Mój syn obiecał mi dom na wsi w malowniczej wsi pod Krakowem – ale gdy tam dotarliśmy, ziemia zaczęła się osuwać pod moimi stopami.

polregion.pl 4 dni temu

Mój syn obiecał mi domek na wsi ale gdy tam dotarliśmy, ziemia zaczęła się pode mną zapadać.

Nazywam się Stanisław i mam siedemdziesiąt osiem lat.

Nigdy nie sądziłem, iż będę szukał rady u obcych, a jednak tu jestem. Potrzebuję waszych słów.

Większość życia spędziłem jako samotny ojciec. Moja żona, Halina, odeszła, gdy nasz syn Bartosz miał zaledwie dziesięć lat. Rak zabrał ją za wcześnie.

To były ciężkie lata, ale trzymaliśmy się razem. Byliśmy tylko my ojciec i matka w jednym. Pracowałem do upadłego, by dać mu wszystko, co najlepsze.

Bartosz wyrósł na dobrego człowieka. Miał swoje bunty, ale był pracowity, serdeczny i rozsądny. Dobrze radził sobie w szkole, dostał stypendium, a potem pracę w banku.

Zawsze byłem z niego dumny. choćby gdy się wyprowadził, zostaliśmy blisko dzwoniliśmy co tydzień, spotykaliśmy się na niedzielny obiad.

Tato powiedział, ale nie patrzył mi w oczy. Przepraszam. Mówiłem, iż to domek, ale tutaj będzie ci lepiej. Tutaj się tobą zajmą.

Zajmą? Nie potrzebuję opiekuna! Jestem samodzielny. Dlaczego mnie okłamałeś?

Tato, proszę. Wreszcie spojrzał na mnie, a w jego oczach było błaganie. Ostatnio zapominasz. Boję się, iż jesteś sam. Tu jest bezpiecznie, zawsze ktoś przyjdzie z pomocą.

Zapominam? Każdemu zdarza się zgubić klucze! krzyknąłem, a łzy paliły mi policzki.

To nieprawda, Bartek. Zabierz mnie do domu.

Pokręcił głową, a potem rzucił słowa, które zwaliły mnie z nóg:

Nie mogę. Dom już go sprzedałem.

Zamroziło mnie.

Owszem, zgodziłem się na sprzedaż, ale myślałem, iż mam czas. Chciałem poznać nowych właścicieli, pokazać im, jak pielęgnować jabłoń w ogrodzie.

Więc gdy rok temu Bartosz przyszedł rozpromieniony, nie spodziewałem się tego.

Tato! Mam niespodziankę! Kupiłem ci dom pod lasem!

Dom? O czym mówisz?

To idealne miejsce. Cisza, spokój pokochasz je!

Byłem zaskoczony. Przeprowadzka? To brzmiało jak zbyt duży krok.

Bartek, nie musiałeś. Czuję się tu dobrze.

Ale on nalegał:

To dla ciebie. Ten dom jest za duży. Czas na zmiany. Zaufaj mi.

Byłem sceptyczny. Ten dom był naszym przez trzydzieści lat. Tu Bartek dorastał, tu żyłem z Haliną. Ale on tak wierzył w tę decyzję Zawsze ufałem mu bezgranicznie.

Więc się zgodziłem. Spakowałem rzeczy, a Bartek zajął się resztą. Był tak pewny, tak troskliwy odsunąłem wątpliwości.

W dniu przeprowadzki opowiadał o nowym domu, ale im dalej jechaliśmy, tym bardziej coś mi nie pasowało.

Nie było tu pagórków ani lasu tylko puste pola i opuszczona stodoła. Gdzie te domki, które podziwialiśmy z Haliną? One były przytulne, pełne życia.

Bartek, na pewno dobrze jedziemy? To nie wygląda jak wieś

Jeszcze trochę odparł, unikając mojego wzroku.

W końcu skręciliśmy w długą drogę. Na końcu stał ponury budynek z szyldem: Bursztynowe Zacisze.

To nie był dom. To był dom spokojnej starości.

Co to jest?! warknąłem.

Bartek nie patrzył na mnie. Mówił o pełnomocnictwie, o moim dobru. Wszystko wirowało mi w głowie.

Zaprowadzono mnie do małego pokoju wąskie łóżko, ok

Idź do oryginalnego materiału