Mój syn przyprowadził dziewczynę do naszego mieszkania i nie mam pojęcia, jak ją wyprosić – co powinnam zrobić w naszej polskiej, 44-metrowej kawalerce?

newskey24.com 2 godzin temu

Tylko pod osłoną anonimowości można wyznać rzeczy takie jak te, które dziś tutaj opisuję. Minęło już tyle lat, a ja do dziś czuję gorycz tamtych dni. Wiem, iż niektórzy będą mnie oceniać, ale wierzę, iż matki, które nagle zobaczyły, jak ich dzieci stają się dorosłe, zrozumieją mnie najlepiej.

Rodzisz dziecko, wychowujesz je samotnie, bo nie wytrzymałaś już z jego ojcem, rozwodzisz się, dwoisz i troisz, by dziecku nie brakowało miłości ani poczucia wartości, dorabiasz na dwóch etatach, stoisz przy kuchence jak na trzeciej zmianie, odkładasz złotówki na coraz to nowsze telefony, opłacasz szkoły i korepetycje, a potem:

Mamo, Jagoda będzie z nami mieszkać.

Z kim? W naszym skromnym mieszkaniu o powierzchni 44,2 metra kwadratowego? Dziewczyna zamieszka w pokoju mojego syna? Będzie z nami jeść? Prać swoje rzeczy w naszej pralce? A może będziemy mieć teraz dwie gospodynie?

Mój syn był taki szczęśliwy, kiedy oznajmił mi tę nowinę, jakby spodziewał się, iż uśmiechnę się od ucha do ucha, podskoczę z euforii i może jeszcze pobiegnę opróżniać szafy na rzeczy Jagody.

To sympatyczna dziewczyna, ale to nie oznacza, iż chcę kogoś obcego pod własnym dachem. Dorośli są? Niech biorą kredyt hipoteczny, albo wynajmują kawalerkę! Dlaczego mają oszczędzać moim kosztem, żeby nie musieć wynajmować mieszkania? Czy spokój i nerwy matki nic nie są warte?

Tak właśnie się czułam, ale pozwoliłam Jagodzie wejść. W końcu mój syn ma również prawo do tego mieszkania, by sprowadzić do niego swoją dziewczynę. Kłamię obiecałam przecież, iż napiszę prawdę. Znajomi mieli mi za złe: Nie myślisz o szczęściu syna, co z Ciebie za matka?

A teraz codziennie wracam do domu i wszystko mnie drażni. Już od progu. Buty w przedpokoju, brudna kuchenka Jagoda znów coś pichciła. I co z tego, iż zużyła zakupy, które robiłam sama? Ja nie pozwalam sobie na marnotrawstwo. I jak tu gotować, gdy nagle brakuje mąki? No i te wiecznie zajęte łazienki!

Przyznaję się bez bicia pragnę, żeby Jagoda wyprowadziła się z mojego mieszkania. Nie potrzebuję tu drugiej pani domu.

Wtedy wpadłam na przewrotny pomysł: a gdybym to ja sprowadziła sobie jakiegoś mężczyznę? Dlaczego tyle lat samotnie dbałam o syna, ukrywając przed nim swoje związki? W końcu on ma swój pokój, to może teraz pozwolić, by i ja z kimś przyjechała z walizką, żebyśmy wszyscy gnieździli się razem na 44 metrach kwadratowych?

Taka właśnie nietypowa historia wydarzyła się w moim życiu. Jako matce małego chłopca trudno mi się było wcześniej postawić na miejscu tej kobiety, ale z ciekawością czekałam na opinie innych.

A wy, drodzy czytelnicy? Może wasze dzieci są już dorosłe i przeżyliście coś podobnego? Dogadujecie się z partnerami waszych pociech? Czy kobieta ma prawo wyrzucić Jagodę z domu?

Idź do oryginalnego materiału