Myślałem, iż spodoba mi się bycie rogaczem. Myliłem się.

Cześć wszystkim, chciałem pomówić trochę o moim doświadczeniu z byciem kukoldem, szczególnie coś, co wydarzyło się między mną a moją byłą żoną.
Zanim zacznę, są dwie rzeczy, które musisz wiedzieć o mojej byłej żonie, dobrze? Po pierwsze, uwielbiała się tym bawić. Uwielbiała to. Była jak zwierzę. I umarła. To był taki scenariusz typu „kura i jajko”, wiesz, rozwód, śmierć, co było pierwsze. Ale chodzi o to, iż jakkolwiek na to spojrzysz, ona znikła z mojego życia.
Nigdy nie wiedziałem, iż jeżeli twój partner umrze, czy to automatycznie znaczy, iż to twój były, wiesz? Ale tak czy inaczej, to nie jest historia, którą zwykle czułbym się komfortowo opowiadając, bo to bardzo osobiste.
Ale powód, dla którego chciałem to opowiedzieć, jest taki, iż nie wiem, czy zauważyliście, ale ostatnio trochę się wściekam. Dlatego mam teraz poczucie, iż mam trochę większy zasięg, a to pozwala mi niejako pokazywać ludziom perspektywę na sprawy, których normalnie by nie dostrzegli.
Na przykład kukoldztwo zwykle jest traktowane jak żart, prawda? W naszej kulturze uchodzi raczej za temat do drwin. A dla mnie jest dokładnie odwrotnie, bo od zawsze zmagałem się z niepewnością, problemami w sferze seksualnej i adekwatnie we wszystkich innych obszarach życia.
Znaczy, jeżeli oglądaliście ten kanał na YouTubie dłużej niż pięć sekund, to pewnie mogliście zauważyć, iż mam poważne problemy psychiczne. Więc dla mnie bycie rogaczem jest raczej czymś w rodzaju ćwiczenia terapeutycznego. To ma dla mnie wymiar emocjonalny, wręcz rytualny.
Zasadniczo, jak mówiłem, przez całe życie miałem ogromny problem z tym, żeby w ogóle odnaleźć się w intymności. Tak naprawdę dopiero kiedy związałem się z moją byłą żoną i zaczęliśmy naprawdę się poznawać oraz czuć się ze sobą swobodnie, byłem w stanie doświadczyć czegokolwiek choć trochę przypominającego fizyczną bliskość.
Nawet kiedy było dobrze, choćby kiedy to była najlepsza noc, jaką mieliśmy, to i tak potem myślałem i obsesyjnie się zastanawiałem: czy ty to udajesz? Czy wolałabyś być z kimś innym? Czy chciałabyś, żeby to był twój były? No wiecie, wszystkie takie rzeczy.
Kontrolowanie to domena przegrywów!
I adekwatnie co noc wypytywałem ją o to wszystko. A potem zaczęło się to przenosić na moje codzienne życie, zamieniając się w pytania typu: czy mnie zdradzasz? Dlaczego, no wiesz, nie odpisujesz mi? Dlaczego nie dzwonisz? Czy ty w ogóle mnie kochasz? No, wszystkie takie rzeczy.
I zrobiło się to dla nas obojga bardzo, bardzo, bardzo, bardzo trudne. To naprawdę zaczęło niszczyć nasz związek, no wiesz, i zaczęło…
Bardzo wyraźnie pamiętam, iż pewnej nocy miałem sen. Nie o taki sen chodziło Martinowi Lutherowi Kingowi. Mam nadzieję, iż nie miał takiego snu, bo to byłoby dość upiorne. Nie wiem, w każdym razie… miałem sen. Teraz nie mogę przestać myśleć o Martinie Lutherze Kingu.
Miałem koszmar. Powiedzmy, iż miałem koszmar. Zły doktor King, no nie? Śniło mi się, iż moja żona okazywała komuś przede mną fizyczną czułość, a ja nie mogłem nic z tym zrobić. Robiła to po to, żeby mnie upokorzyć.
Dręczyła mnie tym, prawda? W końcu ten koszmar zaczął się powtarzać.
