Znam Adama jeszcze z czasów dzieciństwa. Mieszkaliśmy w tym samym podwórku i, rzecz jasna, byliśmy kumplami. Jak już trochę podrośliśmy, całą paczką włóczyliśmy się po centrum Warszawy. Spacerowaliśmy albo po prostu okupowaliśmy jedną z tych wiecznie wytartych ławek. Miłosne relacje z dziewczynami traktowaliśmy mocno z przymrużeniem oka bardziej interesowało nas, co powiedzą koledzy nikt nie chciał wyjść na frajera.
Potem ja poszedłem do wojska, a Adam jakoś się wykręcił do dziś nie wiem jak. Po wojsku znalazłem robotę, później się ożeniłem. Z żoną przeżyliśmy razem dziesięć lat i dorobiliśmy się dwójki dzieci. W końcu zorientowaliśmy się, iż jesteśmy sobie kompletnie obcy. Zaczęły się kłótnie, aż w końcu uznaliśmy, iż nie ma sensu dalej razem mieszkać. Rozwód przyszedł szybciej, niż nowa reklama piwa w telewizji.
Dwa lata później, już jako wolny człowiek, przypadkiem spotkałem Adama. Zmienił się przez te dwanaście lat był teraz zdecydowanie większy, można by rzec: solidna polska postać.
Usiedliśmy w kawiarni, zaczęliśmy gadać. Wyszło na to, iż Adam też już po przejściach, też rozwodnik i niczym pancernik szukający przystani rozgląda się za nową kobietą. Minął rok, zakochałem się i znowu się ożeniłem. Przypadkiem znów trafiłem na Adama i okazało się, iż on również znalazł sobie wybrankę. Muszę przyznać jego żona nie przypadła mi do gustu. Była… postawna, lekko mówiąc.
Adam, co ci się w niej podoba? zapytałem bez owijania w bawełnę.
Adam aż się rozpromienił i mówi, iż to złota kobieta świetnie sprząta, gotuje jeszcze lepiej.
I wiesz co? Daje mi święty spokój! Mogę sobie w spokoju wypić piwo przed telewizorem, pooglądać mecz, wyskoczyć na browar z chłopakami. Żadnych zakazów ani fochów. Kobieta idealna!
Nie powiem, trochę mnie to zdziwiło. Dla mnie kobieta życia to zupełnie coś innego. Oczywiście, dobrze jak ktoś umie przyrządzić schabowego i ogarnąć mieszkanie ale najważniejsze, żeby się kochać.
Dla niektórych większe znaczenie ma porządek i domowa kuchnia. Dla mnie i mojej żony najważniejsze jest to, żebyśmy nadawali na tych samych falach, rozumieli się bez słów i szanowali wzajemnie. Śmiejemy się, gotujemy i sprzątamy razem. I właśnie to daje radość.
Bo jak dwoje ludzi jedzie na jednym rowerze w tym samym kierunku, dojechać do szczęścia jest dużo łatwiej.
Zgadzasz się ze mną?










