Mój mąż pracuje, ale wszystkie wydatki spadają na mnie.
Często pytacie mnie, jak to się stało, iż znalazłem się w takim miejscu w życiu i zgodziłem się na taką sytuację. Odpowiem wam tak: każdy, kto naprawdę kocha, bywa ślepy. Ja też byłem ślepy. Przez całe życie starałem się być lepszy, uczyłem się na błędach. Moja mama od dziecka powtarzała mi, iż jeżeli chcę coś w życiu osiągnąć, muszę ciężko pracować. Powtarzała też często, iż kobieta powinna być silna i niezależna, żeby nigdy nie musiała polegać na innych.
Jak się okazało, to ostatnie przesłanie sprawiło, iż sam sobie stworzyłem kłopot. Gdy spotykałem się z kobietami, zachowywałem się zbyt samodzielnie i kilka z nich chciało pójść ze mną na randkę. Wtedy większość mężczyzn szukała delikatnych partnerek, o które mogliby się troszczyć i udowadniać swoją męskość. Ja jednak radziłem sobie sam.
Z czasem skupiłem się wyłącznie na swojej pracy. Byłem kawalerem do 35. urodzin, aż poznałem Kingę. Kinga była w moim wieku. Było dla mnie zaskoczeniem, iż akceptuje moją niezależność. Nigdy nie nalegała, żebym coś zrobił, jeżeli twierdziłem, iż sam sobie poradzę. Nigdy nie wręczała mi kwiatów ani nie szeptała czułych słów, za którymi nigdy nie przepadałem. Przy niej czułem się jak równy partner. Powinienem był przewidzieć, ile przyjdzie mi zapłacić za tę całą równość, która w rzeczywistości wcale nie była równością.
Pobraliśmy się i Kinga zamieszkała ze mną. Nie miała własnego mieszkania, mieszkała z mamą w Krakowie. Ja jednak nie chciałem zamieszkać z teściową. Znałem już wiele takich historii, które zupełnie mnie nie przekonały. Przez pierwszy miesiąc Kinga nie przekazała mi ani złotówki ze swojej pensji twierdziła, iż musi spłacić niewielki kredyt zaciągnięty na leczenie mamy.
Nie poruszałem tego tematu, próbowałem być wyrozumiały. Jesteśmy rodziną niech spłaci zobowiązania, potem wszystko ustalimy razem. Ale mijały miesiące przez siedem miesięcy kredyt przez cały czas nie był spłacony. Wciąż słyszałem, iż za mało zarabia, iż praca daje jej mniej godzin albo iż pojawiają się inne przeszkody. Cały czas to ja opłacałem jedzenie, rachunki, rozrywkę. Potem zaczęła twierdzić, iż oszczędza, by kupić nam mały dom na Podhalu. Mówiła o tym choćby przy okazji planowania wakacji.
Ale przez pięć lat nie pokazała mi ani razu wyciągu z konta. Jesteśmy przecież rodziną. W końcu się pokłóciłem. Jak to możliwe, iż utrzymuję ją od pięciu lat? Nic tu nie jest w porządku. Kinga spakowała się i wróciła do mamy. Tak po prostu. Po trzech dniach, nie wytrzymując już samotności, poprosiłem ją, żeby wróciła do domu. I wszystko zaczęło się od nowa. Nie chce dołożyć ani złotówki do wspólnych wydatków. Jestem już tym zmęczony. Marzę o tym, żeby wydać trochę pieniędzy na swoje przyjemności, ale nie mam wolnych środków wszystko idzie na dom. Co powinienem zrobić? Czy powinienem się rozwieść? Czy ona kiedykolwiek się zmieni?











