Tę noc, kiedy przybyły sny z mgły, moja ciotka Barbara, krawcowa z małej wsi pod Krakowem, odszedłszy, zostawiła mi swój domek. Rodzice, Stanisław i Magdalena, nie zgodzili się na to dziedzictwo. Żądali, żebym sprzedał dom, wydał złotówki na ich ręce i zostawił sobie jedynie drobną część. Twierdzili jednogłośnie, iż nie mam prawa do tej chatki.
Czasem najbliżsi stają się wrogami. Trudno uwierzyć, ale moi rodzice naprawdę mnie nienawidzą. Często myślę, iż nie są moją prawdziwą rodziną. Z młodszą siostrą, Zosią, nie można tak powiedzieć. Nie przypominamy się sobie wcale, nie chcę być jak ona jej charakter mnie nie pociąga. A jednak rodzice zawsze przedstawiali ją jako wzór.
Zosia, mając dopiero osiem klas za sobą, zachowuje się niegrzecznie wobec starszych i nie dba o własny wygląd. Nie wiem, kogo mam naśladować Choć ja byłam najstarsza w rodzeństwie, Zosia kupowała nowe ubrania, a ja nosiłam używane rzeczy, które ona już nie chciała nosić.
Nikt nie wierzył, iż naprawdę jesteśmy siostrami. Ja byłam uprzejma i schludna, ona porywcza i bez zahamowań. Kochana była tylko moja ciotka Barbara, siostra mojego ojca. Nie mając własnych dzieci, opiekowała się mną i, szczerze mówiąc, była dla mnie bliższa niż rodzice i Zosia. Spędzałyśmy razem długie godziny, a ona przekazywała mi wszystko, co wiem. Czułam się przy niej tak bezpiecznie, iż nie chciałam już wracać do domu.
Dziś mogę powiedzieć, iż to właśnie ciotka Barbara wyrosła mnie na prostą. Z miłością do szycia wpoiła mi tę pasję. Gdy zmarła, zanim zdążyła założyć własną rodzinę, zostawiła mi swój mały domek.
Lecz to nie ukoiło bólu po stracie ukochanej osoby. To dziedzictwo wydało się jak dar losu w końcu mogłam wyrwać się z tej wężowej piwnicy i żyć spokojnie. Jedynym, co mnie niepokoiło, był fakt, iż mój ojciec uważał się za bezpośredniego spadkobiercę tego domu. Przewidywałem już wielki skandal.
Obawy spełniły się, gdy rodzice i Zosia dowiedzieli się o wszystkim. Domagali się, żebym sprzedał chatkę, oddał im pieniądze i zatrzymał jedynie niewielką część. Jednym głosem krzyczeli, iż nie mam do niej prawa.
Kiedy ich argumenty nie przyniosły skutku, zaczęli apelować do litości i przywoływać, iż wciąż jesteśmy rodziną. Przypomnieli sobie o rodzinnych więzach niczym echo dawno zapomnianej kołysanki.
Moja decyzja jest prosta: tak, sprzedam dom, ale kupię nowy, jak najdalej od nich. choćby z bronią w ręku nie zdradzę im nowego adresu. Zasługuję na szczęśliwe życie bez ich cieni.
Chcę to zakończyć tak szybko, jak sen rozprasza się przed świtem, i rozpocząć nowe istnienie.