W końcu jej o tym powiedziałem: iż od jakiegoś czasu śni mi się taki sen, w którym ty, wtedy jeszcze nie wiedziałem dokładnie, jak to się nazywa, iż mnie zdradzasz. Powiedziałem jej: od jakiegoś czasu mam koszmar, w którym mnie dręczysz… psychicznie i fizycznie, no, w ten sposób. Nie chcę tego mówić, bo nie chcę, żeby YouTube się do mnie przyczepił.
Ale tak, w zasadzie jej to powiedziałem, a ona odpowiedziała: Myślałem, iż ją to rozbawi, ale wcale tak nie było. I powiedziała: „Wiesz co?”
Mam już dość tego, iż masz w głowie taki obraz mnie, takiego tworu twojej wyobraźni, według którego jestem zła, rozumiesz? Wymyśliłeś sobie moją wersję, która jest zła i próbuje zrujnować ci życie. I myślisz, iż to właśnie ja, tak? To na mnie projektujesz. I to właśnie powoduje wszystkie problemy w naszym związku.
A ja wtedy pomyślałem mniej więcej: „No dobrze, nauczka na przyszłość.” „Nigdy więcej nic ci takiego nie mówić”. Ani słowa.
Ale wiesz, kiedy później zacząłem o tym myśleć i zacząłem sobie uświadamiać, iż miała absolutną rację. Miała rację co do joty.
I przez jakiś czas nad tym rozmyślałem. No wiecie, zacząłem próbować, pracowałem nad tym z terapeutą, żeby jakoś wyrzucić z głowy ten jej zły obraz. Ale to po prostu są bardzo, bardzo głęboko zakorzenione problemy, które mam.
Więc w skrócie: pewnej nocy się pokłóciliśmy. Poszło o coś tak głupiego. choćby już nie pamiętam, o co. Ale wiecie, jest tak, iż adekwatnie żadna kłótnia tak naprawdę nie jest o to, o co z pozoru chodzi, prawda? To tak, jak u większości par, które w gruncie rzeczy mają tę samą kłótnię raz za razem przez cały związek. Dokładnie tak samo.
U nas zdecydowanie było podobnie. Doszło do momentu, w którym powiedziała: „Co mamy zrobić?” „Nie możemy tak dalej żyć.” „Musimy albo coś z tym zrobić, albo to zakończyć.”
A ja, żartem, powiedziałem: „No to może trójkąt, co?” Spodziewałem się, iż się roześmieje. Chciałem w ten sposób rozładować napięcie. Ale jej reakcja była w stylu: „Naprawdę?” Zorientowałem się, iż naprawdę ją to zainteresowało. A ja powiedziałem: „No wiesz, żartowałem.” Ale wiesz, jeżeli ty…
Byłem w takim momencie życia, iż po prostu… Czułem się kompletnym nieudacznikiem w związkach. Byłem w takim miejscu, iż byłem gotów na wszystko.
Pewnie zaraz usłyszysz resztę tej historii. I powiesz: ale jesteś głupi. Ale musisz zrozumieć, iż byłem wtedy w takim stanie, iż zrobiłbym wszystko, żeby tylko znowu mnie pokochała. Zrobiłbym wszystko, żeby to naprawić. Wtedy nie wiedziałem, iż nic tego nie naprawi. To niemożliwe.
Więc kiedy rzuciłem uwagę o trójkącie, a ona powiedziała, iż ją to interesuje, powiedziałem: wiesz, tylko żartowałem. Ale jeżeli naprawdę cię to interesuje, to się nad tym zastanowię.
A ona powiedziała: wiesz co? A powiedziała tak dlatego, iż to chyba istotny kontekst, o którym powinienem był wspomnieć wcześniej. Przed naszym ślubem była w związku poliamorycznym. Więc w zasadzie tak żyła przez całe życie, wiesz, obnosząc się z tym po całym mieście. A wszyscy mieli po prostu to akceptować.
I powiedziałem, iż to jest moje ultimatum. Powiedziałem: nie mogę tak żyć, nie mogę się na to zgodzić. Więc albo to się zmieni, albo między nami raczej nic z tego nie będzie. Ale zakochaliśmy się w sobie tak bardzo, iż była gotowa z tego dla mnie zrezygnować.
I wiesz, kiedy teraz o tym mówię, to myślę, iż nigdy naprawdę nie doceniłem tego tak, jak powinienem. To mój błąd. Do tego momentu zrobiłem wiele rzeczy źle.
