Na końcu świata.
Śnieg wciskał się do butów, mroził skórę. Kupować kozaków nie zamierzałam chciałam raczej wysokie botki, ale tutaj wyglądałabym w nich śmiesznie. Zresztą tata zablokował moją kartę.
Ty naprawdę chcesz mieszkać na wsi? zapytał, krzywiąc wargi z pogardą.
Tata nie znosił wsi, odpoczywania na łonie natury, każdego miejsca pozbawionego wygód wielkiego miasta. I Grzegorz był taki sam, dlatego właśnie jechałam do wioski. W rzeczywistości nie miałam zamiaru tam mieszkać, choć w przeciwieństwie do ojca uwielbiałam wypady pod namiot i całą tę romantykę przy ognisku. Ale mieszkać na wsi nie. Ojcu powiedziałam coś zupełnie innego.
Chcę. I będę.
Nie wygłupiaj się. Co tam będziesz robić? Kręcić ogony krowom? Myślałem, iż latem wyjdziesz za Grzegorza, myślałem, iż będziemy szykować wesele
Wesele Tata „wciskał” mi Grzegorza jak mdłą kaszkę mannę z grudkami, którą aż zbierało się na mdłości. Z wierzchu Grzegorz był choćby przystojny: prosty nos, błękitne oczy pod zgrabnymi brwiami, lekko kręcone włosy, dobrze zbudowany. Był prawą ręką taty, jego pomocnikiem. Ojciec marzył, żebym wyszła za niego.
Nie znosiłam Grzegorza. Doprowadzał mnie do szału jego monotonnym głosem, palcami podobnymi do parówek, które ciągle czymś się bawiły, przechwałkami odnośnie do ceny garnituru, zegarka, samochodu Pieniądze, pieniądze, pieniądze! Nic ich nie interesowało poza tym. Ja marzyłam o miłości tej wielkiej, o której piszą w książkach. Nigdy czegoś takiego nie zaznałam, ale byłam pewna, iż mnie to spotka. Zakochiwałam się gwałtownie i często, ale nigdy nie zostawało to śladu w duszy. Ja chciałam blizn, chciałam dramatów, nie spokojnego i przewidywalnego Grzegorza. Dlatego właśnie pomysł pracy w wiejskiej szkole wydał mi się cudowny. Grzegorz nie przyjedzie za mną. Przerazi go brak internetu, ciepłej wody, kanalizacji.
Wybrałam wioskę, gdzie tego właśnie nie było. Dyrektor nie chciał mnie zatrudnić, wątpił, czy dam radę, ale poprzednia nauczycielka zmarła nagle, a ja nie odpuszczałam, szłam aż do urzędu, pokazując certyfikaty i dyplomy.
I co taki młody i wykwalifikowany nauczyciel będzie robić na wsi? spytała surowa pani z rudymi włosami.
Będę uczyć dzieci odpowiedziałam równie stanowczo.
I tak właśnie uczę. Mieszkam w domu bez ciepłej wody i kanalizacji, sama palę w piecu. Grzegorz oczywiście przyjechał tylko na jedną noc, po czym uciekł. Dzwonił, prosił, żebym wróciła, ale uważał, jak i tata, iż to chwilowy kaprys. Na początku podobało mi się tu. Ale gdy przyszła zima, dom wywiewało w nocy tak, iż pod kołdrą było zimno, a noszenie drewna okazało się wyzwaniem. Chciałam wracać, szczerze mówiąc, ale do poddania się nie byłam przyzwyczajona. Poza tym teraz miałam dzieci pod opieką, więc nie mogłam się poddać.
Klasa była mała, tylko dwanaścioro dzieci. Na początku byłam w szoku w Pałacu Młodzieży, gdzie pracowałam ostatnie półtora roku, dzieci były świetne, zdolne. A tu Wydawali się beznadziejni. Trzecia klasa, a czytają ledwie sylabami. Zadania domowego nie robią. Na lekcji hałasują. Ale potem się zakochałam.
