Musiałam kupić własną lodówkę, żeby mama nie zabierała mi jedzenia.
Musiałam kupić własną lodówkę mówi Zuzanna. To absurdalne, ale nie miałam innego wyjścia. Nie przeszkadza mi sprzedać mieszkania i podzielić się pieniędzmi, ale mama jest temu przeciwna.
Zuzanna niedawno skończyła dwadzieścia cztery lata. Studiowała na Uniwersytecie Warszawskim, pracuje jako księgowa w centrum miasta, ale ciągle mieszka z matką w starym mieszkaniu na Pradze. Jest właścicielką połowy lokalu. Dawniej mieszkanie należało do jej ojca, a po jego śmierci ona i matka Barbara odziedziczyły je po równo. Miała wtedy czternaście lat i wydawało jej się, iż świat jest zrobiony z dusznych pokojów i szumiących tramwajów za oknem.
Dziesięć lat temu wszystko się przewróciło do góry nogami. Zostali bez ojca, bez pieniędzy, tylko z tablicą ogłoszeń na klatce i morzem niekończących się rachunków. Barbara porzuciła pracę w bibliotece, gdy Zuzanna była dzieckiem. Nie skorzystała z urlopu macierzyńskiego bo przecież Adam, jej mąż, zarabiał dobrze jako hydraulik. Będziesz się uczyć? pytała córkę, przekładając bezwiednie stare książki. Po śmierci męża Barbara płakała w kuchni: Gdzie mnie zatrudnią po czterdziestce? Może tylko na portiernię w szkole”
Zuzanna opowiada dalej: Dostawałam rentę rodzinną po ojcu, ale mama nie umiała sobie odmówić wycieczek na bazar i kupowania nowych sukienek, choć już wtedy ledwo starczało na chleb i herbatę. Pomagał jej przez chwilę jej brat Janek, ale w końcu miał tego dość.
Janek powiedział Barbarze, iż musi zacząć pracować. Ma dwójkę własnych dzieci w Otwocku i nie wyrobi z utrzymaniem wszystkich. Po roku Barbara przyprowadziła do domu nowego mężczyznę Kazika. Kazik będzie teraz z nami mieszkał, oświadczyła. Miała własny sposób na niedostatek nowy związek. Kazik rzeczywiście zarabiał nieźle, pracował w budowlance, ale z Zuzanną się nie dogadywali, a rozmowy przypominały dziwne echa z podziemnych tuneli.
Kazik czasem mówił: Tylko jesz i gadasz, Zuzka. Może byś posprzątała albo poprała skarpetki? Po co ci studia? Trzeba iść do roboty, nie marzyć. Mam cię ciągle utrzymywać?
Zuzanna nie miała nic do powiedzenia. Renta rodzinna wpadała na konto matki. Barbara choćby nie próbowała rzucać się w obronę córki bała się utraty finansowej podpory.
Jak mam bez niego żyć? pytała Zuzannę. Ty się nie kłóć za bardzo, rób co Kazik mówi. On teraz utrzymuje dom.
Zuzanna ukończyła studia i znalazła pracę. Cały czas traktowano ją jak zbędny bagaż, z którym trzeba się jakoś uporać. Kazik wyliczał, ile wydaje na Zuzę, skrupulatnie jak urzędnik w ZUS-ie.
Sześć miesięcy po tym, jak dostałam pracę, kupiłam sobie lodówkę za oszczędności opowiada Zuzanna z lekkim uśmiechem. Wstawiłam ją do swojego pokoju, bo Kazik zamknął kuchenną na klucz, niby przed robakami.
Masz pracę, to się wykarm sama! śmiał się Kazik, stawiając jej pod drzwi paragony za prąd i gaz.
Barbara milczała, jakby wciąż siedziała między regałami w bibliotece. choćby gdy Kazik pokazywał Zuzannie segregator z rachunkami i żądał spłaty tego, co przez lata wydał na jej jedzenie, Barbara nie powiedziała ani słowa. Potem Kazik stracił pracę w dziwnych okolicznościach nikt nie wie, czy naprawdę go zwolnili, czy zniknął przez śmieszne perypetie z szefem. Od tej pory on i Barbara zaczęli polować na zawartość lodówki Zuzy. Rachunki za wodę, internet i gaz spadły na jej barki, jakby były od zawsze jej losem.
Początkowo Zuzanna płaciła bez słowa, a Kazik przez prawie rok przesiadywał w domu, czytając gazetki promocyjne. W końcu zamknęła lodówkę na kłódkę z Castoramy, z kluczem schowanym w skarpecie. Barbara protestowała, twierdząc, iż Kazik przez lata ich żywił i jej należy się solidarny podział kiełbasy.
Zuzanna powiedziała: Możesz mi pomóc podzielmy się wszystkim, jak w porządnym domu. Idź do pracy, mamo.
Kazik niedawno wyprowadził się do ciotki w Krakowie. Barbara ma dość życia z mężczyzną, który nie przynosi grosza. Ale Zuzanna nie zdejmuje kłódki z lodówki, bo czuje, iż choćby teraz Barbara powinna znaleźć pracę i nie liczyć tylko na cudze zasoby. Czy to sprawiedliwe? W moim śnie tramwaje jeżdżą do tyłu, a lodówki śpiewają pieśni o niezależności może kiedyś Barbara usłyszy którąś z nich.














