13 marca 2026r. Zapisy z mojego pamiętnika
Ludmiło! Jesteś w domu? zawołałem, wchodząc do mieszkania.
Jestem w kuchni odpowiedziała moja żona, głosząc, iż dziś wróciła wcześniej i zajmuje się przygotowaniem obiadu.
Po krótkiej kąpieli i przetarciu rąk podszedłem do kuchni.
Dlaczego nie chwalisz się? zapytałem, próbując wyłowić odrobinę dumy z jej twarzy.
Ciekawe, czym mam się pochwalić? zdziwiła się, marszcząc brwi.
Spotkałem dziś po drodze do domu Zofię z naszego działu. Powiedziała mi, iż dostaliście premię za ten kwartał. Całkiem przyzwoitą.
Rzeczywiście przelew został zrealizowany. A co ci z tego przychodzi?
Co przychodzi? Wczoraj już ci mówiłem: moja mama dzwoniła, potrzebowała pomocy Zosi przy kredycie hipotecznym. Mówiłaś, iż nie mamy pieniędzy. Teraz nagle pieniądze są. Przekażmy Zosi dziesięć tysięcy złotych zaproponowałem.
Na jaką okazję? dopytała Ludmiła.
Nie kombinuj, wiesz przecież, iż Zosi ciężko samodzielnie spłacać kredyt. Zadzwonię do mamy, powiem jej, iż przekażemy środki odparłem i sięgnąłem po telefon.
Zatrzymaj się! Czy ja naprawdę powiedziałam, iż mam spłacać kredyt za twoją siostrę? przerwała mi żona.
Dlaczego nie pomóc, skoro mamy pieniądze? dopytałem.
Zacznijmy od tego, iż te pieniądze nie są nasze, tylko moje. To premia, którą wypracowałam, pracując na pełnych obrotach przez trzy miesiące!
Myślisz, iż kłamię, iż od rana do wieczora haruję, po to by zrobić przyjemność twojej siostrze? Czy to jedyny mój cel?
Ludmiło, ale ona ma dzieci!
Wiesz co, ja też mam dziecko. Wariatka nasza wspólna córka. jeżeli pamiętasz, studiuje już drugi rok na Uniwersytecie Jagiellońskim i mieszka w akademiku w Krakowie.
Co miesiąc przekazuję jej środki na utrzymanie. A ty choćby grosza dałeś naszej córce w ciągu tych dwóch lat?
Wiem, iż pieniądze jej wysyłasz.
A może przydałaby się choć tysiąc złotych od ojca na pończochy? spytałam. A twoja siostra, zanim wciągnęła się w kredyt, powinna była przemyśleć, czy da radę go spłacić.
Bank jednak jej dał zielone światło przytoczył Wojciech.
Właśnie. W banku pracują ludzie, którzy potrafią liczyć. Obliczyli, iż Zofii starczy pieniędzy. A jeżeli nie starcza, to po prostu nieodpowiednio je wydaje.
Na przykład zbyt często wpada w knajpki i kawiarnie, zamiast spłacać raty. Nie zamierzam więc spełniać jej zachcianek!
Wieczorem usłyszałem, jak Ludmiła dzwoni do mamy i informuje ją, iż właśnie przelała jej osiem tysięcy złotych.
Ciekawe, dla Zosi nie masz grosza, a dla mamy proszę bardzo zadrwiłem.
Tak, Wojciechu. Mam już zepsuty protez, muszę iść do dentysty, a emerytura nie jest duża. Poza tym to moja mama, a Zosia to obca mi osoba wyjaśniła Ludmiła.
Zresztą Zofia to moja własna siostra! przypomniał mężczyzna.
No tak, twoja, nie moja. Jakie masz wobec mnie pretensje?
jeżeli tak jest, to pojutrze dostanę wypłatę i sam przeleję Zosi pieniądze odparłem.
Och, proszę. Najpierw oczyść, jak zawsze, dziesięć tysięcy na kartę domową odrzekła żona.
Ludmiło, od dawna chciałem zapytać: dziesięć tysięcy to naprawdę mało? Nie da się mniej?
Można mniej, ale wtedy na kolację będą makaron z keczupem, a nie domowe kotlety czy schabowy. Można choćby nie płacić za media i nie kupować proszku do prania uśmiechnęła się Ludmiła.
Czy nie da się zarządzać gospodarstwem tak, by starczyło na wszystko?
Spróbuj, jeżeli ci się uda, wezmę z tego naukę odpowiedziała.
Rozmowa dobiegła końca, ale ja, myśląc, iż żona nie dotrzyma groźby, przelewałem prawie całą wypłatę siostrze.