No ale mimo wszystko powiedziała: dobra, zróbmy trójkąt. Więc pomyślałem: no dobra, chociaż z pewnym wahaniem. Ale uznałem, iż mogę jej na to pozwolić, bo poszła dla mnie na kompromis, żebyśmy mogli się pobrać. Mogłem więc trochę ustąpić i pójść na kompromis, prawda?
Posiedziałem z tą myślą jeszcze kilka dni, a potem do niej wróciłem. Sporo czasu spędzam w internecie. Więc praktycznie nie da się nie natknąć na coś o kukoldztwie w takiej czy innej formie. Tak trafiłem na społeczność na Reddicie skupioną wokół tego tematu. To było naprawdę fajne. Wiesz, to byli ludzie o bardzo podobnym podejściu. Wszyscy mieliśmy podobne pragnienia. Podobne problemy.
Więc kiedy myślałem o trójkącie, wiesz, pomyślałem sobie: no cóż, tak naprawdę nie chcę, bo nie wydaje mi się, żeby to było dobre, bo ledwo potrafię zadowolić jedną kobietę w łóżku, a co dopiero dwie.
Więc powiedziałem jej: a co, jeżeli zamiast trójkąta byłabyś z kimś innym i zrobiłabyś to przy mnie, a ja bym patrzył?
Na początku się roześmiała. To nie był żart. Myślała, iż to jest żart. Powiedziała: chcesz, żebym zrobiła z ciebie rogacza? A ja powiedziałem: no… tak, chyba tak. Sam nie wiem.
Wiem, iż brzmi to jak żart, ale powiedziałem: tak, bo mam wrażenie, iż może… w terapii jest coś takiego jak terapia ekspozycyjna. To w zasadzie polega na tym, iż jeżeli masz jakiś lęk albo fobię, wystawiasz się na to, czego się boisz, żeby zobaczyć, iż to nie jest nic strasznego i to przezwyciężyć.
Więc jeżeli boisz się pszczół, to kopnij w ul. jeżeli masz obsesję na punkcie zarazków, to wsadź kanapkę do toalety i ją zjedz albo poliż… sam nie wiem co. Nie wiem. Chodzi o to, iż konfrontujesz się z tą fobią i wtedy widzisz, iż to nic wielkiego.
Więc powiedziałem: moim najgorszym koszmarem, dosłownie najgorszym z możliwych, jest to, iż partnerka zrobi ze mnie rogacza.
Więc co, jeżeli to po prostu się stanie? I wtedy pomyślałem sobie: no dobra, stało się najgorsze, co mogło się stać. Teraz możemy iść dalej. Teraz mogę przestać żyć w ciągłym strachu, iż to się wydarzy. I wreszcie możemy mieć naprawdę dobre małżeństwo. To był dobry pomysł.
Nawet teraz, kiedy znowu to mówię, przez cały czas wydaje mi się to dobrym pomysłem. No ale dobra. Więc przedstawiłem jej to razem z całym swoim tokiem rozumowania, a ona powiedziała: w porządku. Wiesz, naprawdę ją to zainteresowało, chyba choćby trochę za bardzo. To chyba był pierwszy sygnał ostrzegawczy. Ale wtedy już adekwatnie nie…
Więc kolejne pytanie brzmiało: wybrać kogoś, kogo oboje znamy, czy jednak kogoś obcego? Na początku myślałem, iż lepiej będzie wybrać kogoś, kogo znamy, bo wtedy moglibyśmy jakoś to potem obgadać i, wiesz, jakoś to sobie poukładać. I moglibyśmy o tym porozmawiać. Może moglibyśmy choćby pójść na terapię dla trojga.
No i proszę, spójrzcie na mnie teraz. Staję się poliamoryczny i zostałem w to wkręcony. W każdym razie zaczęliśmy sobie uświadamiać, iż jeśli… przeglądaliśmy listę osób z naszego otoczenia, które wchodziły w grę. I zdałem sobie sprawę, iż nie mogę chodzić na wieczory quizowe i za każdym razem, kiedy próbuję sobie przypomnieć, kto był dwunastym prezydentem, wyobrażać sobie, jak przeleciałeś moją żonę.
