Po tym, jak urodziłam dziecko, trochę się zaokrągliłam. Waga tak naprawdę się nie zmieniła, ale… Mój mąż zaczął narzekać, iż jestem taka, a nie inna, i cały czas nawiązywał do mojego wyglądu.
Zamiast powiedzieć Nic się nie stało, kochanie, ciągle jesteś najwspanialsza i poczekać, aż dojdę do siebie, on zrobił zwrot przez lewo. Odszedł tak szybko, iż któregoś dnia po prostu już nie wrócił. Zostałam sama z dzieckiem na rękach. Nie muszę się wdawać w szczegóły, wszystko jest jasne.
W końcu zmęczyło mnie użalanie się nad sobą i znalazłam siłę, żeby wrócić do życia. Wzięłam psa, nazwałam go Burek, i zaczęłam biegać z nim rano po parkach w Warszawie. Zmuszałam się do ćwiczeń brzucha. Psychicznie było to bardzo trudne, ale odciągało mnie od czarnych myśli. Przyzwyczaiłam się do sportu i wreszcie, kiedy znalazłam pracę, zapisałam się do klubu fitness.
W przeciwieństwie do poprzednich instruktorów w naszym osiedlowym centrum sportowym, trener z siłowni okazał się cierpliwym i uważnym człowiekiem. Po kilku latach regularnych wizyt w klubie, nie tylko wróciłam do swojej dawnej sylwetki, ale i poprawiłam ją tu i ówdzie))) Co najmniej o półtora raza lepiej) Znów się pokochałam, polubiłam swoje ciało.
Pewnego dnia, wracając do domu z torbą do ćwiczeń w sportowym stroju, zauważyłam, iż mój były stoi pod drzwiami bloku na Pradze z kwiatami i krówkami… Najwyraźniej dzwonił domofonem, ale mój syn nie otwierał. Wtedy zdałam sobie sprawę, iż właśnie teraz mam szansę na spełnienie marzenia wielu porzuconych osób
Sprawić, by żałował i płakał. Zarzuciłam ręce za głowę, zrobiłam pięć szybkich przysiadów, poprawiłam bluzkę na klatce piersiowej i ruszyłam w jego stronę…
A wiesz, co mi powiedział? Przepraszam, pani, mieszka pani w tym bloku? Może pani otworzyć drzwi?
Zaśmiałam się gorzko, zakryłam twarz dłońmi, a czując niewyobrażalne zwycięstwo, odsunęłam się… Powiedziałam coś zabawnego? od razu się zirytował. Co cię tak rozbawiło? spytał. Odpowiedziałam… W urzędzie stanu cywilnego… Gdy przysięgałeś kochać i chronić… Odwróciłam się do niego twarzą i powiedziałam Jeszcze nie potrafię się śmiać! Spuścił na mnie wzrok. Masz dziesięć sekund, żeby opuścić to podwórko oznajmiłam bez uśmiechu. Mogę chociaż zobaczyć syna? błagał. Wynoś się… Wynoś! Odszedł, oglądając się kilkukrotnie… Ale to już nie miało znaczenia. Sny się spełniają, jeżeli bardzo tego chcesz.