Szymek rzeźbił zwierzęta z drewna, piękne lisy, jenoty, zające podziwiałabym je choćby w sklepie. Ania pisała białe wiersze, Wojtek po lekcjach zostawał sprzątać klasę, a Irenka miała baranka, który odprowadzał ją do szkoły jak pies.
Czytać też się nauczyli, po prostu wcześniej nikt im nie dawał odpowiednich książek. Miałam gdzieś program, przywoziłam swoje książki z miasta, bo przez brak internetu nie dało się zamawiać niczego.
Nie mogłam znaleźć sposobu tylko na jedno dziecko. I właśnie jej ojca zobaczyłam raz, kiedy śnieg szczypał mi w stopy, a ręce miałam pełne drewna.
Dzień dobry, Pani Małgorzato powiedział, zatrzymując się kilka kroków od furtki.
Bałam się go trochę, miał twarz surową, chyba jak bandyta, nigdy się nie uśmiechał. Serce biło mi w piersi tak szybko, aż bałam się, iż to zauważy.
Dzień dobry.
Głos zabrzmiał wyżej, niż chciałam.
Czemu Kasia dostaje same dwóje?
Bo nic nie robi.
To ją zmobilizujcie. Kto jest nauczyciel? Ja czy pani?
Nauczycielem byłam ja. Ale nikogo na siłę zmuszać nie chciałam. Dziewczynka prawdopodobnie miała autyzm, potrzebowała kogoś innego.
Czy zawsze tak było? dopytałam.
Włodzimierz zawahał się.
Nie zawsze. Kiedyś robiła wszystko z Olą.
A kto to Ola?
Skrzywił się, jakby śnieg dostał się do jego buta.
Jej mama.
Od razu wiedziałam, iż następnego pytania nie powinnam zadawać. Ale musiałam.
A gdzie ona teraz jest?
Na cmentarzu.
Tak to właśnie było. Jak tata mówi „kaszka się rozwiązuje”.
Stać z drewnem w rękach było ciężko. Ale głupio mi było powiedzieć, więc kiedy jedno polano spadło mi na stopę, syknęłam z bólu, upuściłam wszystko i powstrzymałam łzy. Łzy były z bólu i ze wstydu, iż tak się skompromitowałam przed dorosłym facetem. Sama przecież jestem dorosła. Ale nie czułam się już taka.
Pomogę powiedział Włodek.
Nie trzeba, poradzę sobie sama.
Jasne widzę, jak sobie pani radzi.
Przyniósł mi drewna, poprawił drzwiczki i już się nie zacinały.
Proszę pytać, jeżeli czegoś trzeba rzucił i poszedł.
Po co przyszedł to zagadka. Myśli, iż za paczkę drewna postawię Kasi trójki na koniec semestru? Wątpię
Nie przestawałam myśleć o dziewczynce. Przez parę dni próbowałam być dla niej bliżej, czułam pedagogiczną porażkę i żal do dziecka. choćby rozmawiałam z wicedyrektorką.
Oj, daj spokój, wpisz dwóje, przeniesiemy ją latem do szkoły specjalnej.
Jak to?
Wyślemy na komisję, niech orzekną upośledzenie. No trudno, jak dziecko takie.
Ale ojciec mówi, iż kiedyś
Kiedyś! Matka się zajmowała, on nie da rady. Nie słuchaj go, naopowiada ci
Nie lubi go pani, co? domyśliłam się.
Wicedyrektorka zacisnęła usta:
Nie musi mi się podobać, ważne, żeby dziecko miało odpowiednie warunki.
Nie zgadzało mi się to. Nie wiedziałam, czy Kasia powinna iść do szkoły specjalnej. Zadzwoniłam do mojej ulubionej metodyczki, Pani Lidii, poradziłam się i poszłam do Kasi. Bałam się jak diabli, wypiłam choćby rumianek, choć nie przepadam. Mama zawsze piła rumianek, mówiła, iż wycisza. Moja mama też nie żyje, dlatego przejęłam się losem dziewczynki.
Włodek nie był zachwycony moją wizytą, choć spodziewałam się, iż ucieszy się, iż się angażuję.
Zasadniczo nie przyjmujemy gości powiedział.
Zacisnęłam usta, jak wicedyrektorka, i tłumaczyłam mu, iż wychowawca musi sprawdzić warunki.
