Mój mąż kazał mi zorganizować męski wieczór w naszym domu, mimo iż miałam kołnierz ortopedyczny – a …

newskey24.com 1 dzień temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co mnie ostatnio spotkało. Wiesz, jestem świeżo upieczoną mamą, mam trzydzieści trzy lata, a od paru tygodni noszę kołnierz ortopedyczny, bo mój mąż, Paweł (on ma trzydzieści cztery lata), nie mógł się powstrzymać przed zerkaniem na Instagram podczas jazdy. Wyobraź sobie, iż teraz jeszcze groził mi odcięciem dostępu do naszych pieniędzy, a ja ledwo się ogarniam po wypadku. Myślałam, iż jestem w pułapce, dopóki nie wkroczyła jego mama Halina.

Mamy córeczkę, Zosię, która ma sześć miesięcy. Jakieś dwa tygodnie temu wracaliśmy od pediatry. Zosia płakała, więc odwróciłam się trochę do tyłu, żeby podać jej smoczek. Paweł prowadził a przynajmniej powinien ale jego telefon świecił się w uchwycie na kubek. Śmiał się z jakiegoś śmiesznego filmiku i coś tam klepał po ekranie.

Pamiętam, iż powiedziałam, Ej, zmienia się światło. W sekundę później moje ciało poleciało do przodu, głowa wykręciła się na bok, a przez szyję przeszła mi fala bolesnego gorąca prosto do barku. W szpitalu okazało się, iż mam poważne skręcenie kręgosłupa szyjnego i uciśnięty nerw. Ortopeda kazał nosić kołnierz i absolutnie nie dźwigać ani się nie schylać przez tygodnie, jak nie miesiące.

I wtedy zaczął się cyrk
Zawsze byłam niezależna, miałam stałą pracę w marketingu, własne oszczędności. A teraz nagle nie mogłam sama umyć włosów, wziąć Zosi na ręce albo choćby zdjąć butów. Przez pierwsze dwa dni Paweł jeszcze dał radę, choć cały czas marudził przy zmianie pieluch. Ale potem przyszły jego urodziny.

Zawsze wszystko ogarniałam: robienie zakupów, sprzątanie, tort. Tym razem byłam pewna, iż po prostu odwoła imprezę. Ale Paweł wrócił do domu i bez żadnych ceregieli rzucił: W piątek przychodzą chłopaki. Wieczór z planszówkami. Już im powiedziałem. Kiedy próbowałam mu wytłumaczyć, iż ledwo się ruszam, westchnął jakby się świat zawalił.

I wtedy rzucił do mnie ostro: Jak Ty nie ogarniesz, to zapomnij o kasie. Nie zamierzam utrzymywać kogoś, kto leży i nic nie robi. To bolało bardziej niż sam wypadek. Przecież razem się umówiliśmy na te sześć miesięcy w domu z dzieckiem! Nagle nasze pieniądze stały się Jego pieniędzmi, a ja byłam tylko leniuchującą współlokatorką.

Cała impreza opłacona z moich oszczędności
Bałam się, iż naprawdę mnie odetnie, więc wzięłam sprawy w swoje ręce. Zapłaciłam z moich, jeszcze przedślubnych zapasów zamówiłam sprzątanie i catering za trzy tysiące złotych. Tak, z mojego funduszu awaryjnego poszły pieniądze na imprezę męża, bo ewidentnie mój ból kręgosłupa nie był wystarczająco poważnym problemem.

W piątek wszystko lśniło. Paweł klepnął mnie po biodrze jak pokojówkę i rzucił: Widzisz, nie było tak źle. Facet miał imprezkę życia, a ja się wiłam z bólu, próbując zmienić pozycję na kanapie. Słyszałam jeszcze jak mówi kumplom: Urlop macierzyński bajka, tylko siedzisz i robisz z dzidziusiem co chcesz.

Niespodziewany gość
W pewnym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Paweł rzucił się otworzyć, myśląc iż to dostawca pizzy, a dosłownie zamarł. W progu stanęła jego mama Halina. Popatrzyła na butelki po piwie, pudełka po jedzeniu, mnie unieruchomioną z kołnierzem i elektroniczną nianię przy sofie.

Bez zbędnych słów powiedziała tylko: Idziesz ze mną. Teraz. Koledzy Pawła natychmiast ucichli. Halina weszła do środka, popatrzyła na wszystkich i dodała: Panowie, bawcie się dobrze. Ale mój syn wychodzi.

Paweł próbował jeszcze protestować, iż przecież ma urodziny. Ale Halina gwałtownie go uciszyła: To mieszkanie kupiłeś dzięki mojej pomocy. Grozisz swoje żonie kontrolą nad kasą, bo nie mogłeś odłożyć telefonu w aucie? Chcesz być mężem czy dzieckiem? Dzisiaj śpisz u mnie i się zastanowisz.

W jednej chwili chłopaki się zwinęli. Paweł wyszedł cicho, nie oglądając się za siebie. Halina usiadła koło mnie na kanapie i pozwoliła mi się wypłakać. Trzeba było dzwonić pierwszego dnia, powiedziała. Potem ogarnęła całą kuchnię i salon i powtarzała mi, iż nie jestem sama.

Teraz Paweł mieszka u mamy i błaga, żebym mu wybaczyła. Dopiero zauważył, jak podle się zachował. Nie wiem, jak to się skończy, ale wiem jedno: potrzebuję czasu, terapii i prawdziwego partnera, a nie kogoś, kto traktuje mnie jak służącą.

Kiedy karma zapukała w końcu do drzwi, miała na sobie wełniany sweter Haliny i powiedziała: Twoja żona zostaje. Ty nie.

Idź do oryginalnego materiału