Dziennik, wpis z dnia…
Moja była teściowa nieustannie śledzi naszą rodzinę.
Małgorzata, była teściowa, ma dziś 52 lata i jest matką mojej zmarłej żony, Marioli. Wziąłem ślub, gdy miałem 23 lata. Mariola zaszła w ciążę tuż przed ślubem i tak urodziła nam się córka, Zuzanna.
Po dwóch latach nasze życie diametralnie się zmieniło Mariola ciężko zachorowała i bardzo gwałtownie zmarła.
Zostałem tylko ja i Zuza. Postanowiłem się przeprowadzić do rodziców do Krakowa. Było to wygodne: pracowałem codziennie po 10 godzin, a rodzice mogli wtedy opiekować się Zuzą. Tak się umówiliśmy.
Wkrótce awansowałem w pracy i kupiłem dom mniej więcej pół godziny drogi od rodziców. Od tej pory Zuzanna była pod opieką babci i dziadka albo niani, którą zatrudniłem (nie chciałem zbytnio obciążać rodziców, więc naciskałem, by czasem mieli wolne). Teraz Zuzka ma już osiem lat.
Nagle Małgorzata postanowiła przeprowadzić się do Krakowa, bo chciała być bliżej wnuczki. Byłem mocno zaskoczony nie tyle motywem, bo go rozumiałem, co odległością, jaka nas dzieliła. Przecież mieszkała wcześniej pod Szczecinem!
„Niech będzie” pomyślałem „Mariola była jej jedynym dzieckiem, a Zuza to na razie jedyna wnuczka. Pewnie nie chce zostać całkiem sama”.
Od kiedy jednak zamieszkała w Krakowie, zaczęły się problemy…
Przede wszystkim jest u mnie w domu niemal cały dzień. Naprawdę, obecna jest choćby wtedy, gdy wracam zmęczony po pracy. Mało tego, Małgorzata zaczęła przychodzić do mnie w każdy weekend. Zwrot „przychodzić” to spore uproszczenie adekwatnie siedzi u mnie od rana do wieczora.
Potrafi być u mnie choćby gdy Zuzanna jest w szkole. Oto, co zwykle mówi:
„Nie masz nikogo do sprzątania, więc zostanę. Kurz zbiera się codziennie, mężczyzna sobie nie poradzi”.
„Kwiaty w salonie już więdną, za dwa dni i tak będzie trzeba je wyrzucić”.
„Wczoraj widziałam, jak ktoś obcy kręcił się przy ogrodzie, złodzieje pewnie. Ale nie weszli, bo tu byłam”.
„Nie martw się, nie zabiorę ci pieniędzy”.
Mam wrażenie, iż ciągle myśli, iż duch jej córki przez cały czas jest w tym domu razem ze mną. Parę razy przyłapałem ją na tym, jak mówi do kogoś, mimo iż nikogo poza nią nie było w pokoju…
Po wielu rozmowach zaczęło mi być bardzo niezręcznie z jej zachowaniem; czułem się wręcz przytłoczony jej obecnością. Była teściowa zawsze słuchała moich argumentów, ale…
W zeszłym tygodniu miarka się przebrała. Od ponad roku spotykam się z pewną dziewczyną, Katarzyną. Akurat ten weekend był idealny, by zaprosić ją do siebie do domu. Zuzka pojechała wtedy do dziadków, więc miałem wolne mieszkanie.
Była kolacja, film, wszystko w miłym klimacie. Siedzieliśmy na kanapie, gdy nagle usłyszałem dziwny szelest i stuknięcie w przedpokoju. Podniosłem się, patrzę przerażony, a w drzwiach stoi Małgorzata, która najwyraźniej weszła sobie bez pukania lub dzwonienia.
Pomyślałem: „Co, znowu kwiatki schną?”
Ale to ona dostała ataku szału i zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, oskarżyła mnie o zdradę i brak szacunku dla nieżyjącej żony.
Zamurowało mnie z tego tupetu. Powiedziałem jej wszystko, jak myślę, zabrałem klucz i poprosiłem, by natychmiast opuściła dom:
Nie jesteś tu już mile widziana!
Małgorzata nie ma nikogo bliskiego. Wielu, w tym moi rodzice, radzi mi, bym się zastanowił. Pewnie uczciwość wymaga kompromisu. Myślę, iż czasem będę wysyłał Zuzannę w odwiedziny, bo to jej babcia. Ale moje mieszkanie musi pozostać moją twierdzą. Koniec i kropka.
Na koniec tej historii, wiem już, jak ważne jest, by jasno wyznaczać granice choćby wobec najbliższych. Inaczej można stracić poczucie własnego domu oraz siebie samego.










