Mój syn obiecał mi dom na wsi w prezencie – gdy tam dotarliśmy, ziemia zaczęła się pode mną zapadać.

twojacena.pl 13 godzin temu

Mój syn powiedział, iż kupił mi domek na wsi, ale gdy tam dotarliśmy, świat zawalił mi się na głowę.
Nazywam się Stanisław i mam 79 lat.

Nigdy nie myślałem, iż będę szukał rady u obcych, ale teraz potrzebuję waszego spojrzenia na tę sprawę.

Większość życia spędziłem jako samotny ojciec. Moja żona, Halina, odeszła, gdy nasz syn Marek (dziś 36-letni) miał zaledwie dziewięć lat.

Były to ciężkie czasy dla nas obu, ale trzymaliśmy się razem. Od tamtej pory byłem dla niego i ojcem, i matką, pracując dzień i noc, by dać mu wszystko, co najlepsze.

Marek wyrósł na dobrego człowieka. Miał oczywiście momenty buntu, ale generalnie był uczciwy, pracowity i rozsądny. Dobrze się uczył, dostał stypendium na studia, a potem znalazł solidną pracę w banku.

Zawsze byłem z niego dumny i widziałem, jak idzie przez życie z podniesioną głową. choćby gdy się wyprowadził, zostaliśmy blisko dzwoniliśmy regularnie, a kolacje raz w tygodniu były świętością.

Tato powiedział, ale nie patrzył mi w oczy. Przepraszam. Mówiłem, iż to domek, ale tu będzie dla ciebie lepiej. Tutaj ktoś się tobą zajmie.

Zajmie? Nie potrzebuję opieki! Jestem w pełni sprawny! Dlaczego mnie okłamałeś?

Tato, proszę Marek w końcu na mnie spojrzał, a w jego oczach widziałem błaganie. Ostatnio dużo zapominasz. Martwię się, iż mieszkasz sam. To miejsce ma wszystko, czego potrzebujesz, a w razie czego zawsze ktoś będzie w pobliżu.

Zapominam? Każdemu się coś zdarzy! krzyknąłem, a po twarzy płynęły mi łzy wściekłości.

To nieprawda, Marku. Zabierz mnie natychmiast do domu.

Marek pokręcił głową, a potem rzucił bombę:

Nie mogę, tato. Dom już go sprzedałem.

Zatrząsł się we mnie cały świat.

Wiedziałem, iż zgodziłem się na sprzedaż, ale myślałem, iż mam czas. Chciałem poznać nowych właścicieli, znaleźć dobrą rodzinę, pokazać im, jak dbać o starą jabłoń w ogrodzie.

A potem, ponad rok temu, stało się coś, co mnie zmiotło z nóg. Był czwartkowy wieczór, gdy Marek wpadł do mnie, rozpromieniony.

Tato powiedział mam niespodziankę! Kupiłem ci dom na wsi!

Dom? Marek, o czym ty mówisz?

To idealne miejsce, tato. Ciche, spokojne dokładnie to, co lubisz. Pokochasz je!

Byłem zaskoczony. Przeprowadzka na wieś? To brzmiało jak zbyt duża zmiana.

Marek, nie musiałeś tego robić. Czuję się tu dobrze.

Ale on nie ustępował.

Nie, tato, zasługujesz na odpoczynek. Ten dom jest za duży dla ciebie samego. Czas na zmiany. Zaufaj mi, będzie świetnie.

Byłem sceptyczny. Mieszkałem tu ponad 30 lat. To tu Marek dorastał, tu budowaliśmy z Haliną nasze życie. Ale syn wydawał się tak pewny, tak szczęśliwy. A ja zawsze mu ufałem.

W końcu nigdy nie kłamał.

Więc mimo wątpliwości zgodziłem się na przeprowadzkę i sprzedaż domu. Przez kolejne dni pakowałem rzeczy, a Marek zajął się formalnościami. Mówił, iż wszystko załatwił. Był tak troskliwy, iż odsunąłem obawy na bok.

W końcu nadszedł dzień wyjazdu. Marek opowiadał o nowym miejscu, ale im dalej jechaliśmy, tym bardziej czułem niepokój.

Okolica stawała się coraz bardziej pusta. Nie było tu pagórków ani lasów, tylko pola i opuszczone budynki. Nie przypominało to przytulnych domków, które kiedyś z Haliną oglądaliśmy.

Marek spytałem czy na pewno jedziemy dobrze? To nie wygląda jak wieś.

Zapewnił mnie, iż tak, ale wciąż nie patrzył mi w oczy.

Po godzinie skręciliśmy w wąską drogę. Na końcu stał wielki, szary budynek. Serce mi stanęło, gdy przeczytałem tablicę: Bursztynowy Zachód.

To nie był dom. To był dom spokojnej starości.

Otworzyłem usta ze zdumienia. Odwróciłem się do Marka, dusząc gniew.

Co to jest? Co się dzieje?

Jak mógł sprzedać mój dom bez mojej wiedzy? Domagałem się odpowiedzi, ale Marek unikał wzroku. Wspomniał coś o pełnomocnictwie i moim dobru.

Zamarłem. Kolejne godziny minęły jak sen. Zostałem zaprowadzony do małego pokoju z wąskim łóżkiem i oknem na parking. Ściany były brudnobiałe, a w powietrzu czuć było środki czystości i stęchliznę.

Mój stary dom pachniał jeszcze piernikami, które piekła Halina. A teraz to miejsce stało się moim więzieniem.

I nie mogłem nic z tym zrobić.

Dni mijały w gniewie i niedowierzaniu. Czy naprawdę byłem taki zapominalski? Czy zrobiłem coś złego? A może Marek naprawdę chciał dla mnie dobrze? Ale czy to była dobra decyzja? Zacząłem wątpić w siebie.

Personel był uprzejmy, zapraszał na zajęcia. Ale czułem, iż coś jest nie tak.

Pewnego dnia, siedząc w salonie, usłyszałem rozmowę dwóch pielęgniarek.

Biedny pan Nowak powiedziała jedna. Słyszałaś o jego synu?

Nie, co się stało? spytała druga.

Podobno miał ogromne długi. Dlatego sprzedał dom ojca i wsadził go tutaj.

Jakbym dostał w brzuch.

Długi? To był powód? Marek mnie oszukał, by ratować własną skórę? Byłem złamany.

Ten syn, którego wychowałem, którego znałem jak własne myśli, zdradził mnie dla pieniędzy. Przypomniałem sobie wszystkie poświęcenia, wszystkie noce, gdy pracowałem, by dać mu lepsze życie.

Na szczęście los zesłał mi pomoc.

Mój stary przyjaciel, Wojciech, prawnik, odwiedził Bursztynowy Zachód, by zobaczyć siostrę. Gdy mnie zobaczył, nie mógł uwierzyć. Wysłuchał mojej historii i wkurzył się. Obiecał pomóc odzyskać dom i sprawdzić, co naprawdę się stało.

Czy można wybaczyć taką zdradę? Jak mam mu jeszcze ufać?

Czy mam prawo czuć się oszukany, czy powinienem próbować zrozumieć?

Idź do oryginalnego materiału