Pokój Kasi był cudowny. Różowe tapety, pluszowe maskotki, mnóstwo książek. Zazdrościłam: mój tata był minimalistą i nie znosił ozdóbek, kolorów. Moje zabawki były zawsze beżowe.
Pierwsza wizyta nic nie dała. Pytałam Kasię o ulubione książki, przejrzałam je, zapytałam, czy ma kredki. Przyniosła je, ale nic nie odpowiedziała o książkach. Dopiero na końcu, gdy zapytałam, jak się nazywa różowy królik, powiedziała:
Pusio.
Następnym razem przyniosłam dla Pusia sweter. Uczyć mnie szydełkowania nauczyła mama, od zawsze dziergam na jej pamiątkę, choć robię to średnio, wybrałam za grube włóczki. Ale Kasia niespodziewanie się rozpromieniła, założyła sweterek i powiedziała:
Ładny.
Zaproponowałam, żeby narysowała Pusia w nowej bluzie. Kasia narysowała. Ja podpisałam jego imię, celowo robiąc błąd. Kasia poprawiła.
Wcale nie była upośledzona.
Będę przychodzić do Kasi trzy razy w tygodniu oznajmiłam Włodkowi.
Nie mam pieniędzy mruknął.
Nie chcę pieniędzy uraziłam się.
Tak już zostało.
Wicedyrektorka też była niezadowolona.
Od kiedy wydzielamy jedno dziecko? Tak nie wolno! Nie ma sensu, takich dzieci nie widziałam, żeby cokolwiek się udało.
A ja widziałam przerwałam. I wiem, iż nie wolno się poddawać.
Kasia rzeczywiście była inna: prawie zawsze milczała, nie patrzyła w oczy, zamiast pisać wolała rysować. Ale liczyła dobrze, łapała zasady gramatyki. Pod koniec semestru trójki były zasłużone.
Wyjeżdża pani na święta? spytał Włodek, unikając wzroku, trochę jak Kasia.
Nie, odparłam zaskoczona, czując, iż się rumienię.
Kasia chciałaby panią zaprosić.
To dziwne. Kasia nic nie mówiła. Ale nie mówiła też wiele innym. jeżeli to prawda, nie chciałam jej urazić. Ale i święta z obcymi obchodzić nie chciałam.
Dziękuję, pomyślę odparłam.
Spałam kiepsko. Nie rozumiałam, co mnie tak poruszyło. Przecież pracowałam z Kasią miesiąc, ona trochę się otworzyła czyż nie na tym mi zależało? A czy ważne jest, co myśli Włodek
Z tymi myślami zasnęłam.
Rano zadzwonił Grzegorz.
Kiedy przyjeżdżasz?
O co chodzi?
No, na Boże Narodzenie? Nie będziesz przecież siedzieć sama na tej swojej wsi.
A właśnie, iż będę.
Gosiu Może już wystarczy? Tata ma wysokie ciśnienie, nie może znaleźć sobie miejsca.
Tata ani razu nie zadzwonił.
Niech idzie do lekarza burknęłam.
Czyli naprawdę nie przyjedziesz?
Naprawdę.
No to co teraz robić?
Rób, co chcesz!
Mówiąc to, nie przypuszczałam, iż Grzegorz rzeczywiście przyjedzie z szampanem, sałatkami i prezentami.
jeżeli góra nie przyjdzie do Mahometa
Byłam w szoku. I niekoniecznie z obrzydzeniem nie myślałam, iż stać go na taki gest. Zwykle lubił świętować w restauracji, z konkursami, muzyką na żywo. A tu choćby telewizora nie było.
Ważne, iż jesteś powiedział.
Szukałam podstępu, ale nie znalazłam. „Może się myliłam co do niego?” pomyślałam.
Jeszcze bardziej się rozczuliłam, gdy w paczkach znalazłam moje ulubione potrawy, a w prezencie książki o pedagogice, projektor, nauczycielski kalendarz.
Dziękuję wzruszyłam się. Myślałam, iż znowu dadzą mi błyskotki albo gadżety.
Grzegorz się uśmiechnął.
