Mój chłopak mówi, iż mnie kocha, ale nigdy mnie nie wybiera. Od trzech lat wszystko jest w ukryciu…

newsempire24.com 1 miesiąc temu

Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo już naprawdę nie wiem, co mam robić. Mój przyjaciel mówi, iż mnie kocha, ale ani razu mnie nie wybrał. To już trzy lata tak to ciągniemy. Trzy lata spotykamy się po kryjomu. Trzy lata słyszę te same obietnice. Trzy lata życia w związku, który istnieje tylko wtedy, kiedy jego żona nie jest w pobliżu.

Nie weszłam w to wszystko świadomie na początku choćby nie wiedziałam, iż on jest żonaty. Po kilku miesiącach wyszła prawda przez cały czas żyją z żoną jak typowa para. Ale wtedy już byłam zaangażowana uczuciowo, serce już swoje wiedziało

Od zawsze wszystko było “na warunkach”. Spotykaliśmy się tylko w wyznaczone dni, o określonych godzinach, zawsze w miejscach, gdzie nikt nas nie zna. On nigdy nie mógł zostawać na noc. Nigdzie razem nie wyjechaliśmy. Ja nigdy nie mogłam wrzucić żadnego zdjęcia, choćby drobnej wskazówki. A jak pisałam mu wieczorem i nie odpowiadał od razu wiedziałam, dlaczego. Jak znikał w weekendy to samo. Jego prawdziwe życie było gdzie indziej. Moje kręciło się wokół wolnych przestrzeni w jego kalendarzu.

Wielokrotnie pytałam go otwarcie, czy odejdzie od żony. Spokojnie, bez awantur. Zawsze ta sama odpowiedź tak, ale jeszcze nie teraz. Czeka na adekwatny moment. To nie takie proste. Coś tam musi jeszcze uporządkować. Ona jest od niego zależna. Nie chce jej skrzywdzić… Słyszałam to tyle razy, iż mam już dość. Zawsze nowe tłumaczenie. Nowy termin. Nowa nadzieja.

To ja się dostosowywałam. Zmieniałam plany, odwoływałam różne rzeczy, nauczyłam się nie zadawać zbędnych pytań, żeby nie było kłopotów. Jak jechał gdzieś z żoną milczałam. Jak świętowali rocznicę udawałam, iż nic mnie to nie rusza. Jak przychodził do mnie po kłótni z żoną pocieszałam.

To ja słuchałam, rozumiałam, czekałam. A mimo wszystko nigdy nie zostałam wybrana.

Były chwile, kiedy naprawdę myślałam, iż w końcu odejdę. Powiedział kiedyś, iż był już u adwokata. Znowu mu mówiłam, iż nie jestem szczęśliwa. Znów szukałam nowego mieszkania. Znów miałam nadzieję. Znów się łudziłam. Ale zawsze coś się działo praca, rodzina, pieniądze, to nie jest dobry moment…

I zostawałam. Utknęłam w miejscu, historia ani drgnie.

A życie dookoła się toczy. Moje koleżanki wychodzą za mąż. Przeprowadzają się, planują przyszłość. A ja? Kłamałam mówiłam, iż jestem sama, albo iż to tylko taka relacja bez zobowiązań. Nie mogłam powiedzieć prawdy, bo wiedziałam jak to brzmi. Wiedziałam, co by powiedzieli. A i tak zostałam. Nie dlatego, iż jestem naiwna. Tylko dlatego, iż go kochałam. Albo wydawało mi się, iż kocham. Już sama nie wiem.

Najgorsze nie było to, iż nie odszedł od żony. Najgorsze było to, iż nigdy się za mną nie opowiedział. Jak żona coś podejrzewała odsuwał się ode mnie. Jak mieli napięcia w domu znikałam. Gdy miał wybór: przyznać się do mnie czy dobrze wypaść przed nią zawsze wygrywała ona.

Ja nigdy nie byłam wyborem. Byłam rezerwą. Kimś, kto ma czekać.

Dalej z nim jestem. Ale już nie jestem tą samą osobą. Chcę go, ale jestem wykończona. Zmęczona ciągłym rozumieniem, czekaniem, zadowalaniem się resztkami czasu i uczuć.

Potrzebuję rady, żeby w końcu podjąć decyzję na serio.

Czy ktoś też przez coś takiego przechodził? Co byś powiedziała takiej dziewczynie, gdybyś siedziała przede mną?

Idź do oryginalnego materiału