Więc uznaliśmy, iż może lepiej będzie znaleźć kogoś obcego. Ale to samo w sobie okazało się dość zniechęcającym zadaniem. Bo zaczęliśmy się zastanawiać: „To co, mamy szukać na Craigslist?” No bo jak to adekwatnie zrobić? I w końcu powiedziałem: przecież cały sens tego polega na tym, iż to ma być dla mnie upokarzające. I iż właśnie takie ma być, no wiesz.
Więc oddaję ci w tej sprawie pełną kontrolę. Rób, co chcesz. Rób to, z kim tylko chcesz. A ja po prostu mam to przełknąć. Właśnie o to chodzi. Nie chodzi tylko o sam moment. Chodzi o całe przygotowania i wszystko, co się z tym wiąże. To kwestia psychiki.
Więc powiedziała: „No dobra”, a ja na to: „Obiecuję, iż wszystko będzie w porządku”. Nigdy tak nie mów. Więc ustaliliśmy datę. A adekwatnie to ona wybrała datę i powiedziała: „Zrobisz to”. I właśnie tego chciałem. No i powiedziała: „Zrobimy to tutaj”. To będzie w domu. Kolejny błąd.
To miało być z osobą, którą poznała poprzez na aplikację Hinge. No i proszę, gotowe. Będzie świetnie. W końcu nadchodzi ten wieczór, a ja jestem strasznie, strasznie, strasznie zestresowany. Wiesz, sama myśl o tym trochę mnie nakręcała i stresowała. Ale popełniłem też jeszcze jeden błąd, podszedłem do tego z nastawieniem, żeby po prostu to przecierpieć, bo to jak płyn do płukania ust. Wiesz, skoro boli, to znaczy, iż działa. To przecież miało boleć. Więc ten ból był czymś dobrym. Trzeba zacisnąć zęby i przez to przejść. Więc pewnie skończyłbym wcześniej. Gdybym wtedy wiedział to, co wiem teraz, ale niestety tak nie było.
Czas mijał, a ja nie mogłem się skupić w pracy, bo cały czas o tym myślałem. No i w końcu nadszedł wieczór, to był piątek. I wtedy ktoś zapukał do drzwi. To on, prawda?
Powiedziała mi, iż nigdy wcześniej nie spotkała tego faceta. I zachowywała się tak, jakby naprawdę nigdy wcześniej go nie spotkała. Ale gdy tylko otworzyła drzwi, przysięgam, iż dostrzegłem coś takiego, jakby taki drobny błysk. Błysk rozpoznania.
Autentyczne pożądanie – Rian Stone
Dynamika pożądania
Wiecie, to było tak, jakby mówili: „Och, miło cię poznać”. No wiesz, „cześć, jak leci?” „Nazywam się tak i tak”. Ale w jej spojrzeniu było coś, co sugerowało, iż wie, kim jest ten człowiek. Ale nic nie mogłem powiedzieć, bo wyszedłbym na wariata.
Ale to był taki moment, iż aż mnie ścisnęło w żołądku. Ale powiedziałem sobie: nie, nie, nie, nie, nie. To tylko sobie wkręcasz, bo i tak jestem przewrażliwiony na tym punkcie. Skąd mam wiedzieć, co jest słuszne, a co nie? To moja życiowa udręka.
Medium [prezentowane zachowanie] jest przekazem [wiadomością]
Pomyślałem więc: dobra, wszystko jedno. Wchodzi.
I wiecie, atmosfera była taka: to co, pogadamy chwilę o niczym czy od razu przejdziemy do rzeczy? Przygotowaliśmy małą deskę serów i wędlin. Wiecie, moja żona lubi takie rzeczy. To chyba powinna być kolejna czerwona lampka, jak bardzo się w to zaangażowała. To wyglądało, jakby to miała być randka. Pozapalała świece, były sery, wino i cały ten klimat. No więc on zaczyna jeść krakersy i, no wiecie, rozmawiać o pogodzie i takich tam. Aż w końcu mówią: dobra, czas zaczynać.
Zaczęli się zachowywać tak, jakby już wcześniej o tym rozmawiali. A może nie, może jednak rozmawiali, tylko ja tego akurat nie powiedziałem. Nie, nie o to chodzi, ale i tak dziwne było to, iż wyglądało, jakby oni byli zgranym zespołem, a ja jakby do tego nie pasowałem. Chyba narzekam dokładnie na to, czego sam chciałem. I powiedziałem jej to, ale sam już nie wiem. Po prostu to wszystko zaczynało sprawiać, iż byłem coraz bardziej, naprawdę coraz bardziej, coraz bardziej roztrzęsiony i zestresowany.
