Mój syn i synowa podarowali mi własne mieszkanie na emeryturę – dostałam klucze, akt notarialny i możliwość wynajmu, choć jeszcze nie byłam zarejestrowana w ZUS. Długo nie mogłam uwierzyć w tak hojny gest!

twojacena.pl 1 tydzień temu

Mój syn Piotr i jego żona Grażyna podarowali mi mieszkanie, kiedy przeszłam na emeryturę.

Tamtego dnia Piotr z Grażyną przyszli do mnie, wręczyli mi klucze do mieszkania i zaprowadzili do notariusza. Byłam tak zaskoczona i wzruszona, iż ledwo wykrztusiłam z siebie słowa, więc tylko wyszeptałam:

Czemu dajecie mi taki kosztowny prezent? Przecież nie potrzebuję tego!
To nasz prezent na twoją emeryturę, możesz wynająć mieszkanie lokatorom! powiedział spokojnie Piotr.

Wtedy nie zdążyłam jeszcze choćby złożyć wniosku w ZUS-ie! Ledwo wychodziłam z pracy, a oni już wszystko mieli zaplanowane. Zaczęłam protestować, ale odparli, żebym nie stawiała oporu.

Nie zawsze z Grażyną było nam łatwo się dogadywać: bywało spokojnie, a potem zupełnie niespodziewanie wybuchała burza. Raz ja ją rozpętałam, innym razem ona. Długo uczyłyśmy się ze sobą współżyć. Musiałyśmy nauczyć się, by zamiast się sprzeczać, rozmawiać spokojnie. Na szczęście od kilku lat żyjemy w zgodzie i szacunku.

Kiedy moja szwagierka, Halina, usłyszała o prezencie, zadzwoniła i serdecznie mi pogratulowała, po czym powiedziała z dumą: Wychowałam mądrą córkę, jeżeli nie miała nic przeciwko takiemu darowi dla teściowej!. A po chwili dodała, iż sama nigdy by takiego prezentu nie przyjęła, bo wolałaby zachować wszystko dla wnuka.

Pół nocy rozmyślałam, czy dam radę utrzymać się z emerytury, bo naprawdę kilka mi potrzeba. Rano poprosiłam wnuka Marcina na rozmowę i nieśmiało zapytałam, czy nie chciałby mieszkać w tym mieszkaniu. Marcin niedługo kończy szesnaście lat, czekają go egzaminy i liceum, pewnie też zakocha się i nie wypada mu zaprosić dziewczyny do rodziców.

Babciu, nie martw się, chcę sam na siebie zarobić! odpowiedział rezolutnie Marcin.

Każdy z nich odmówił przyjęcia mieszkania. Proponowałam je synowej, wnukowi, choćby Piotrowi.

Przypomniała mi się historia mojej starszej siostry Marysi: jej szwagierka pozbyła się własnego domu, a potem musiała zamieszkać w wilgotnej kawalerce z przydziału. Każdy skrawek miejsca był dla niej bezcenny.

Nasza rodzina też zna takie nieporozumienia. Mój wujek Adam Odszedł piętnaście lat temu, a jego dzieci do dziś nie potrafią się pogodzić, bo nie mogli sprawiedliwie podzielić majątku bez awantur.

Pewnego razu widziałam program telewizyjny o rodzinie, w której rodzice przepisali dom synowi. On wyrzucił ich potem na bruk, sprzedał dom za grosze, zostawiając rodziców bez dachu nad głową.

Płakałam Sama nie potrafię powiedzieć, czy były to łzy wdzięczności, czy może dumy z moich bliskich. Kiedy później byłam w ZUS-ie, dowiedziałam się, iż dostanę dwa tysiące złotych emerytury, a Piotr wynajął moje mieszkanie za trzy tysiące złotych miesięcznie. Wtedy naprawdę doceniłam ten prezent. To był dar z serca prawdziwie królewski.

Życie nauczyło mnie, iż największy spokój daje zgoda i wzajemna troska w rodzinie. Majątek? Jest ważny, ale najważniejsze, by nie dopuścić do kłótni i zazdrości. To, co dajemy sobie z serca, wraca do nas w postaci cichej euforii i poczucia bezpieczeństwa.

Idź do oryginalnego materiału