Mój brat, Michał Wiśniewski, jest ode mnie starszy o sześć lat. Trzy lata temu ożenił się z Małgosią, a po ślubie zdecydowali się zamieszkać w jej kawalerce w Poznaniu, zamiast zostać z naszymi rodzicami w rodzinnym Gdańsku. Wysokie ceny wynajmu w dużym mieście były dla nich naprawdę przytłaczające, więc to była jedyna sensowna możliwość.
Sam byłem żonaty już od sześciu lat. Moja żona, Weronika, pochodzi z Warszawy, dlatego właśnie w stolicy postanowiliśmy się osiedlić. Pracowaliśmy oboje to pozwoliło nam zaciągnąć kredyt i kupić niewielkie, jednopokojowe mieszkanie. Nasza rodzina jest czteroosobowa: mamy sześcioletniego syna, Franka, i czteroletnią córeczkę, Zosię. Choć bywa ciężko, udało nam się stworzyć własny kąt.
Ostatnio dostałem od rodziców telefon Michał z rodziną ma przyjechać do Warszawy na tydzień. Rodzice dali jasno do zrozumienia, iż spodziewają się, iż ich przyjmę pod swój dach. Chociaż cieszyłem się na widok brata po tylu latach, wiedziałem, iż nie mam warunków, żeby ich ugościć. Nasza czwórka musi dzielić jeden pokój fizycznie nie byłoby gdzie ich położyć, zwłaszcza z ich synem, małym Jerzykiem.
Spotkaliśmy się na Dworcu Centralnym i spędziliśmy razem cały dzień, pokazując im uroki Warszawy: Stare Miasto, Zamek Królewski, łazienkowskie pawie… Wieczorem, przy kolacji w jednej z knajpek na Nowym Świecie, mama znów zaczęła namawiać, żebym koniecznie przyjął brata z rodziną do siebie. Argumentowała, iż ceny hoteli w Warszawie to istny horror, choćby za skromny pokój musieliby wybulić kilka tysięcy złotych za tydzień.
Mimo wszystko musiałem odmówić. Podczas obiadu starałem się delikatnie zasugerować, iż znajdę im jakiś przyzwoity hotel czy hostel choćby proponowałem pomoc w wynajęciu taniego mieszkania przez znajomego. Niestety, Michał zareagował ostro obruszył się, twierdząc, iż przecież rodzina powinna trzymać się razem, a on nie zamierza płacić za hotel, skoro ma brata w Warszawie. Dał do zrozumienia, iż liczą nie tylko na nocleg, ale i darmowe jedzenie przez tydzień.
Czułem narastającą presję mnie uczyli, iż rodzina jest ważna, ale chyba nie kosztem własnych dzieci. Komfort moich maluchów i Weroniki jest dla mnie ważniejszy niż niespodziewane gościny na siłę. Zresztą nie mam obowiązku zapewniania komukolwiek dachu nad głową, choćby rodzonemu bratu nie wspominając już o tym, iż w jednym pokoju nie ma miejsca dla siedmiorga ludzi. Tak więc stanowczo odmówiłem noclegu, zostając przy swoim bo rodzina, owszem, jest najważniejsza, ale nie można zapominać o własnej.