Powinienem był to zatrzymać. Powinienem był powiedzieć: nie, nie chcę już tego robić. Ale tego nie zrobiłem, bo myślałem, iż tak właśnie powinno być. Myślałem, iż właśnie tak to ma wyglądać. Więc oni mówią: dobra, zaczynamy. Chodźmy do sypialni.
Więc wszedłem tam i miałem wrażenie, iż zaraz zwymiotuję. Siadam na krześle, które wcześniej tam ustawiliśmy, tym „krześle rogacza”. Siadam i myślę sobie, iż pewnie powinienem był zrobić to inaczej i patrzeć na faceta, a nie na tył głowy mojej żony.
Bo to mnie dobiło: siedziałem za tym gościem i widziałem twarz mojej żony dokładnie na wprost. Patrzyłem więc na jej twarz i wychwytywałem każdą, najdrobniejszą mikroekspresję, którą okazywała.
Podeszła do tego faceta i aż kipiała z ekscytacji. Ten wyraz ekscytacji na jej twarzy, kiedy do niego podchodziła i się nachylała, no i mówiła coś w stylu: „Nie mogę tego zrobić”. Ale to był wyraz twarzy, jakiego nigdy wcześniej w życiu u niej nie widziałem. Była podekscytowana w sposób, jakiego nigdy wcześniej w życiu u niej nie widziałem. Okazywała emocje, których nigdy wcześniej u niej nie widziałem. I to mnie złamało. To mnie zepchnęło na skraj, bo wiedziałem, iż od tego już nie ma powrotu. Nie ma powrotu, kiedy już się coś wie.
To osoba, o której myślałem, iż znam ją na wylot, prawda? A teraz widzę, iż wcale tak nie jest. Ukrywała przede mną tę część siebie, a może nie tyle ukrywała, po prostu nigdy wcześniej jej nie widziałem. Więc to pewnie znaczy, iż jest jeszcze mnóstwo rzeczy, których też nie dostrzegałem. Może to moja wina. Można się o to spierać bez końca.
Ale chodzi o to, iż zacząłem sobie uświadamiać, jak definitywnie skończył się nasz związek. To było trochę jak doświadczenie poza własnym ciałem. Bo nagle wstałem i powiedziałem: stop. A ona się zdenerwowała i zapytała: o co ci chodzi? Wiesz, była poirytowana. Była na mnie zła, iż to przerwałem. A ja powiedziałem, iż nie chcę już tego robić. A ona na to: przecież powiedziałeś, iż wszystko w porządku. A ja powiedziałem: wiem, iż tak powiedziałem, ale teraz to odwołuję.
Kontrolowanie to domena przegrywów!
I byłem coraz bardziej i bardziej zdenerwowany. W tamtym momencie byłem w 75% pewien, iż się rozwiedziemy, ale ona jeszcze mogła to uratować. Kiedy zirytowała się, iż to przerwałem, pewność rozwodu wzrosła do 90%.
A potem powiedziałem: wiesz co? Żegnaj. To koniec. Róbcie tu sobie, kurwa, co chcecie, bo już nie musicie się mną przejmować. Wyszedłem, trzaskając za sobą drzwiami i poszedłem dalej, potem wsiadłem do samochodu i siedziałem w nim. Nikt za mną nie wyszedł.
Siedziałem w tym aucie pięć minut jak jakiś przegryw, jak żałosny kutas. Pięć minut. Siedziałem tam i czekałem, aż ktoś wyjdzie, ale nikt nie wyszedł. Wtedy nabrałem stu procent pewności. Nikt. Ona nie wyszła. Powiedziałem sobie: to koniec.
Więc odjechałem i pojechałem do znajomego. Zostałem na noc i wstałem następnego ranka. To była jedna z tych nocy, kiedy sen jest okropny, bo nie wiem, czy też tak kiedyś miałeś, iż budzisz się w środku nocy, na początku zapominasz, wiesz, i myślisz sobie: może to był tylko sen. Może jednak nie. A potem sobie przypominasz. I tak budziłem się o dziesiątej, wiesz, potem o północy, o trzeciej nad ranem.
