Pozostaje mi już tylko wspomnienie, jak musiałam kupić własną lodówkę i postawić ją w swoim pokoju, żeby mama nie podkradała mi jedzenia z zakupów.
Kiedyś powiedziałam: Muszę mieć osobną lodówkę, bo sytuacja robi się nie do zniesienia. Nie przeszkadza mi myśl, żeby sprzedać mieszkanie i podzielić się złotówkami ale mama się na to nie zgadzała.
Miałam wtedy dwadzieścia cztery lata. Ukończyłam studia na Uniwersytecie Warszawskim, znalazłam pracę w kancelarii, choć nie miałam jeszcze męża. Moje życie w tym mieszkaniu nie było łatwe połowa należała do mnie, druga do mamy. Dawniej właścicielem był mój tata. Po jego śmierci odziedziczyłyśmy z mamą po połowie miałam wtedy czternaście lat.
To były trudne czasy rodzina została bez głowy rodziny. Mama, Alicja, zrezygnowała z pracy, kiedy się urodziłam. Uznała, iż nie ma sensu wracać po urlopie macierzyńskim tata dobrze zarabiał, pieniądze były, dom sam się nie prowadził. Po śmierci ojca lamentowała: Żadna firma nie przyjmie czterdziestolatki co, będę sprzątać po ludziach?.
Dostawałam rentę rodzinną, ale mama nie potrafiła odmówić sobie chodzenia do sklepów i kupowania nowych ubrań choć żyłyśmy od wypłaty do wypłaty. Na początku pomagał nam wujek Stefan, ale z czasem też miał dosyć.
Stefan powiedział Alicji, iż musi znaleźć jakąś pracę. Ma przecież swoje dzieci, nie da rady utrzymywać jeszcze nas. Po roku Alicja sprowadziła do domu nowego mężczyznę. Janusz tak miał na imię. Mama powiedziała, iż teraz zamieszka z nami. Chciała rozwiązać problemy finansowe, wychodząc za mąż. Janusz rzeczywiście zarabiał sporo, ale nie dogadywał się ze mną.
Janusz mawiał: Tylko jesz i jesz. Zamiast tego mogłabyś ogarnąć mieszkanie albo zrobić pranie. Po co ci studia? Może myślisz, iż będę cię utrzymywać całe życie?.
Nie miałam odwagi się odezwać. Rentę przekazywano mamie. Alicja nie chciała stanąć po mojej stronie, bała się stracić oparcie.
Jak damy radę bez niego? szeptała do mnie. Nie kłóć się, zrób to, co ci każe. On przecież jest żywicielem.
Mimo wszystko poszłam na studia, dostałam pracę. Przez cały ten okres czułam się dodatkowym obciążeniem Janusz wyliczał każdy grosz wydany na mnie.
Sześć miesięcy po podjęciu pracy mogłam w końcu kupić lodówkę, mówiłam. Postawiłam ją w pokoju bo Janusz zamykał kuchenną na klucz.
Masz pensję? To się sama żyw. usłyszałam od Janusza.
Mama znów zamilkła. choćby gdy Janusz pokazywał mi rachunki za prąd i wodę, domagając się zwrotu kosztów, mama milczała z obawy przed utratą bezpieczeństwa. Po paru latach Janusz stracił pracę. Wtedy zaczęli nocami zaglądać do mojej lodówki. Na mnie spadły prawie wszystkie opłaty przez rok płaciłam rachunki, dopóki nie straciłam cierpliwości i nie założyłam na lodówkę kłódki. Mama protestowała, bo przecież Janusz przez lata nas utrzymywał.
Powiedziałam: Jak chcesz, pomóż mi. Nie jestem jedyna, która dzieli się w tym domu z innymi. Może idź do pracy.
Niedawno Janusz wyniósł się z mieszkania. Mama miała dość mężczyzny bez pracy. Ale lodówka z kłódką stoi jak kiedyś. Uważam, iż mama też powinna zacząć zarabiać. Czy dobrze robiłam? Tego nie jestem już tak pewna ale tak wtedy decydowałam.









