Moja córka postanowiła zacząć dorosłe życie i zamieszkała z narzeczonym. Dwa tygodnie później zobaczyłam Alę ze spakowanymi walizkami pod naszym blokiem

newskey24.com 21 godzin temu

Tego wieczoru wróciłam do mieszkania na Ursynowie, zmęczona po całym dniu pracy w biurze. Gdy przekroczyłam próg, momentalnie poczułam narastający niepokój z pokoju córki dobiegał nerwowy szelest. Weszłam tam i stanęłam jak wryta. Moja Hania gorączkowo pakowała walizki, upychała ubrania, kosmetyki, laptopa choćby lampka nocna znalazła swoje miejsce w torbie.
Co tu się dzieje? wykrztusiłam, siląc się na spokój. Haniu, dokąd ty się wybierasz?
Usłyszałam tylko niepewne:
Mamo, przeprowadzam się do Tomka. Już czas, jestem dorosła.
Zamurowało mnie. Hania, moja jedyna córka, dopiero co skończyła osiemnaście lat. W gardle ścisnął mnie strach, a z ust wyrwało się podenerwowane:
Jak to przeprowadzasz się do jakiegoś Tomka? choćby nie mieliśmy okazji go poznać. Kim on jest? Za co zamierzacie mieszkać? Kto to finansuje? Nie jestem pewna, czy podejmujesz dobrą decyzję, wszystko dzieje się tak szybko
Mamo, skończ, proszę. Przecież czasy się zmieniły. Jestem dorosła i będę żyć po swojemu rzuciła Hania, unosząc głowę wysoko.
Patrzyłam, bezsilna, jak zamyka walizki. W myślach żegnałam się z tymi wszystkimi rzeczami choćby z mikserem, którego i tak nie potrzebowałam. Zbierała się do wyjścia, a ja czułam, jak serce ściska mnie coraz mocniej. Spojrzałam przez firankę i zobaczyłam ciemnowłosego chłopaka, który wsadzał jej torby do bagażnika starego opla.
Skoro zdecydowała, niech pozna, czym jest dorosłość pomyślałam gorzko. Może przekona się, iż życie poza domem nie jest takie proste. Następnego dnia, po krótkiej naradzie z sąsiadem, zadzwoniłam do ślusarza i zmieniłam zamki w drzwiach. Wolałam dmuchać na zimne nie wiedziałam, kim jest ten Tomek i czego się po nim spodziewać.
Cisza trwała kilka dni. Hania nie dała znaku życia; bolało mnie to bardziej, niż potrafiłam przyznać. I wtedy zadzwonił telefon:
Mamo, możesz zapłacić mi czesne? usłyszałam w słuchawce głos Hani.
Poczułam ukłucie żalu. Dzwoniła tylko w sprawie pieniędzy, choćby nie zapytała, jak się czuję.
Nie, córeczko. Jesteś dorosła, więc, jak uznaliście, radź sobie sama odparłam sucho.
Po drugiej stronie zapadła cisza, potem moja córka rzuciła rozgoryczona:
No pięknie, dzięki mamo! i rozłączyła się.
Ona postawiła na swoim. Ja postanowiłam urządzić jej pokój na nowo. Miałam już dość tej pustki zamówiłam w internecie porządne biurko, powiesiłam wesołe zasłony. Łóżko zostawiłam, z myślą iż może kiedyś wróci
Minęły dwa tygodnie. Właśnie wracałam tramwajem z centrum po pracy, gdy na klatce zobaczyłam Hanię, obładowaną torbami, z zapłakanymi oczami, z rozmazanym makijażem. Wyglądała jak dziecko, które zgubiło się na Dworcu Zachodnim.
Skarbie, czemu nie zadzwoniłaś, iż wracasz? spytałam łagodniej, niż chciałam, podchodząc szybkim krokiem.
Wstydziłam się, mamo A ty w ogóle nie cieszysz się na mój widok? zapytała z tremą w głosie, łzy wciąż spływały jej po policzkach.
Haniu, chodź, już dobrze Chodź do domu otworzyłam drzwi, pozwalając jej wejść.
Odstawiła torby w swoim dawnym pokoju, ale czegoś tam brakowało. Zapytałam o ekspres do kawy. Okazało się, iż został u matki Tomka. Wyszło na jaw, iż pani Morawska, mama Tomka, potrącała Hani za pokój i jedzenie, a Tomek trzydziestoletni mężczyzna, który własnej pracy się nie imał choćby nie zamierzał dopłacać do czesnego dziewczyny.
Hania wtedy spojrzała na mnie z nieskrywanym zmęczeniem i zapytała:
Mamo, czy mogłabym na razie zostać tutaj?
A mnie znów zmogły emocje. Przytuliłam ją mocno, czując żal, ulgę i miłość Tak wygląda dorosłość, której tak bardzo jej się chciało. I tylko jedno mnie zastanawiało co ten cały Tomek sobie wyobrażał, kiedy przyprowadził moją bezrobotną osiemnastolatkę do matki?

Idź do oryginalnego materiału