Pamiętam to za każdym razem, bo często chciało mi się sikać. Więc musiałem wstawać w nocy i chodzić do toalety. Poza tym śpię bardzo płytko. Więc budziłem się i od razu przypominałem sobie, co się stało. I za każdym razem, kiedy to do mnie wracało, miałem wrażenie, jakby to wszystko działo się od nowa. I sprawdzałem telefon, czy coś nie napisała jak: „Przepraszam. Wiesz, popełniłam błąd”. Kocham cię bardzo mocno. Naprawmy to. Ale nic, za każdym razem, gdy sprawdzałem, nic.
Następnego ranka budzę się i idę do pracy. Najpierw wpadam do domu. Bo muszę wziąć prysznic i się przebrać, a nikogo tam nie ma. Piszę do niej: „Hej, gdzie jesteś?” Wszystko w porządku? No i nic, żadnej odpowiedzi.
Więc jadę do pracy i choćby nie pamiętam, co się tego dnia działo. Po prostu bezmyślnie pisałem i pisałem, próbując o tym nie myśleć. Ale po prostu nie mogłem się na niczym skupić. Pomyślałem sobie, iż ten dzień jest już stracony. I cały czas sprawdzam telefon. Mam ustawioną głośność na maksa. Wiecie, kiedy podkręcasz to na maksa, żeby w ogóle coś usłyszeć, i przez cały poranek nic się nie dzieje, aż w końcu wybija 11:00.
Dostaję telefon z nieznanego numeru. Myślę sobie, iż to jakiś telemarketing. Często dostaję takie telefony. Więc nie odbieram. Ten sam numer dzwoni znowu od razu potem, chociaż nie odrzuciłem połączenia. Ten sam numer dzwoni do mnie trzeci raz. Więc odbieram.
A ten gość mówi: „Tu ktoś tam z policji Los Angeles”. „Czy rozmawiam z Danielem Hentschelem?” Mówię: „Tak, to ja”. Pyta: „Czy pańska żona to taka a taka?” A ja odpowiedziałem, iż była nią kiedyś. Już nie. Co się dzieje? „Dziś rano miała wypadek samochodowy. Nie żyje.”
I cały świat wokół mnie się zatrzymał. A ja powiedziałem: „Co?” Powiedział, iż nie żyje. Z perspektywy czasu pewnie powinienem był zapytać, co się adekwatnie stało. Ale tego nie zrobiłem. Nie wiem dlaczego. Powiedziałem: „Dobrze”. I się rozłączyłem.
Myślę, iż dlatego, iż to jedna z tych sytuacji, w których tak naprawdę nie wiesz, jak zareagujesz na coś takiego. Po prostu byłem w szoku. I próbowałem traktować to jak zwykłą rozmowę telefoniczną. Powiedziałem więc: „Dobra, dziękuję.” Powiedziałem: „Dzięki.” Rozłączyłem się.
I miałem wrażenie, jakby nagle wszystko… wokół mnie zawirowało. Dzwoniło mi w uszach. Jakby wszystko zniknęło. I znowu poczułem się jak Geppetto. Miałem wrażenie, jakbym wyszedł z własnego ciała. Poszedłem do gabinetu szefowej. I powiedziałem: „Przepraszam.” Chyba powiedziałem: „Przepraszam.” Muszę iść.
I po minie mojej szefowej było widać, no wiesz, iż coś jest nie tak. Tak swoją drogą, moją szefową jest kobieta. No wiesz, zapisz to sobie. Powiedziała, iż widać, iż jestem… no, adekwatnie to tego nie powiedziała. Ale zasadniczo miała taką minę, była równie zszokowana jak ja. Myślę, iż dlatego, iż było po mnie widać totalny szok.
I powiedziała: „Dobrze, no wiesz, zrób, co musisz. Mam nadzieję, iż wszystko jest w porządku.” A ja na to: „Nie jest.” W tym momencie dociera do mnie, iż płaczę, a z nosa cieknie mi katar.
I zdaję sobie sprawę, iż muszę oddzwonić do tego policjanta, bo nie mam żadnych innych informacji. Nie wiem, gdzie ona jest. Nie wiem, co się stało. Nie wiem, co się dzieje, i tak dalej, i tak dalej.
