Mój brat z rodziną mieli nadzieję na darmowy nocleg w Warszawie na mój rachunek. Udało mi się jednak uprzedzić ich plany i jasno pokazać, iż tym razem to nie przejdzie!

polregion.pl 3 godzin temu

Mój brat, starszy ode mnie o sześć lat, od trzech lat jest już po ślubie. Po ślubie postanowił wprowadzić się do mieszkania żony w Katowicach, zamiast zostać z naszymi rodzicami w rodzinnym Wałbrzychu. Czynsze w mieście są teraz tak wysokie, iż tylko ta opcja wydawała się im sensowna. Ja z kolei żonaty byłem już od sześciu lat. Z żoną Zuzanną i dwójką dzieci: synkiem Stasiem (6 lat) i córeczką Jagną (4 lata) mieszkaliśmy w Warszawie. Zuzanna pochodziła z Bielan, więc naturalne było, iż tutaj osiądziemy. Oboje mieliśmy pracę i udało nam się zaciągnąć kredyt na małe M2 w bloku z czasów Gierka.
Któregoś dnia, tuż po śnie, gdy przez okno wpadał zapach liści z parku, zadzwonili rodzice z Wałbrzycha. Powiedzieli, iż mój brat z rodziną wybiera się do stolicy na tydzień, i liczą, iż ich ugościmy nocleg, kolacja, rozmowy do późna. Niby się ucieszyłem, bo brata nie widziałem od dawna, ale w naszym jednopokojowym czterokącie, gdzie kąty wędrują po ścianach razem z cieniami, nie było miejsca na jeszcze trzy osoby.
Mimo to, przywitaliśmy ich na Dworcu Centralnym, gdzie wszystko lśni neonami, a zegary chodzą odrobinę wolniej niż czas rzeczywisty. Chodziliśmy razem po Warszawie, oglądając syrenkę i chowając się przed deszczem pod rozłożystą lipą w Ogrodzie Saskim. Rodzice ciągle powtarzali, iż powinniśmy ich przenocować, bo ceny noclegów w Warszawie są jak z koszmaru 500 zł za dobę, jakby noclegi płaciło się monetami z Króla Zygmunta.
Wieczorem, wśród rozmów i skwierczącej kiełbasy na patelni, zebrałem się na odwagę i zaproponowałem, iż pomogę im znaleźć hotel, iż może hostel, a może ktoś z naszych znajomych wynajmie pokój chociaż na noc czy dwie. Brat spojrzał na mnie jakbym powiedział, iż oddam mu swoje sny był wyraźnie niezadowolony. Chciał nocować tylko u nas.
Snułem więc przez chwilę w głowie obraz nas wszystkich rozlokowanych po kątach dzieci śpiące na miękkich poduszkach, brat z żoną na rozkładanym fotelu, wszyscy poruszający się sennie, jakby poprzedni dzień był tylko snem.
Odrzucone zostały wszystkie moje propozycje. Oni chcieli zostać w Warszawie i czułem, iż oczekują, iż zapłacimy za nich pobyt. Przeczuwałem, iż zamierzają spać i jeść na nasz koszt jakby gościnność była walutą niewyczerpaną. ale ja wiedziałem, iż mam prawo odmówić, bo przecież spokój mojej rodziny i cicha codzienność naszego domku z jedną lampką stojącą jest dla nas najważniejsza. Moja żona i dzieci potrzebują swojego miejsca i swoich snów, a ja przecież nie mam żadnego długów wdzięczności do spłacenia.
Tak więc patrzyliśmy na siebie przez chwilę ja, brat, jego żona i syn wszyscy trochę jak postaci z obrazów Beksińskiego, których łączy niepokój i czułość wyciągnięta jak przez szybę senną. I wiedziałem, iż nie każda gościnność musi być snem, z którego nie można się obudzić.

Idź do oryginalnego materiału