Ostatniej nocy śniło mi się, iż moja mama i ja wpadłyśmy w ogromny konflikt. Cała sytuacja była surrealistyczna mieszkałyśmy razem w jednym mieszkaniu w Warszawie, chociaż mama od lat próbowała mnie stamtąd wygonić. Bezskutecznie oczywiście, bo jestem zameldowana na stałe. Słyszałam już setki różnych powodów, dla których powinnam wyprowadzić się, a mimo to starałam się utrzymać dobre relacje z najbliższymi.
Może stwierdzisz, iż mieszkanie z matką mając trzydzieści lat to nie jest normalne. Zgadzam się z tym, ale kiedy wyszłam za mąż, nie mieliśmy z Pawłem innej możliwości. Potem urodzili się nasi synowie Bartosz i Miłosz, więc nie mieliśmy czasu, żeby szukać nowego lokum.
Często nie starcza nam pieniędzy. Moja pensja jest niewielka, a Paweł pracuje zdalnie; czasami przez całe tygodnie nie ma żadnych zleceń i jego zarobki wiszą na włosku. Ledwo stać nas na spłatę kredytu samochodowego, który musieliśmy wziąć. Mama zresztą nie jest z tego zadowolona.
Dlatego wciąż mieszkamy z nią. Jest łatwiej dzielimy opłaty za prąd i gaz, robimy wspólne zakupy na targu. Mogę też zostawić synów u mamy, co bardzo mi się opłaca. Ale od dwóch lat mama choćby nie próbuje się uspokoić, tylko coraz częściej daje nam do zrozumienia, iż powinniśmy kupić swoje własne mieszkanie i wynieść się.
Bardzo bym chciała, ale skąd wziąć tyle pieniędzy? Na początku subtelnie tłumaczyłam, iż nie mamy takiej możliwości, ale oszczędzamy na to powoli. Z czasem stało się to nieznośne, i śniły mi się awantury, które wybuchały bez końca.
Mój mąż nie chce się wtrącać, bo boi się problemów z teściową. Rozumiem go, ale brakuje mi jego wsparcia.
Co mógłby zrobić? Najlepszy scenariusz to kupno mieszkania, ale to nierealne, póki nie spłacimy całego długu za samochód.
Wiem, iż mama pragnie ciszy i spokoju na stare lata, ale to chyba nie powód, żeby nas eksmitować. Zresztą słyszałam przecież, iż mama planuje zostawić mi to mieszkanie jaki więc sens szukać nowego lokum?
W ostatnim śnie dostaliśmy się z mamą w ogromną kłótnię i od tej pory nie rozmawiamy. Moja ciocia Janina zmarła i zostawiła mamie kawalerkę w Łodzi.
Sądziłam, iż to wspaniała wiadomość mama mogłaby przeprowadzić się do mniejszego mieszkania, mieć upragnioną ciszę i spokój.
Ale ona oznajmiła, iż nigdzie się nie rusza, a nam nie odda żadnego mieszkania. Powiedziała, iż musimy rozwiązać to sami.
Czy to jest normalne? Jak możemy dalej się porozumiewać?