Następny dzień wróciłem z pracy i w kuchni nie znalazłem żadnego śladu obiadu.
Ludmiło, co dziś na kolację? zapytałem.
Popatrz w lodówkę odparła.
Otworzyłem drzwi w środku panował pusty chłód. Jedynie na drzwiczce leżała samotna butelka keczupu, a w szufladzie z warzywami dwie zwiotczałe jabłka.
Nie ma nic.
Naprawdę? Co ty tam włożyłeś? zapytała. Nie wiesz, iż żeby coś wyciągnąć z lodówki, trzeba najpierw coś do niej włożyć?
Dość, jestem już głodny odrzekłem.
Rozumiem. Przypominałam ci: gdzie pieniądze położę, tam i jedzenie znajdziesz. A choćby śniadanie dodała, siadając w fotelu z szydełkiem w ręku.
Musiałem pojechać do mamy.
Następnego dnia przyszła teściowa, Nina Władysławówna, by oswoić synową.
Po długiej tiradzie Ludmiła odparła:
Pani Nino, panowała w tym cały dzień bezowocna praca. Nic nowego nie usłyszałam, wiem już, iż jestem złą żoną. Może więc zostawię Was i przyjadę do niego? Po co mi to wszystko?
Nie gadaj tak! Wyszłaś za mąż, więc żyj z mężem! odparła teściowa.
Wszystko jasne. To ja jestem zła! Mieszkanie mam przyzwoite, pensja w porządku, premia też! Jedyny problem: nie chcę dzielić się z wami i Zofią!
Więc postanowiliście opróżnić kieszenie syna? Trzymajcie go sam na ten miesiąc. Pamiętajcie: nie je kiełbasę, nie zje kurczaka.
Na kolację schabowy z frytkami i sałatą. Można jeszcze gołąbki tylko więcej mięsa. A pranie też będziecie robić sami.
Ludmiło, zwariowałaś? Przecież kiedyś żyliśmy razem!
Żyliśmy, czasem nieźle, dopóki nie wtrąciliście się w naszą sprawę. Zofii i Grzegorzowi rozwód, a teraz ktoś wtrąca się w nasze życie?
Co ty mówisz? Kogo rozwiodłam? oburzyła Nina Władysławówna.
A kto inny niż wy? Dzieci wasze drapią nerwy: Grzegorz taki Grzegorz taki! Nie szanuje, ma małe zarobki, wykształcenie kiepskie, mieszkanie małe i tak dalej! wykrzyknęła.
Dość tego, Grzegorz uciekł, a Zofia została sama z dwójką dzieci i nie do pokonaniem hipoteką. Teraz jest wam po drodze?
Na pewno nie! Nudzi wam się, więc wzięłyście się w moje sprawy! Ja nie jestem Grzegorzem, nie będę dłużej czekać oddam wam Wojciecha, zadbajcie o niego sami, kto lepiej niż własna matka? Naprawdę, Wojciechu?
Co ty, Ludmiło! Nie myślałem o tym! Nie chcę się z tobą rozwieść! Po prostu mama chciała pomóc Zofii tłumaczył mąż.
Pomoc? To znaczy, iż do następnej wypłaty mieszkasz u mamy albo u Zofii tak się umówią. A ja się jeszcze zastanowię.
Zrozumiałem, iż Ludmiła nie żartuje. Przez cały miesiąc mieszkałem u matki, aż do piątego dnia, kiedy wróciłem do domu.
Ludmiło, przelewiłem ci wypłatę i Varze (naszej córce) trzy tysiące oznajmiłem przy wejściu.
Z kuchni dochodził apetyczny zapach smażonej wieprzowiny w słodkokwaśnym sosie.
Idź umyj ręce i usiądź do stołu uśmiechnęła się Ludmiła. Czy pójdziesz do mamy?
Zadrżałem, język zakleszczał się od strachu. Ludmiła wiedziała, iż już nie ma sensu przekonywać mnie. Teraz jej działania wpisały się w mój rozum i zostaną ze mną na długo. A gdyby zapomniała, z przyjemnością mi przypomni.
—
Czuję, iż dzisiaj miałem do czynienia z prawdziwą przysługą i jednocześnie z ostrym lustrem, w którym zobaczyłem własne słabości. Muszę przemyśleć, co naprawdę liczy się w rodzinie pieniądze, przywileje czy wzajemny szacunek. Na jutro mam już plan: spróbuję wyciągnąć coś z pustego lodowca, ale najpierw muszę zrobić miejsce na nowe jabłka.