Gosiu, zrozumiałem: jesteś najważniejsza w moim życiu. jeżeli chcesz mieszkać tu, zamieszkajmy tu razem. Biżuterię też przyniosłem.
Wyciągnął czerwone aksamitne pudełko. Od razu wiedziałam, co jest w środku.
Mogę nie odpowiadać teraz? spytałam nieśmiało.
Nie obraził się.
Bałem się, iż odmówisz. Poczekam, ile trzeba.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, schowałam pudełko do kieszeni.
Włodzimierz miał mój numer komórkowy, ale wezwał domowy.
Przemyślała pani sprawę?
Przepraszam. Mam gościa.
Rozumiem.
Odłożył słuchawkę.
Od razu na duszy zrobiło się źle. Co za ton? „Rozumiem” Co rozumie? Nic obiecywałam, więc czemu się obraża? A jednak się obraża. Przez Kasię. Dziewczynka czeka, a który ojciec chce, żeby jego dziecko się smuciło?
Od tych myśli aż kręciło mi się w głowie. Grzegorz nic nie zauważał, walczył z internetem, by włączyć świąteczne filmy.
Usłyszałam gwizdanie. To wołanie na psa. Przypomniałam sobie, jak Włodek tak gwizdał. Spojrzałam przez okno. Włodek i Kasia stali przy furtce.
Zarumieniłam się po same uszy.
Kto to? naburmuszył się Grzegorz.
Uczennica pisnęłam. Zaraz wracam.
Przygotowałam prezent dla Kasi: przyjaciółkę dla Pusia, różowego króliczka-dziewczynkę. Tata pewnie nazwałby to kiczem.
Dla Włodka też miałam prezent. Nie byłam pewna, czy powinnam, ale zrobiłam to wydziergałam mu rękawiczki.
Chwyciłam prezenty i wybiegłam na dwór bez czapki, z gołymi nogami. Nabrałam śniegu do butów, ale nie przejęłam się tym.
Kasiu, dzień dobry! powiedziałam nieco nieśmiało. Wesołych Świąt! Zobacz, co ci kupiłam.
Podałam jej paczkę. Wyjęła króliczka i przytuliła go, spojrzała na ojca. Włodek wręczył dwa pakunki: większy i mniejszy. Kasia rozwinęła najpierw większy. W środku był zeszyt z narysowanym komiksem od razu rozpoznałam jej rysunki.
Dziękuję, jaki śliczny komiks!
W małym pakunku była broszka w kształcie ptaszka. Mała, złota koliberka. Spojrzałam na Włodka. On unikał mojego wzroku. A Kasia powiedziała:
To było mamy.
Ścisnęło mi gardło.
Dobrze, już idziemy burknął Włodek.
Jasne. Wesołych Świąt!
Wesołych
Chciałam przytulić Kasię, ale nie miałam odwagi: stała z maskotką i milczała.
Przy furtce spojrzałam za siebie. Widok tych dwóch postaci ścisnął mi serce, weszłam do domu, mrugając i pociągając nosem.
I co tam? spytał niecierpliwie Grzegorz.
Spojrzałam na zeszyt i broszkę w dłoni. Przypomniałam sobie, iż zapomniałam rękawiczek. I o tym, co powiedziała Kasia: „było mamy” I, iż Włodek potrafi się tak szczerze uśmiechnąć, gdy patrzy na córkę. Coś we mnie rozkwitło. Szkoda mi było Grzegorza, ale oszukiwać jego i siebie nie mogłam.
Wyjęłam pudełeczko z kieszeni, podałam mu i powiedziałam:
Wróć do domu. Przepraszam, nie wyjdę za ciebie. Przepraszam powtórzyłam.
Twarz Grzegorza zesztywniała. Nie był przyzwyczajony do odmów.
Przez chwilę myślałam, iż może mnie uderzy. Ale schował pudełko, zabrał klucze i wyszedł bez słowa.
Szybko przełożyłam jedzenie do pojemników, złapałam rękawiczki dla Włodka i pobiegłam za nimi za ludzi, którzy właśnie byli mi najbliżsi.











