No wyobraź sobie, ostatnio pokłóciłam się z mamą na maksa. Mieszkamy razem w jednym mieszkaniu w Warszawie już od lat, a ona próbuje mnie stamtąd „wypchnąć” dosłownie, od lat chce, żebym się wyprowadziła. Nic nie skutkuje, bo jestem zameldowana i legalnie mam prawo tu być. choćby nie zliczę, ile razy słyszałam od niej różne argumenty i pretensje, a przecież zawsze chciałam mieć z bliskimi dobre relacje.
Może uznasz, iż mieszkanie z mamą w wieku 30 lat to nie jest normalne, i tu Cię rozumiem też o tym myślałam. Ale gdy wyszłam za mąż za Piotra, nie mieliśmy innej opcji. Potem urodzili się nasi synowie Tomek i Kuba i już nie było kiedy się przenosić. Po prostu nie mieliśmy możliwości.
Ciągle nie mamy wystarczająco pieniędzy. Moja pensja w kancelarii jest niewielka, a Piotr pracuje jako freelancer w domu zlecenia są nieregularne. Bywa, iż przez kilka tygodni nie ma żadnego zlecenia, więc zarobki są różne. Ledwo stać nas na spłatę kredytu za samochód, który był dla nas absolutnie potrzebny. Mama się tym też nie przejmuje, raczej dokłada kolejne pretensje.
Właśnie przez to ciągle mieszkamy razem. W sumie łatwiej dzielić koszty za prąd, wodę czy jedzenie. No i zawsze mogę zostawić dzieci z mamą, co jest ogromną pomocą. Ale od dwóch lat mama jest coraz bardziej niecierpliwa, na każdym kroku daje mi do zrozumienia, iż powinniśmy kupić własne mieszkanie i wynieść się.
Ja też bym chciała, ale skąd miałabym wytrzasnąć tyle pieniędzy? Na początku jeszcze spokojnie tłumaczyłam, iż to niemożliwe, ale stopniowo atmosfera się psuje i coraz częściej się kłócimy.
Piotr nie chce się angażować, bo nie chce mieć na pieńku z teściową, i szczerze mówiąc go rozumiem. Ale czasem mi brakuje jego wsparcia.
No ale co on może zrobić? Wyjście idealne to kupić mieszkanie, ale nie damy rady, dopóki nie spłacimy kredytu na samochód.
Wiem, iż mama marzy o ciszy i spokoju na emeryturze, ale to wg mnie nie powód, żeby nas wyrzucać z mieszkania. Tym bardziej, iż już kilka razy słyszałam, iż mama planuje mi zostawić to mieszkanie w spadku więc po co mam się tułać po mieście?
A ostatnio przyszedł taki kryzys, iż po prostu nie rozmawiamy. Wyszło to tak, iż umarła moja ciocia i zostawiła mamie kawalerkę na Pradze.
Pomyślałam super, w końcu mama może się przenieść do mniejszego mieszkania i mieć ten upragniony spokój.
Ale mama nie tylko nie chce się wyprowadzić, ale jeszcze odmówiła oddania nam tamtej kawalerki. Powiedziała, iż mamy sami sobie radzić.
Czy to jest normalne? Jak dalej z nią rozmawiać, skoro atmosfera jest tak napięta?














