszliśmy, schudłam strasznie i złapałam jakąś depresję. Często nakrzyczę na Krzysia, chociaż wiem, iż nie powinnam.
Jak dalej żyć, kiedy serce roztrzaskane, a codzienność przytłacza? Codziennie wchodzę na profil Tomka na Facebooku i patrzę, jak układa sobie życie. I dowiedziałam się przez to, iż chyba niedługo znowu się żeni. Rozwaliło mnie to jeszcze bardziej.
Teraz widzę, czemu już prawie do nas nie przychodzi i czemu Krzysiek przestaje się nim interesować. Rozum mówi, iż z tego nic już nie będzie, ale serce tak łatwo nie odpuszcza. Tyle się pytam: jak ja mam sobie z tym wszystkim poradzić?