Oddzwaniam do tego policjanta. I pytam: „Co do cholery się stało?” „Co się dzieje z moją żoną?” Jak zginęła? Co się dzieje? A on mówi, iż dziś rano była w samochodzie z tym facetem z poprzedniej nocy. I włączali się na autostradę. I chyba źle ocenili moment, w którym ciężarówka też włączała się do ruchu. Spadli z wiaduktu i dachowali. Oboje nie żyją.
I wtedy dotarło do mnie, iż do końca życia ostatnim razem, kiedy widziałem swoją żonę, była ta mina, którą wtedy zrobiła. Nigdy wcześniej nie widziałem u niej takiego podekscytowania. Bo jakiś przypadkowy facet miał ją za chwilę przelecieć.
Skłamałem. I powiedziałem rodzinie, iż poprzedniego wieczoru wyszliśmy razem coś zjeść. I iż spędziliśmy cudowny wieczór. Powiedziałem, iż się kochaliśmy. Ale nawet wtedy w końcu nie dałem rady dłużej podtrzymywać tego kłamstwa. Bo 12 godzin przed jej śmiercią postanowiłem to zakończyć.
Więc jej rodzice próbowali ze mną ustalać te wszystkie pogrzebowe sprawy. I w końcu po prostu powiedziałem: słuchajcie, rozstaliśmy się poprzedniej nocy. Powiedzieliśmy sobie, iż to koniec. Więc nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Rozumiecie? To wasz problem. Sami się tym zajmijcie. Nie mieszajcie mnie w to. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego.
A oni powiedzieli, iż myśleli, iż pogrążony jestem w żałobie. Więc powiedzieli: nie, nie, nie. No wiesz, daj spokój. W porządku. Kochamy cię. Jesteś częścią tej rodziny. A ja powiedziałem: nie, nie jestem częścią tej rodziny. Jestem nikim. Zdradziła mnie.
A ja powiedziałem: co to znaczy? Odpowiedziałem sobie: po prostu się tym nie przejmuj. Dobrze? I wtedy się rozłączyłem. To wszystko. Ona nie żyje. Tak właśnie umarła.
Myślałem, iż opowiedzenie tej historii sprawi, iż poczuję się lepiej, ale tak się nie stało. Nic nie sprawi, iż poczuję się lepiej. Bo za każdym razem, gdy teraz o niej myślę, widzę tę twarz.
Za każdym razem.
Zobacz na: Żelazne Zasady Rollo Tomassiego
Trening siłowy to pierwszy kamień węgielny budowy fundamentu pewności siebie
Dziedzictwo pierwszych 3 lat – prof. Alan Sroufe, Instytut Rozwoju Dziecka, Uniwersytet Minnesoty
Rozwój Człowieka: badanie Minnesota nad ryzykiem i adaptacją od narodzin do dorosłości
Podstawowy błąd w rodzicielstwie: Jaka jest różnica między mamą tygrysicą a tatą wilkiem?
Psychologia Kukoldztwa i Przyprawiania Rogów
Dlaczego kobiety przyprawiają rogi mężczyznom?
Myślałem, iż spodoba mi się bycie rogaczem. Myliłem się.
https://rumble.com/v79h5w2-bycie-rogaczem.html
Daniel od lat walczy z głęboką niepewnością, lękiem i obsesyjnymi myślami dotyczącymi zdrady oraz własnej wartości. Jego problemy przenikają relację z żoną, stopniowo ją niszcząc. W desperacji, chcąc uratować związek i jednocześnie „przepracować” swoje lęki, zgadza się na sytuację, która ma być dla niego formą ekspozycji – obserwowanie żony z innym mężczyzną.
Podczas tego doświadczenia dochodzi do przełomu. Widząc emocje żony, których nigdy wcześniej nie widział, uświadamia sobie, iż ich związek w istocie już się skończył. Przerywa sytuację i odchodzi, pogrążony w szoku i rozpadzie wewnętrznym.
Następnego dnia dowiaduje się, iż jego żona zginęła w wypadku samochodowym razem z mężczyzną z tamtej nocy. Zostaje z poczuciem winy, niedomknięciem i traumą, ostatnim wspomnieniem jest obraz jej ekscytacji, który burzy wszystko, co o niej myślał.








